Konie (część 2): Na krawędzi życia

* * * Na krawędzi życia

Uprząż naciskała coraz bardziej tamując dopływ krwi i powietrza.

„Dusi się!”

Klacz wyglądała rozpaczliwie. Leżała z wyciągniętym ozorem półprzytomna. W dodatku język zaczął jej sinieć.

„Chwyć za ogon i ciągnij w bok!”- usłyszałem polecenie wujka.

Sam chwycił mocno za tylną nogę i ciągnął z taka siłą, że nieomal wszystkie żyły wyszły mu na wierzch. Po zaczerwienionej z wysiłku twarzy lały się strumienie potu.

Po dłuższej chwili udało się odciągnąć klacz o kilka centymetrów. Nieprzeciętna siła wujka bardzo się przydała. Wujek był krępej budowy ciała. Taką siłę uzyskał w czasie wojny ciężko pracując

u niemieckiego rzeźnika. W ostatniej chwili udało się nam rozpiąć uprząż i uwolnić konia od śmiertelnego ucisku. Wrócił oddech i krew zaczęła szybciej krążyć w organizmie.

Biedne zwierzę zaczęło dochodzić do życia. Wszystko dobrze się skończyło.

Bułanka nie była ulubionym koniem gospodarza (pana Kazimierza -mojego dziadka). Była trochę starsza i wolniejsza od swojego kompana z zaprzęgu – gniadego wałacha Bujana. Ten gniadosz był

ulubionym koniem mojego dziadka. Trzymał go od urodzenia i znali się na wylot można by powiedzieć jak „łyse konie”. Rozumieli się i wyczuwali swoje intencje bez słów.

Od tego czasu dziadek zmienił swoje podejście do bułanki i traktował ją z większym szacunkiem

i dbałością. W końcu uratowała wóz przed wywrotką, a naszego „pasażera” co najmniej przed poważnymi obrażeniami, a może nawet utratą życia.

Po całym zajściu dowiedziałem się że od dziadka, że pierwszym właścicielem kobyły był góral.

Zwoził z tą klaczą ścięte na zboczach gór drzewa. Pracujące tam konie narażone były na trudne, ekstremalne warunki. Miały wyuczone zachowania, które pozwalały im przetrwać w górskim terenie. W razie groźby stoczenia się ciągniętego ładunku kładły się na ziemie. W ten sposób zatrzymywały toczące się kłody drzew.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Beloniusz 4 godz. temu
    Opowiadanie pełną gębą. Świetnie poprowadzone, są szczegóły, jest akcja i wzruszający koniec. Duże pięć.
    Techniczna uwaga: tekst Ci się rozłazi, tańczy na liniach, de-wersy-fiksuje ;)
  • Bettina 4 godz. temu
    Mogẹ nie w temacie? Mieliśmy białego araba. Wyjadał nam cukier przez otwarte okno.
  • Bettina 4 godz. temu
    Moglabym o nim godzinami. Kiedys moj brat wpadl mu pod kopyta I on po prostu rozstawil nogi.
  • Bettina 4 godz. temu
    Brat by mnie zabil, gdyby wiedzial, ze go pamiẹtam, ale faktycznie do dziś wszyscy to pamiẹtamy.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania