Koleje losu Dionizego

– Bilety do kontroli – syknął konduktor, podrywając Dionizego ze snu w którym był jedynym człowiekiem na Ziemi zdolnym wymówić „r”,

– Już, już. Miałem taki sen… – rozmarzył się szukając biletu.

– Ja też miewam sny, ale większość to koszmary – zwierzył się nieoczekiwanie konduktor.

– Ginie pan pod kołami pociągu? – zainteresował się Dionizy, pokazując skrawek papieru, który w tej rzeczywistości ratował ci tyłek.

– Nie, muszę dorabiać na emeryturze żeby dociągnąć do pierwszego. Pierdolona robota – warknął i odszedł czerwieniąc się jak soczysta ćwikła.

Dionizy spojrzał w okno. Mijali łany zielonych pół, przegradzanych co chwila zagajnikami bądź nieużytkami. Domów było jak na lekarstwo. Następna stacja miała się pojawić za jakieś kilkanaście kilometrów, jeżeli synalek wujka Google – Google Maps, mówił prawdę.

Po drugiej stronie wagonu siedział jakiś chłopak, na oko kilka lat młodszy od Dionizego. Wpatrywał się w niego jak pies w dorodną szynkę.

– Czego? – zapytał Dionizy poirytowany po kolejnej serii dziwnych spojrzeń.

– Jajca twojego starego – odgroził się chłopak. – Patrzeć już nie można?

– Lutujesz mnie tymi gałami jakbyś się zakochał. Spasuj to będzie git.

Nastolatek uśmiechnął się złowieszczo.

– Sztucznie ci to wychodzi – powiedział szczerząc niezbyt proste zęby.

– Co niby?

– Ta gadka.

– Próbuję się zniżyć do twojego poziomu.

– Za bardzo się rozpędziłeś i szorujesz czołem o dno. Albo to poziom twojej starej.

Do przedziału wszedł konduktor. Był wyraźnie niezadowolony. Wzrok wbił w Dionizego.

– Ej ty. Uświadomiłeś mi coś – powiedział.

– Spadaj, dziadek, ja z nim rozmawiam – syknął nastolatek.

– Uważaj na słowa, gówniarzu, bo ci skasuje taki bilet że owsiki wysrasz nosem.

Dionizy poczuł, że znajduje się między młotem a kowadłem.

– O co chodzi? – spytał, zanim nastolatek zdążył odgrozić się konduktorowi.

– O moje życie.

– Wszyscy wiedzą, że jest przejebane – wtrącił małolat.

Konduktor zbył go jednak.

– Uświadomiłeś mi, że to jedyne wyjście – powiedział i tak jak stał podbiegł do drzwi wagonu. Mocnym pchnięciem otworzył je, po czym wyskoczył. Wszystko działo się tak szybko, że Dionizy nie wiedział jak zebrać myśli. Potem, analizując sytuację z perspektywy czasu stwierdził, że konduktor nie postąpił filmowo. Nie spojrzał w jego stronę z maślanymi oczami, tylko po prostu wyskoczył, jakby sądził, iż dzięki temu się obudzi.

Nastolatek siedział jak zaklęty. Dionizy uznał, że gówniarz dostał szoku, podobnie jak inni ludzie w wagonie. Kto pociągnął hamulec awaryjny i pociąg zaczął zwalniać, aż w końcu się zatrzymał.

– Konduktor wyskoczył! Umarł, umarł! – lamentowała jakaś pyzata pinda z sąsiedniego wagonu.

Sporo osób wyszło na zewnątrz. Podziwiali niebieskie niebo i wyglądali truchła konduktora. Pojawił się też maszynista. Facet był ewidentnie przerażony.

– Dlaczego stoimy akurat tu? – spytał na głos, a ludzie nie wiedzieli co powiedzieć. – Kurwa, idioci! Mogliście zaczekać aż dojedziemy na stację.

Jakiś studenciak o posturze kulturysty przerwał ten lament jednym solidnym uderzeniem w szczękę. Maszynistę zwaliło z nóg. Studenciak przemówił:

– Utkaj pysk. Człowiek wypadł z pociągu, a ty się martwisz o swoją dupę!

Ludziska zaczęli wiwatować. Dionizy nie bardzo rozumiał o co chodzi. Wyjrzał przez okno. Zatrzymali się na szczerym zadupiu, gdzie oprócz jednego zagajnika sosnowego i wzrastającego zboża, nie było nic. Nastolatek powoli odzyskiwał świadomość.

– Jebany, wyskoczył – powiedział całkiem poważnym tonem. – Myślisz, że przeze mnie? – zwrócił się do Dionizego.

– Nie. Raczej planował to od dawna, ale podświadomie szukał pretekstu, jakiejś niby olśniewającej myśli. I znalazł. Cholera wie gdzie, ale znalazł.

– Taaa, pojebana akcja w opór. Spóźnię się na obiad. Będą schabowe i kurczak. A babcia zrobiła pierogi. Zabije mniej jak nie dojadę – żalił się. – W ogóle to Krystian jestem.

– Dionizy.

– Dziwne imię. Ale kojarzę.

Dionizy przytaknął. Nie czuł już żadnej złości do gówniarza vel Krystiana. Nie czuł nic oprócz dezorientacji.

Na zewnątrz ludziska przekrzykiwali się w tym, kto poda głupszy pomysł na wybrnięcie z sytuacji. Studenciak który znokautował maszynistę odszedł na drugi plan. Stał gdzieś z boku, palił szluga i kartkował jakiś podręczni z podstaw prawa. Pierwsze skrzypce grała niewysoka szatynka w szarej bluzie i dżinsach. Rozdawała zadania. Posłała nawet trzyosobowy zespół na poszukiwanie truchła konduktora. Choć sama nie był pewna, czy umarł.

– Nie możemy być pewni, że umarł. Możemy być za to pewni, że jest połamany w trzystu miejscach, dławi się krwią i właśnie prosi Bozię o szybką śmierć.

Tłuszcza na moment zamilkła. Ale potem znowu zaczęły się przekomarzania, ploteczki i takie tam różne inne.

Dionizy postanowił rozprostować kości. Kątem oka dostrzegł coś dziwnego w okolicy zagajnika. Kilkanaście drzew, parę krzewów i tyle. A jednak coś było nie tak. Skupił wzrok w miejscu, gdzie zobaczył ruch. Dzikie zwierzę? Pewnie tak. Ale Dionizy był z natury ciekawy i chciał więcej. Dowodów. Dlatego czekał, odizolowany od świata. Nie słyszał nawet jak ta niska szatynka krzyczała w jego stronę wszystkie możliwe inwektywy łaciny podwórkowej. Była ewidentnie niezadowolona, że Dionizy ją olewa. Krystian za to miał poczciwą bekę. Banan na twarzy non stop.

Uderzenie przyszło znienacka. Dionizy poleciał do przodu, uderzył czołem w szybę. Na moment stracił orientację. Potem zrozumiał co się dzieje.

– Głuchy jesteś, farfoclu? – usłyszał znajomy głos.

Studenciak stał teraz obok niego. Krystian starał się nie zwracać na siebie uwagi.

– Przydasz nam się.

– Wolę poczekać w wagonie.

– Nie takiej odpowiedzi oczekiwałem.

To było takie głuche, wręcz podręcznikowe JEB! A po nim jeszcze jedno. Potem wrzawa tłuszczy i głos Krystiana.

– Babciu, naprawdę chciałem zjeść te pierogi.

****

– Tutaj chcę żyć! – krzyknął Dionizy, kiedy otworzył oczy i rozejrzał się wokoło.

Był jedynym ocalałym ze rzezi, którą przespał. Ból w skroni pulsował nieznośnie, ale widok tylu trupów uspokajał. Wszędzie ciała. Zakrwawione, poranione, pochlastane. Odciski krwawych dłoni na ścianie wagonu przywodziły jedne z lepszych snów Dionizego, gdy sam jedne miażdżył ludzkość. Teraz to marzenie się ziściło.

Wszedł do wagonu. Krystian leżał na podłodze między fotelami. Miał rozerwane gardło i szeroko otwarte oczy. Patrzył tępo w dal, jak to trup. Dionizy spojrzał w kierunku zagajnika. Stamtąd przyszła rzeź, miał pewność. Na wszelki wypadek zamknął drzwi wagonu. Potem usiadł na swoim miejscu i podziwiał. Cała nierealność jaka roztaczała się wokoło sprawiała, że nie chciał się stamtąd ruszyć nawet na krok.

– Naprawdę chciałem zjeść te pierogi – powiedział trup Krystiana. Czy naprawdę to był on?

– Zjem za ciebie, ale muszę jeszcze napawać się tym… wszystkim.

– Jesteś bardziej pojebany niż ja.

– Jestem zwykły Dionizy. A ty jesteś martwy.

Potem Krystian już nie mówił. Tylko gnił. Jak to trupy mają w zwyczaju. A z zagajnika co jakiś czas dochodziły tajemnicze, uspokajające Dionizego, odgłosy.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (16)

  • JamCi 5 miesięcy temu
    Hmmmm... Dobre Pomodore. I jakby... No. Zobaczymy.
    Jakieś ze dwie literówki, ale w ogóle zacne :-)
  • Pomidor 5 miesięcy temu
    dzięks
  • zsrrknight 5 miesięcy temu
    Ten tekst to dziwne doświadczenie. Przypomina mi trochę Fantomasa, tyle że u niego absurd jest narzędziem humoru, a tu w zasadzie nie jest zabawnie, nawet jeśli dialogi mogą nieco rozśmieszyć. Językowo jest to dość ciekawa mieszanka z pogranicza wulgarności. Całkiem dobrze się to czyta, choć nieco ciężko dojrzeć, o co właściwie w tym chodziło. Albo o nic nie chodziło...
    No i jest trochę błędów, ale raczej drobnych. Głównie interpunkcja i literówki.
  • Pomidor 5 miesięcy temu
    dzięks, a co do tekstu - może i o nic nie chodziło i właśnie o to chodziło ;)
  • słone paluszki 5 miesięcy temu
    Dokładnie to czuję, co komentator powyżej.
    Od siebie dodam - nie przypadło mi do gustu.
  • Pomidor 5 miesięcy temu
    dzięki za opinię, biorę na klatę i postaram się poprawić :)
  • 110101011 5 miesięcy temu
    Bardzo dobrze się czytało i nawet nie zauważyłem żadnych niedociągnięć bo fabuła mnie wciągnęła wirem wydarzeń w sam środek akcji i byłem tam w tym pociągu i patrzyłem na rzeź i radowalem się wraz z bohaterami tego kabaretu, czy też koszmarnego snu - uśmiałem się z akcji wyskoku konduktora i reakcji pasażerki (mógł zaczekać aż dojedziemy na stację) - doprawdy należy się order uśmiechu ha.
    Z ukłonami
    Poncjusz
  • Pomidor 5 miesięcy temu
    Dziękuję z ukłonami ;)
  • Akwadar 5 miesięcy temu
    Chyba za głupi jestem do tego tekstu...
    Ale z tym "odgrozić" to poleciałeś ;)
  • Pomidor 5 miesięcy temu
    tekst jak tekst, taki strumień myśli ubrany w dialogi :)

    Będę się zapierał że to odgrozić to taka gwara ;)
  • Akwadar 5 miesięcy temu
    Pomidor gwara, powiadasz...
    Trochu przecinki sabotaż jakiś czynią ;)
  • Pomidor 5 miesięcy temu
    one zawsze sabotują, takie ich przeznaczenie ;)
  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    Pomidors↔Fajna scenka z otwartymi drzwiami za chwilę w biegu. Żwawa taka i z akcją dialogową, wspomaganą słowami. Koniec zaiste soczysty, zapewne z powodu wyskoku konduktora. Walnął nieszczęśliwie ciemieniem o czarodziejski wściekły kamień i przeistoczył się w bestię rozszarpującą w zagajniku zaś na końcu tekstu😊↔Pozdrawiam:)↔%
  • Pomidor 5 miesięcy temu
    Dzięki bardzo za komentarz i odwiedziny :)
  • Domenico Perché 5 miesięcy temu
    Ciekawa groteska.

    W sumie, gdy jeździłem pociągami, podobnie się czułem.
  • Pomidor 5 miesięcy temu
    Dzięki. Jazda pociągiem może przynieść wiele ciekawych sytuacji ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania