Koszmar
Dziś znowu sny ustąpiły,
przyszedłeś mój przyjacielu,
ruszać nie mogłam rękami,
schować się chciałam w cieniu.
Cierpnięcie rąk, karku, szyi,
ciemność bez granic dotyka,
zimnym dotykiem mnie myli,
realnych obrazów unika.
Niezrozumiałe sygnały,
tykanie zegara na ścianie,
zrozumieć chcę chcenia miary
czasu, przestrzeni i miejsca,
gdzie jestem, co ze mną się stanie.
W głowie jest jednak pusta,
a serce wali nagminnie,
gdzie się podział mój spokój,
pewność, że to wszystko minie?
I przychodzi myśl jedna,
że boleć mnie sny nie mogą,
gryzę więc wargę z nadzieją,
że kopnę ten koszmar nogą.
Która to już jest godzina,
spać od dawna nie mogłam,
wszystko się miesza, psuje,
czy coś przeciwko mnie knuje?
Cienie na ścianie i kształty
mój umysł interpretuje.
Ciepła światła nie czuję.
Zamykam oczy, starania,
by stabilność odzyskać.
Raz sześćdziesiąty pierwszy
otwieram oczy... i znikam.
Komentarze (6)
"ciemność bez granic dotyka,
zimnym dotykiem mnie myli," - ten dotyk x2 tutaj troszkę mnie wybił z rytmu
Poza tym cały wiersz jest niezwykle klimatyczny, bardzo mi się podoba. Ślicznie też wyszła Ci sama forma, nie ma się w tym przypadku do czego doczepić. Zostawiam 4,5 czyli 5 :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania