korona nie była złota
na języku
nosiłam ciszę —
tłustą od światła,
z połyskiem niedopowiedzeń.
czerwienią się
szyły moje godziny —
niewygodne do noszenia,
zbyt eleganckie na ból.
spływałam wzrokiem
po krawędziach zdania —
tam, gdzie królowe
nie pytają o pozwolenie.
kapelusz
krył nie wstyd,
a wybór:
nie każdemu
pokazuje się twarz.
biżuterią były mi
słowa niespisane,
migdałowe milczenia
na podniebieniu wieczoru.
dotyk
przestał być prośbą,
stał się gestem —
wybranym, cichym,
jak ruch dłoni po aksamicie niezgody.
korona
nie była złota —
była z zębów,
które przetrwały więcej,
niż przystało królewnie.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania