Kosmiczny stan nieważności /niektórzy lubą prologi/
"Najpierw przychodzę na świat, a potem świat przychodzi do mnie. Buduje mój dom i popełnia błąd architektoniczny, projektując za dużo wejść, a za mało wyjść. Więc wpycha się ten real na potęgę, a ja nie mam drogi ucieczki. Wywalam w murze wyjście ewakuacyjne, naruszam konstrukcję i wszystko się wali.
Jak u mojego kolegi Syska".
Takie myśli towarzyszą Piotrowi Winczyckiemu, kiedy przypala kolejnego papierosa. Jest środek nocy (czwarta), o szyby podzwania jesienny deszcz Staffa (kolejny październik).
Piję kawę, chce mi się do kibla, który jest ciągle zajęty, myślę o Magdzie, i jest do dupy – wzdycha cicho.
"Bo to życie trudno nazwać mądrym i udanym, kiedy w wieku pięćdziesięciu paru lat, siedzę w hotelu robotniczym w Poznaniu, czekając na kolejną zmianę w celu wykonywania czynności, które spokojnie może wykonywać małpa za banana. Piszę wiersze i rozmawiam o stosunkowaniu się z równie mądrymi panienkami, kątem oka zerkając w „Historię filozofii” Legowicza.
Mam trzy fakultety i nie mogę ciągle zaliczyć czwartego. Życia. Oblewam ciągle analizę zagadnień Tatarkiewicza „O szczęściu”, zwiewnie jak panienka z okienka w wieku trolejbusowym, przemykając między jego czterema wartościami.
To jest jednak do dupy."
Czas to głupie bydlę
szczególnie o czwartej nad ranem,
kiedy poluję na niego z
kawą i papierosem.
Rozpręża się w cieple trzeszcząc żebrami
ukochany kaloryfer, czyli
cud pański
w Jeruzalem.
Anno Domini teraźniejszości.
Plusowa temperatura i woda
gorąca
święcona z kranu.
Stairway to heaven
podśpiewuję ochryple końcówką gardła.
Będzie dobrze.
Higway to hell
odpowiada z dołu Bon Scott
To najnowsze dzieło Piotrusia spisane na rolce papieru toaletowego, kiedy udało mu się w końcu trafić na wolny water closed. Świątynia dumania, pogłębionej psychoanalizy i pokój środowisk twórczych w jednym.
Po opuszczeniu spodni, z kieszeni kombinezonu roboczego wypadł długopis, to grzechem było nie wykorzystać tak pomyślnego splotu okoliczności.
"Natura czy ludzie są przyczyną mojego kanału? Gdzieś uszkodzono płód czy wychowanie poszło nie tak? A może to kompilacja zjawisk?"
Kiedy natłok wydarzeń i myśli niekorzystnych przekracza barierę dźwięku, Piotrek pije. Budzi się w nim przedziwna hybryda zamieszkała w mózgu. Stwór będący połączeniem osy morskiej, tajpana, wałęsaka brazylijskiego i szkaradnicy. Nagle ból ukąszenia i neurotoksyna zatrzymuje wielowymiarową pracę synaps, pozostawiając tylko ścieżkę. Właściwie nie jest to ścieżka, tylko teoretycznie piękna autostrada wiodąca od szczytu Beachy Head w dramatycznie zamgloną tajemnicę. I choć wszyscy wiedzą, co jest na końcu tej drogi, liczą na własną wyjątkowość i uśmiech Boga. Że osiągną tą podróżą coś, co nie było im dane w życiu.
Droga kończy się zawsze tak samo; na dole postrzępionymi kredowymi skałami klifu i szumem, chichoczących z naiwniaków, fal w Kanale La Manche.
Bóg się nie uśmiecha.
Ale Piotr nie kończy jeszcze upadkiem przerywającym kręgosłup i ukazującym światu zeżarte alkoholem flaki. Po raz kolejny dopełza w bólach do szpitala, gdzie wraca do normy. Jego życie, nie.
Jad wypełniający go posiada również właściwości liściołaza żółtego. To znaczy zatruwa przez dotyk, o czym przekonało się kilka kobiet. Wprawdzie żyją, ale bywały towarzysko również na krawędzi tej skały.
Ukochanym miejscu Piotra.
"Co ja robię nie tak? Kochałem je i krzywdziłem. Gdyby moje życie przypominało epizod Chrystusa z czterdziestu dni na pustyni, byłoby dobrze. Tylko ja i mój szatan. Ale tak nie jest. Otaczają mnie setki ludzi. Niektórzy mnie lubią, niektórzy kochają, część nie trawi, a dla większości jestem obojętny. Może to i dobrze, bo świat niekoniecznie jest zainteresowany moim przypadkiem. Mam pracować, płacić, wydalać, uczestniczyć ogólnie i szczególnie oraz umrzeć odpowiednio wcześnie, aby uradować ZUS.
Może też parę osób."
Część towarzystwa jeszcze śpi, część szykuje się już do wyjazdu na pierwszą zmianę, czyli rozpoczyna się ruch codzienny w największym szpitalu dla wariatów - otaczającym świecie.
Większość chodzi zarośnięta i niemyta, na okrągło w roboczych ciuchach (Po co zmieniać? Rano i tak trzeba znowu je wkładać.), beka, pierdzi i drapie się po jajach.
Niektórzy mają jeszcze normalne odruchy; porannej toalety, czystych majtek i skarpetek czy ścielenia łóżka.
Ogólnie da się żyć. To prości ludzie z prostymi zasadami. Jedzenie, praca, spanie, picie, jest ideą ich doświadczania świata. Twardzi dla siebie i innych, bez zbędnego bagażu przemyśleń, wiedzy i wątpliwości. Kochają żony i dzieci, ściubią pilnie kasę na nowy samochód czy studia dziecka i dobrze żyją z tymi prostymi celami.
To Piotr ma problem. Ze sobą i przystosowaniem. Gra w ich grę pod nazwą „Życie na gorąco”, gada o pierdołach i nowym kierowniku – kutasie, klnie i robi tę małpią robotę.
No właśnie – gra. Nie jest jej składową.
"Boże, walnąłbym teraz ze dwieście gram. – Patrzy na krzątających się kumpli. – Poczuł w sobie miłe ciepło rozlewające się w żołądku i po chwili płynący stamtąd optymizm i nadzieję. To, czego tak bardzo mi brak, a co przynosi ten cudowny płyn.
I jak wszystko w życiu, wystawia mi potem rachunek za usługę pt.” Chwila dla Ciebie”. Ortodoks pieprzony, nawet na Vacie przekręcić się nie daje!
Nie wolno. Nie możesz. Nie powinieneś."
Łyka więc dwie tabletki cudownego specyfiku, który ma pomóc na ból egzystencji. Żyje cały czas nadzieją, że genialna w swym pędzie do postępu cywilizacyjnego, ludzkość, wynalazła wreszcie chemiczny substytut spokoju i ukojenia, niezabijający powoli i boleśnie.
Bo na co może jeszcze liczyć?
Czasami stara się myśleć. I oceniać. Bolesny to proces i kompletnie niepotrzebny w jego życiu. Bo chłop jest pełen szlachetnych intencji, uzbrojony w poprawną moralność i właściwe poglądy. Niegłupi, wykształcony, a skrzywdził siebie i trochę osób z otoczenia.
Więc wraca myślami do tych kilku porażonych kobiet, które wykąpały się w jeziorze własnych łez. Do dzieci przyglądających się z zaciekawieniem egzotycznemu ojcu jak okazowi w zoo.
Nigdzie się już nie śpieszy, niewiele oczekuje i kończą mu się pokłady marzeń, które są jak polski węgiel – drogi, trudno dostępny, nieekonomiczny i coraz go mniej.
Fatalna narośl w krtani czeka na diagnozę. Przy takim życiu, jakie zaliczył, nie spodziewa się uśmiechniętych twarzy medyków. Raczej gorączkowego ruchu rodziny na rynku nieruchomości cmentarnych.
Jego psychika zawsze była przedmiotem głębokiej troski otoczenia i lekarzy. Miewał przedziwne wizje, odloty na granicy psychotycznych stanów narkotykowych, zdiagnozowane depresje, dziesiątki pobytów w szpitalach, trwały alkoholizm, zaburzenia osobowości. Marnował z upodobaniem talenty, którymi go obdarzono… no, po prostu piękna karta chorobowa brakującego ogniwa w teorii Darwina. Przypadek do klinicznych badań nad alienacją, grą pozorów oraz studium uzależnień
Alkohol otaczał go od najmłodszych lat. Jak podnoszący się poziom oceanu, podchodził falami podstępnie pod brzeg i zalewał stopniowo wyspę Piotra.
Dziwnym trafem jego przyjaciół też.
Ładnie się dobrali.
Ponieważ nie spotkał dotąd medyka z ambicjami naukowymi i chęcią publikacji badań, to pozostanie tylko po nim coraz bardziej wypłowiała szara koperta z historią choroby, spoczywająca w jakimś archiwum za metalowymi drzwiami.
Aż zeżrą ją szczury.
Niemniej jeszcze żyje, więc pisze cokolwiek w celach terapeutycznych, obniżając chwilowo poziom jadu we krwi i skórze.
Komentarze (82)
Z Twoimi opowiadaniami to mam jak z zalewajką: mogę ją jeść codziennie i się nie nudzi.
Pod tym opowiadaniem też napiszę, że byłoby dobrze uzasadnić lufę.
Te lufy są zwyczajnie nudne.
Takie małe zawistniki bez talentu ganiają i chociaż z anonima się wyżyją.
Sami nic nie potrafią.
Dzięks refluksjo.
Egzystencjalne wahania w których brak protagonisty i opozycjonisty, brak akcji, ot, takie sobie użalanie się nad sobą - nuuuda. Tak Autor jest postrzegany przez pryzmat powyższego. Nikt nikogo nie leje w mordę. Nikt nikomu nie pluje w gębę swoją ograniczonością uniemożliwiającą dostrzeżenie prostej inności odrębnego istnienia. Nuuuda! Bez trupa i kurwy, bez psychola i kontredansa słów by sprawić wrażenie, że podmiot liryczny przeżywa emocje... Nuuda! I dlatego półgłówkom nie chce sie nawet napisać "nie rozumiem - dla mnie do dupy" Wszak to obniżyłoby ich dobre mniemanie o swojej wyższości. :)
Karawan, chcesz akcji, krwi i porn gore, zawitaj do Halmar :))))
Halmar Jeszcze nie masz porządnego zaganiacza?
Znowu u mnie, modliszko?
Ależ spuchłaś gdzieniegdzie:)
Karawan, powiedz temu czemuś, co się przykleiło pod moim tekstem skierowanym do Ciebie, że ten portal jest ogólnodostępny i każdy ma prawo pisać gdzie chce.
Halmar ale gówno wisi pod moim tekstem.
Spieprzaj więc skunksie.
puszczyk Sam do paśnika nakładasz.
refluks Noż do cholery!
Włażę gdzieś i zaczepiam?!
puszczyk Nie karmione zdycha.
refluks Sprawdziłem to przez miesiąc.
Nie zdycha tylko się rozzuchwala.
puszczyk Z głodu. Nie podsypuj. Zdechnie.
refluks QWA, miesiąc poniewierki wytrzymałem, to głupcy trolla karmili.
Ile jeszcze chlapał będzie na mnie ten śluz cieczkowy?
puszczyk Możesz zniknąć z neta. Tylko dlaczego? Świetnie piszesz, niech ludzie czytają.
Możesz iść na policję. To klasyczny stalking.
I choćby nie wiem jak gumować forum, ślad zostaje.
A przecież choćby przygarść spoza neta stalkowania dowodów masz.
A potem nie wiem, sprawa w sądzie, kaftan, ...
Ja tam zwykłym szarym czlowieczkiem jestem i tak sobie pierdolę pod noskiem.
refluks Niech tylko się ode mnie odczepi.
Nic więcej nie chcę.
Nie chcę nigdzie się uganiać, udowadniać i trochę to śmiesznie by wyglądało.
Chcę tylko świętego spokoju od tego upierdliwego trolla.
Ale jak mnie będzie ruszał to będę walczył.
Obojętnie jakimi metodami, bo wystarczająco zaszkodziła przez lata mnie i moim bliskim.
Zrobię wyjątek od umowy i odezwę się ostatni raz. Zapamiętaj to dobrze, gnido, bo więcej nie będę powtarzac: niech moje imię i nick znikną z twojego słownika na zawsze, ty zero absolutne, chamie, tchórzu bez jaj, pelikanie łykajacy każdą fałszywkę zmontowaną przez swoją świętą bździągwe. Wczoraj powiedziałam KONIEC, a ty nie mogłeś sobie darować i przestać dziamgotac, syfilisie? Mówię KONIEC. PANIAŁ? DRUKOWANYMI CI NAPISZE: KONIEC. I ŻEBYM TU ANI RAZU NIE ZOBACZYŁA KOLEJNEGO SKAMLANIA NA MÓJ TEMAT, EUNUCHU. I KŁAMSTW NA MÓJ TEMAT KTÓRE ROZSIEWASZ JAK RZEŻĄCZKĘ.
Halmar no jaki koniec, skoro ciągle chlapiesz ciężką?
Spodobał się ten tekst Refluksjo o rzeżączce? :)
Jest jakiś mój wpis u ciebie?
Won parchu, bo plujesz po szybie.
Cieczką* :)
Halmar Tempa dzido. Kto o puszczyku jakieś pól godziny temu pisał na forum we pitoleniu?
Ty.
Kto łazi za nim po tym forum?
Ty.
Kto łaził i łazi za nim po publixo?
Ty.
Kapslokiem nie zakrzyczysz rzeczywistości i faktów, a te są takie, że go nękasz.
refluks wczoraj napisałam: KONIEC. A on na to jeszcze zaczął mi ublizać w odpowiedzi. Dziś go nie zaczepialam, tylko do Karawaniarza napisałam, coby swój text zareklamować. A puszczyk król dżentelmenow w odwecie wyzywał mnie od różnych - co natychmiast zasygnalizowalam na forum, żeby znów ktoś nie uwierzył że to ja zaczepiam.
Ide stąd, mam dość.
Halmar po raz tysięczny - Spieprzaj!
Halmar Nie było innych utworów, pod którymi urządzałabyś łapankę pod swój, tylko akurat puszczyka.
Wielu też ma dość. Ciebie.
refluks ooo!
refluks Szkoda już gadać.
Wiadomo dlaczego u mnie.
Nie dotrze do wariatki.
refluks spokojnie. Już znikam. Uwierzyłaś w te kłamstwa, szkoda. Miałam Cię za babę z jajami.
Człowiek myli się całe życie.
Ja też się pomyliłam, przypłaciłam za to wysoką cenę.
Kto kogo ścigał... Teraz to nieważne. Niech odpowiedzią pozostanie moje odejście. Stąd, jak i z wielu innych miejsc w Sieci.
Pozdrawiam serdecznie, dziękuję że mnie tu zaprosiłaś. Było oki, dopóki nie pojawił się pewien osobnik, ale na to nie miałsś wpływu.
Może jeszcze kiedyś się spotkamy.
Powodzenia.
Halmar a nie można tak obok siebie, nie wchodząc sobie w drogę? Nie odchodź, bądź ponad to. Było minęło, wszystko ma swój początek, koniec i znów początek, ucieczka nic nie zmieni. Zostań.
Violet, nie mogę tu zostać. To się nigdy nie skończy.
Violet Dlaczego pod moim tekstem te gorzkie żale?
Kto tu wszedł i powietrze zatruł?
Fakt, to się nigdy nie skończy, bo jutro będzie i tak to samo.
Halmar już się skończyło, tylko zechciej to ujrzeć.
Violet swoje teksty już usunęłam, na wszelki wypadek, gdyby Piotr zapomniał albo nie chciał z jakichś powodów ich usunąć.
Poprosiłam o usunięcie całego konta, ale wiem, że ze względów technicznych mogłby to być kłopot. Dlatego sama zadziałałam. Trochę szkoda, bo byłam tu już parę latek, ale cóż.
To ostateczna decyzja.
puszczyk zerknęłam tylko i napisałam. Spróbuj nie zauważyć, zignoruj, trochę czasu, rozsądku i umrze emocja.
Halmar no coż, skoro uważasz, że to Ci pomoże.
Powodzenia
Violet Oby.
Ja i normalni użytkownicy mieli już serdecznie dosyć tej komedii.
Violet nie ma sensu tego roztrząsać. Umarłam nie pierwszy raz.
Teraz jest klasyczny proces wzbudzania współczucia.
Rany, jak ja to dobrze znam.
puszczyk ktoś powinien być wytrwalszy, silniejszy, ale jesteście "duzi" i wiecie, co czynicie.
puszczyk mógłbyś choć raz się zamkąć, ok? Pod twoim, ale o mnie. Nie czuję się dobrze. Uszanuj.
Halmar umiera się raz, inaczej to złudzenia.
Halmar Pod moim. I nie bierz mnie na stary bajer.
Powiedziałem, kiedy wbiłaś ostatni gwóźdź do swojej trumny.
Rób sobie co chcesz, tylko z daleka ode mnie.
Violet nie raz już przez niego umierałam. Ale teraz jest naprawdę tragedia.
Jemu to pasi. Chełpi się tym.
Nieważne już.
puszczyk puszczyk mógłbyś choć raz się zamkąć, ok? Pod twoim, ale o mnie.
zaraz mnie nie będzie. Napawaj się. Ja tu byłam dużo wcześniej. Ale nie chcę. Ani tu , nienigdzie indziej.
Halmar Baj.
To już wielokrotnie przerabialiśmy łącznie z próbami samobójczymi i cudownym powrotem męża z kutra rybackiego.
Innych bajeruj.
To przestrzeń pod moim tekstem.
Dobranoc.
Violet Cześć
puszczyk to się ciesz swoją przestrzenią. nie ma znaczenia, co było. ani co jest, ani co będzie.
mnie uż tu nie ma właściwie. ani tu ani nigdzie.
bajery zostaw dla innych
Halmar dlaczego chcesz odejść?
Nie zdziwiłabym się, gdyby piszczyk. Raz już odszedł. Tonął we łzach, ale powrócił.
Ale ty? Nikt ci krzywdy nie robi, więc dlaczego?
No co ja poradzę karawan, że czasami mnie najdzie bez trupa, krwi i spermy na ścianach?
A te przypadki lichutkie o których wspominasz, widocznie też muszą być na świecie dla równowagi.
W końcu w jakimś celu Bóg stworzył wszę, a głupota prawie zawsze się chowa za anonimem.
Jej najwyższy poziom ujadający głośno i często jest tu reprezentowany w kilku postaciach i one tu pewnie pierwsze były z tymi pałami :)))
Dzięks za wizytę. :)
Jutro i tak będzie od nowa...
Chlip Chlip Chlip
Oł nął!!!!
Hal, nie rób tego!!!
Nieeeeee!!!!
:(
:(
:(
Aisak, za późno.
Halmar pierdolisz.
Halmar dlaczego chcesz odejść?
Halmar odpowiedz.
Halmar ale co tak wolno?
Zastanawiasz się, czy co?
Ruchy, ruchy.
Halmar nie rżnij pawiana.
Odpowiedz.
Aisak przecież widzisz, co się dzieje.Muszę odejść. Albo ja, albo on. Więc wiadomo, że ja.
Halmar nie widzę. Oświeć mnie.
Szekspirowski dramat w trzech aktach.
Do tego mało udany.
Aisak, sama widzisz: muszę odejść :)
Halmar musisz odejść od swoich przyzwyczajeń. I z tym się zgodzę.
Dobra paluchu, chcesz szopki na cześć puszczypawia, to proszę bardzo.
Ani mnie to grzeje.
Ani mnie to ziębi.
:)
See U.
Paluchy.
To idź stąd w cholerę i przestań się już ośmieszać. Czy Ty już za grosz wstydu nie masz? Zobacz, co Ty robisz? Każdy już rzyga Twoją ''rozpaczą'' tylko Ty nie masz dość. Brak słów.
Elko, przecież idę. Tylko się żegnam z tymi, którzy chcą się pożegnać. Ty nie chcesz?
Ano tak, my nie musimy.Do zobaczenia na VA. :)
Halmar weź mnie nie drażnij, bo szlag mnie za chwilę trafi.
No to paluchy Aisak :) Fajnie było z Tobą się przekomarzać :))))
Kompromitacja.
skoro już i tak mnie tu już nie ma... Więc SPIERDALAJ. więcej mi się nawet nie chce ci powiedziec.
Pan Piotr najdalej jutro usunie moje konto. Już dzis na wszelki wypaek usunelam wszystko co tu opublikowałam.
Cieszysz się? Wiem ze tak. No to się ciesz. Ja mam to gdzieś.
Są ważeniesze sprawy niż portale,
Cieszę się.
Bajka o wężu.
Ciekawe kiedy klon przybędzie.
wiesz, nawet nie chce mi się odpowiadac... ale pierodl się z twoimi klonami. Ja nigdy nie miałam klona. zawsze jako ja, tylko pod różnymi nickami, zresztą... to nie ma sensu, nic ie ma sensu. bawcie się dobrze.
Damy radę :)
Ciekawe jaki będzie nowy nick.
Też cię kocham i cieszę się że znikniesz.
Ale już za dużo wypiłaś.
Radzę sobie z koszmarami :)
jesli myslisz ze ujdzie ci płazem traktowanie ludzi w ten sposób, tchórzu... szkoda mi cię
Jak wspomniałem - dam radę :)
Nie troskaj się tak o Mirusia :l
Z tym też sobie poradzę.
Na pewno nie z twoją pomocą :)
Nudzisz mnie.
Idę spać.
Jesteś ćwok i tyle. Byś miał odwagę odebrać, to byśmy sobie wyjaśnili to i owo. A tak... Szkoda gadać, tchórzu.
tchórz,
Doceniam xd
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania