korona nie była złota

na języku

nosiłam ciszę —

tłustą od światła,

z połyskiem niedopowiedzeń.

 

czerwienią się

szyły moje godziny —

niewygodne do noszenia,

zbyt eleganckie na ból.

 

spływałam wzrokiem

po krawędziach zdania —

tam, gdzie królowe

nie pytają o pozwolenie.

 

kapelusz

krył nie wstyd,

a wybór:

nie każdemu

pokazuje się twarz.

 

biżuterią były mi

słowa niespisane,

migdałowe milczenia

na podniebieniu wieczoru.

 

dotyk

przestał być prośbą,

stał się gestem —

wybranym, cichym,

jak ruch dłoni po aksamicie niezgody.

 

korona

nie była złota —

była z zębów,

które przetrwały więcej,

niż przystało królewnie.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Janka pół roku temu
    Druga strofa? ... Bardzo dobre

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania