Kolejny staż

Stale i jak do tej pory niezmiennie jestem przekazywany przez Urząd Pracy do kolejnych instytucji na staż. Prawdopodobnie będzie to moja jedyna profesja wykonywana od zakończenia edukacji do wieku emerytalnego. Przynajmniej ja pobierając emeryturę nie będę miał pretensji do systemu emerytalnego, skoro zarabia się osiemset złotych, to nie można mieć nadziei na wyższą emeryturę.

Plecak z wyposażeniem stażysty założyłem w domu na plecy i tak wyekwipowany, trzymając w ręce skierowanie z Urzędu Pracy zameldowałem się w zakładzie ubezpieczeniowym, działającym chyba od zawsze na terenie całego kraju. Dokładnej daty powstania tego przedsiębiorstwa nie znałem, lecz przypuszczałem, że poznam ją zanim wykonam tutaj niechcianą przez nikogo pracę.

Urząd w tym dniu przysłał jednocześnie kilkoro stażystów, piękne młode panienki ubiegłoroczne maturzystki natychmiast po krótkim przeszkoleniu zostały wyznaczone do obsługi interesantów. Mniej atrakcyjne panie poupychano po biurach, a płeć męską, czyli ja podstarzały playboy, wylądowała w archiwum. Nawet ten przydział przypadł mi do gustu, ponieważ letnie upały dokuczały swoją intensywnością wszystkim, a zwłaszcza ludziom starszym i schorowanym.

Często, czyli prawie zawsze porządkuję w nowej pracy jakieś stare papiery i kiedy trafiam na coś ważnego, przeważnie umieszczam jego treść w systemie komputerowym firmy. Pierwszego dnia stażu zapoznaję się niezmiennie z dokumentacją i systemem katalogowania przechowywanych dokumentów. Bardzo często natrafiam na totalny bałagan i jestem zmuszony to tolerować. Tylko raz w swojej karierze stażysty przystąpiłem do porządkowania kartotek i zostałem za to zbesztany, ponieważ stali pracownicy nauczyli się odnajdywać w totalnym bajzlu. Poukładanie papierów powodowało w nich zagubienie się i niemoc twórcą.

Pomieszczenie piwniczne zostało przeznaczone kilkanaście lat temu na archiwum i zapach butwiejących dokumentów był mocno wyczuwalny. Dlatego nie dziwiłem się, że do uporządkowania nie wyznaczyli swojego pracownika w trosce o jego zdrowie. Tylko zwrócili się z prośbą do Urzędu o niedokształciucha, jednym słowem zwykłego łapciucha, którego zawsze można zastąpić nowym mięchem.

Szwendałem się po archiwum w poszukiwaniu jakiegoś przyzwoitego miejsca do pracy, często musiałem przechodzić nad leżącymi na podłodze aktami, dokumentacją powypadkową, wnioskami, odwołaniami i odszkodowaniami. Zdecydowana większość dokumentów pochodziła z ubiegłego wieku i sporządzana była ręcznie. Pozostałe kartki w teczkach i skoroszytach były to maszynopisy, obecnie są wyjątkowo rzadko spotykane w użyciu.

Nagle dostrzegłem napis nad jednymi z wielu drzwi pomieszczeń piwnicznych ”Dokumentacja Wojsk Radzieckich Tymczasowo Stacjonujących w Polsce”. Natychmiast narzuciło mi się na myśl pytanie.

- Jakich tymczasowych przecież sowieci byli u nas od połowy tysiąc dziewięćset czterdziestego czwartego roku do września tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego trzeciego roku, blisko pięćdziesiąt lat.

Bardzo zainteresowało mnie to sformułowanie, ponieważ słyszałem powiedzenie, że prowizorki najdłużej się trzymają. Widocznie ktoś zaprosił ich na trochę i tak to długo trwało. Piwniczka z taką nęcącą zawartością intrygowała mnie najbardziej z wszystkich dostępnych pomieszczeń, ciekawiły mnie jeszcze pomieszczenia z wyposażeniem obrony cywilnej, ale klucze do nich dawno zgubiono.

Opiekunka stażystów mętnie wytłumaczyła mi moje obowiązki i czego filia zakładu oczekuje ode mnie. Pozostawiony sam sobie przez osiem godzin siedziałem w piwnicy gdzie nie miałem zasięgu w telefonie, więc z nudów dobrałem się do działu odszkodawczego. Już pierwsza lepsza teczka była interesująca, ponieważ opisywany był przypadek próby przejazdu za wysokiej wojskowej ciężarówki pod wiaduktem kolejowym. Oznaczenia wysokości prześwitu pod budowlą były prawidłowe i w każdym innym przypadku to kierowca ponosiłby całkowitą odpowiedzialność. Jednak za spowodowanie kolizji winę przypisano wiaduktowi, ponieważ był za niski. Następny wniosek o odszkodowanie dotyczył najzwyklejszego wymuszenia pierwszeństwa przez pojazd wojskowy. Tylko biegły sądowy ustalił, że to kierowca jadący drogą z pierwszeństwem przejazdu nie umożliwił wjazdu samochodowi opancerzonemu, który włączał się prawidłowo do ruch. Kolejna teczka dotyczyła zgubienia przez wojskowy transport pocisków przeciwpancernych i to było bardzo interesujące, tylko część ich została zabrana. Niechciane pozostały i armia radziecka nie przyznawała się do nich, choć napisy były po rosyjsku. Cały regał zawierał segregatory z opisanymi wypadkami samojezdnego sprzętu wojskowego, który wpadł w poślizg. Kiedy było to zimą, winę ponosiły letnie opony, służby utrzymania dróg, dzieci bawiące się na drodze w lesie, nieustalone samochody wymuszające pierwszeństwo nawet w przypadku dróg gruntowych. Latem przeważnie winy był rozlany olej, uszkodzona nawierzchnia, zwierzyna leśna i domowa, pętające się po chodniku osoby starsze. W przypadku uszkodzenia asfaltu na szosie przez czołg, to wina była po stronie niewłaściwej użytej masy bitumicznej do wykonania nawierzchni, a nie gąsienic.

W miarę zapoznawania się z dokumentami opisującymi uzasadnienia odmowy odszkodowania, albo przyznającymi niewielkie odszkodowanie tylko osobom trzecim, winnym nigdy nie był kierowca w mundurze tylko cywil. Wyjątek stanowili dygnitarze partyjni, ponieważ oni również podlegali klauzurze „niewinny”. W takich przypadkach obarczano winą przypadkowych zmotoryzowanych i gapi, ponieważ świadków zdarzeń nigdy nie ustalono, a jeżeli się napatoczyli to byli niewiarygodni. Obowiązywała przez lata niepisana zasada w społeczeństwie, nie skarż na sowietów, bo nic dobrego z tego dla ciebie nie wyniknie.

Pomimo upływu lat byłem tak wstrząśnięty lekturą, że postanowiłem uzasadnienia z krótkimi opisami wprowadzić do systemu komputerowego firmy. Cały okres stażu zajęło mi wklepywanie danych z segregatorów umieszczonych na kilku regałach. Kiedy wykonywałem pracę z przeniesieniem danych, potraktowałem to, jako rozrywkę i nie przypuszczałem, że archiwalne uzasadnienia błędów kierowców w mundurach zostaną kiedykolwiek wykorzystane. Życie w przeciwieństwie do fikcji potrafi zaskakiwać i zamiast Sowietów mamy Jankesów. Wypadki spowodowane przez wojskowy sprzęt rodzą się jak grzyby po deszczu, zaistniała potrzeba wybielania i usprawiedliwiania mundurowych obcej armii, więc po uzasadnienia sięga się do systemu komputerowego firmy ubezpieczeniowej. Praca inspektorów dzięki mojemu letniemu wysiłkowi na stażu jest łatwa i przyjemna. Wystarczy wcisnąć kopiuj i wklej, a natychmiast pojawia się odpowiednie, pożądane uzasadnienie.

Brakuje mi do ogarnięcia całości wiedzy, dawno temu, jak władza z wielką pompą witała umundurowanych przyjaciół, to oni przesiedzieli u nas tymczasowo blisko pięćdziesiąt lat. Teraz uszczęśliwiona władza wita kolejnych przyjaciół z dobrodziejstwem nowoczesnych technologii wojskowych i nie wiem czy tymczasowo, czy na stałe, bo jak na stałe to zabawią krótko.

Wcześniej ze stacjonowania obcych wojsk w Polsce nic dobrego nie wyszło i obecnie wypadnie podobnie…

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania