Kometa
W zbiorze niebieskim ostatnio pływałem.
Na nieboskłonie się bezdusznie czołgałem.
gwiazdozbiór rozebrany do najmniejszych wartości,
budował me życie, podtrzymywał zwietrzałe kości.
Gwiazda polarna na sklepieniu była blisko.
Ja pod nią, spoglądałem w jej światło, tak nisko.
Z zachwytem rosłem w jej kierunku.
Lecz teraz znów siedzę na schodach bez trunku.
Z głową w dół opuszczoną pytam sie cienia,
czy to rzeczywiście była nadzieja?
I lico mi szepcze do ucha własnego,
to jest twoja wina, to było twoje ego.
Mówi do mnie, nie przetrwasz bez niego,
Na świecie bez światła, nie ma cienia kolego.
Odstawiam miecz pokryty jeszcze warstwą dawno zaschniętej krwi,
Tylko szepty omylne, i puste niebo zostaje mi.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania