Korkowe Dęby

Przed spodziewanym przymrozkiem wyrywam z grządek resztki rzeżuchy, rukoli i kopru. Płuczę je w beczce deszczówką. Woda jest zimna niczym styczniowy przystanek PKS-u. Na twarzy czuję fale dżdżu. Za lasem słychać, jak wiatr niesie ze sobą zimny front. Wokół jakby mniej ludzi. Świat robi się coraz mniejszy. Ubywa go razem ze światłem, które staje się tylko wspomnieniem.

 

Od zawsze chciałem mieszkać w opuszczonym domu. Takim jak ten mój teraz. Wiedzę o nim, o tym, gdzie go szukać, czerpałem z książek zbyt strasznych, by móc je pamiętać. Są we mnie ich strzępy. Wśród nich dom na końcu świata. Każdego dnia widzę coraz więcej przejść do miejsc dotąd nieznanych. Inne światy są na wyciągnięcie ręki. Widać je w bezruchu i ciszy.

 

Dokąd chciałbym udać się dzisiaj? Do górskiej pustelni? Zielone zbocza porastają korkowe dęby. Fale dżdżu czynią górski krajobraz tak bardzo podobnym do tego, co widzę za oknem, że sam już nie wiem, gdzie jestem. Skoro mam wolność wyboru, postanawiam spędzić resztę życia w urojonym świecie. Mam nadzieję, że znajdę w nim rzeżuchę, rukolę i koper.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania