Konioteza (nieco weird)
Zainteresował mnie obraz, który znalazłem pod łóżkiem. Przedstawiał konia z głową szakala i świńskim ogonem. Pomimo swej dziwaczności, zaintrygował mnie. Nie miałem pojęcia, skąd się wziął. Zapytałem żony, ale ona nie chciała patrzeć na to szkaradzieństwo. Opuściła mój dom, gdy tylko zawiesiłem obraz na ścianie. Zostawiła mnie. Powiedziała, że musi przemyśleć parę spraw. Czyżby wszystko przez zwykły malunek, w który bez przerwy się wpatrywałem?
Wydawał się idealnie wpasowywać w kolorystykę pokoju. Zgniłe zielenie, ciemne żółcie.
Przez kilka dni nic się nie działo, aż do momentu, gdy poczułem smród w mieszkaniu. Po krótkich poszukiwaniach odkryłem źródło fetoru. W rogu pokoju znajdowały się końskie odchody.
Odruchowo spojrzałem na obraz. Nie było już na nim pokracznej zwierzęcej hybrydy. Nic, prócz zielonej łąki, na której coś się wcześniej pasło.
Wtedy z kuchni dobiegło rżenie konia, upiorny śmiech hieny i świński kwik. Z pewną obawą udałem się zobaczyć, co się dzieje. Widok mnie zszokował. Była tam tylko moja żona, która wydawała te potworne odgłosy. Nad nią stał utytłany farbą malarz. Uśmiechnął się do mnie.
- Wypuściłem konika – powiedział. – Nie chciałem, żeby się męczył.
Nie rozumiałem, co się dzieje.
Następnego dnia ocknąłem się na łące, nagi i okradziony z dóbr doczesnych i z godności. Już nigdy więcej nie spotkałem mojej żony, ani nie natknąłem się na tajemniczy obraz.
Komentarze (3)
Chokercua, coś mi to przypomina, ale za chóchó nie wiem, co to jest. Coś z filmem.
Inny, inniejszy od tych, którymi nas raczysz, karmisz, częstujesz.
Jest, co prawda absurd, ale mnie on zasmucił, nie rozbawił.
a niedługo 8 marca, się będzie po goździki biegać, a takie rzeczy się pisze...
Muszę go obcykać jeszcze. Może mi się to coś odpamiętni.
Wrócę, proszę czekać z ciasteczkami i herbatką :]
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania