Kosmiczny Bigos

Nikt nie spodziewał się, że wszystko zacznie się od "Programu dla Przyszłości". Kiedy Donald Tusk, z zapałem godnym alchemika próbującego zamienić ołów w demokrację, zwołał konferencję prasową, nikt nie przypuszczał, że głównym punktem programu będzie… budowa rakiety.

- Polacy marzą, żeby sięgnąć gwiazd - powiedział z uśmiechem. - A my damy im Księżyc.

Obok stał Rafał Trzaskowski, ubrany w kombinezon przypominający coś pomiędzy uniformem NASA a garniturem Hugo Bossa. Skinął głową z powagą, jakby pomysł był całkowicie racjonalny. I może właśnie dlatego nikt się nie śmiał.

 

Warszawski ratusz szybko przekształcono w kosmodrom. Biurka wyniesiono, kable zawieszono jak girlandy nad placem Bankowym. Zespół inżynierów składał się z emerytowanych pracowników TVP Technik, grupy harcerzy oraz jednego byłego profesora fizyki cząstek, który mówił wyłącznie w łacinie.

Silnik napędzany był mieszanką biurokracji i retoryki - cud techniki, który działał wyłącznie, gdy przemówienia Tuska odtwarzano w odwrotnej kolejności. Kadłub rakiety wykonano z przetopionych obietnic wyborczych, co zapewniło jej niezwykłą elastyczność i odporność na próżnię.

 

Start nastąpił w poniedziałek, zaraz po transmisji "Faktów". Rakieta, ochrzczona Demokracją 2.0, wznosiła się majestatycznie nad stolicą, pozostawiając za sobą smugę dymu pachnącego kawą z sejmowej stołówki.

Na pokładzie Donald studiował mapy księżycowych równin, szukając dogodnego miejsca do lądowania i przyszłej budowy "Senatu Lunarnego". Rafał natomiast próbował złapać zasięg, by opublikować selfie z orbity.

 

Na Księżycu przywitała ich cisza. I coś jeszcze.

Kiedy opadli na powierzchnię, tuż obok krateru Kopernika, zauważyli metalowy obelisk z napisem: "Tu byli Amerykanie. Ale tylko na chwilę."

- Idealne miejsce na nasze biuro poselskie - mruknął Tusk, rozwijając flagę z logiem Platformy Obywatelskiej.

Wtem z piasku wyłoniła się istota. Coś pomiędzy księżycowym yeti a hologramem z TVN24.

- Witajcie. Jesteście dwudziestą delegacją polityczną. Pytanie brzmi: co macie do zaoferowania?

- Demokrację - odpowiedzieli chórem.

Istota zawahała się.

- Mieliśmy już demokrację. Szybko się popsuła. Macie może bigos?

 

Wrócili po dwu dniach. Wylądowali w Płocku, bo tam akurat było wolne lądowisko i lepszy catering. Tusk wysiadł pierwszy, otrzepał garnitur z księżycowego pyłu i spojrzał w niebo.

- Nie chodziło o to, żeby uciec - powiedział powoli. - Chodziło o to, żeby zobaczyć Polskę z daleka i znów w nią uwierzyć.

Trzaskowski zerknął na telefon, który na orbicie odzyskał zasięg.

- Świetnie. Wygląda na to, że znów musimy wygrać wybory - mruknął. - Tym razem na Marsie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Nemo1214 9 miesięcy temu
    5 gwiazdek za oryginalność i humor.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania