Konflikt miłosny cz. I

Kiedy na ciemnogranatowym nocnym niebie zalśniły pierwsze gwiazdy, a sierp księżyca zaczął mienić się cudzym blaskiem, przysiadłyśmy na ławce w parku. Zadbałyśmy o to, by zachować odpowiedni dystans. Obie zdawałyśmy sobie sprawę, że nie będzie to rozmowa między dwiema przyjaciółkami, skoro od jakiegoś czasu przestałyśmy nimi być.

 

- Najchętniej bym cię zabiła – wyznała, przerywając panującą między nami ciszę.

 

W normalnych okolicznościach każdy człowiek poczułby w tym momencie ciarki na plecach. Ja jednak nie byłam zaskoczona jej wyznaniem. Westchnęłam cicho i spuściłam nieco wzrok.

 

- Wiem – odparłam, czując w sercu coraz większy ciężar.

 

- Ale nie w taki sposób, żebyś cierpiała – dodała po chwili.

 

Spojrzałam na nią kątem oka.

 

- To znaczy?

 

Uniosła wzrok, wpatrując się w rozgwieżdżone niebo, jakby tam szukała odpowiedzi na zadane przeze mnie pytanie.

 

- Wiesz, może zabrzmi to dziwnie, ale wciąż cię lubię – odparła w końcu. - Sporo razem przeszłyśmy przez te wszystkie lata. Nie mogę winić cię za to, że stałaś się dla mnie przeszkodą, którą chciałabym po prostu usunąć.

 

Teraz zrozumiałam, co miała na myśli, lecz nie przyniosło mi to jakiejkolwiek ulgi.

 

- No tak… Ale zdajesz sobie sprawę, że to prawdopodobnie i tak niczego by nie zmieniło?

 

- Wiem – przyznała niechętnie, pocierając nerwowo dłońmi, jakby próbowała zetrzeć z nich niewidzialny brud. – Gdyby cię zabrakło, nie oznaczałoby to, że jego miłość do ciebie przeszłaby na mnie.

 

Nic na to nie odpowiedziałam. Milczenie w tym przypadku wyrażało więcej, niż tysiąc słów. Wiedziała doskonale, że tak to nie działa i nie szukała u mnie dodatkowego potwierdzenia.

 

c. d. n.

 

L. A. T.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania