Kolorowa Maskarada...
Minął jeszcze jeden dzień po odświętnej Apokalipsie taki odległy
jak liść przez płomienie poszarpany na wietrze
z zakamarków ulic wymieciono ostatnie strzępy
jarmarcznych straszliwości i czarne sukno zdobiące domy…
przebudzeni ludzie łzami zmywali koszmarny sen...
po jednej nocy orzeźwiającej jak sztuczne ognie masakry
w ołowiane dzbany zbierano żartobliwie rozpryśniętą krew…
teraz kondukt umarłych którzy sprytnie udawali śmierć
żywo powędruje oszukać Ostateczny Sąd...
w tej przeraźliwej wesołości nastającej wraz z odmianą biegu słońca
jeszcze raz w ciepłej nadjeziornej ciszy zagrali uliczny teatr masek
jak nigdy dotąd żartobliwie...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania