Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Kompleksowe

Myślę, że jestem brzydki z ryja i sfrustrowany, bo

nie mogę zapuścić brody, a jestem po 30-stce. Wyłysiałem

mocno przed trzydziestką i przez chwilę

miałem kompleksy, że muszę golić się na łyso. Kiedyś

sobie wmawiałem, że jestem przystojny, ale nigdy

w to nie uwierzyłem, więc teraz wmawiam sobie,

że mój wygląd nie jest aż tak ważny. To by tłumaczyło,

dlaczego obracałem laseczki 10/10. Ożeniłem się z

laską taką 5/10, ale nie wytrzymałem psychicznie i chlałem.

 

Potem się ze mną rozwiodła i przestałem chlać. Ogólnie to nie bardzo sam

siebie lubię jako człowieka. Lubie jakieś tam swoje rzeczy albo

cenię jakieś tam w sobie rzeczy, jak zdolność do dyscypliny,

wytrwałość i twardy mental, ale jednocześnie

ich nie lubię, bo patologia, w której się wychowałem,

 

co prawda podbiła mi te cechy, ale teraz cechy są

wynikiem przeżyć, których nie lubię, chciałbym zmienić, nie były

z mojej winy, ani powodu. Uczę się być ze sobą szczery. Nie

interesuje mnie, czy rzeczywistość potwierdza moje odczucia,

czy próbuje je zanegować, na przykład jak mi mama

mówi, że jestem przystojny albo znajomi

mówią, że jestem przystojny, to im nie wierzę.

 

Bo czuję się nijak, nieciekawy i brzydki. A potem sobie

przypominam, że jestem patusem i wraca mi pewność siebie.

Nie dlatego, że patologia jest jakoś atrakcyjna, ale dlatego,

że zrobiła ze mnie człowieka z charakter, który umie

mieć wywalone na te wszystkie rzeczy. Czasem chciałbym

się znowu wdać w bójkę albo kogoś przeciorać po ziemi, ale

po prostu sobie odpuszczam, bo szkoda mi życia i

czasu na konsekwencje prawne. Czasem się modlę,

 

że to ktoś pierwszy się do mnie zepnie. Ale mało

kto się spina i szybko odpuszcza. Chciałbym być na tyle odważny,

żeby się zakochać bez lęku, że moja samoocena, to będzie

czyjaś ocena mnie jako człowieka. Potem sobie uprzytamniam,

że moja zdolność do agresji nie daje mi pewności siebie, ale poczucie

bezpieczeństwa, a to już jakiś zalążek pewności siebie.

 

A potem myślę, że może nigdy nie jestem pewny siebie,

ale gotowy komuś wyjebać. A potem nic nie wiem, bo może nie

istnieje coś takiego, jak pewność siebie, istnieje tylko

chęć, by stanąć we własnej obronie. Nie wiem, głupie to.

 

Chciałbym się zakochać. Wyjść na ulice bez ciągłych myśli o tym,

czy i ile osób mnie ocenia. Wejść do sklepu bez natłoku

myśli, że ktoś mnie właśnie widzi. Pozbyć się zażenowania i wstydu.

W końcu przez chwilę odetchnąć.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania