Kot rockmana
Kot rockmana czyli kot na płocie
Siedział sobie kot na płcie i rozmyślał o sobocie.
A co wymyślił, przeczytasz w Zeszycie pierwszym mojej książki: Opowiadania z zakładką :)
Kot rockmana czyli kot na płocie
Siedział sobie kot na płcie i rozmyślał o sobocie.
A co wymyślił, przeczytasz w Zeszycie pierwszym mojej książki: Opowiadania z zakładką :)
Komentarze (25)
Ciekawe, rozbawiło mnie. Nie zauważyłam żadnych błędów. Ode mnie 5 :)
Very nice ;-)
Thanks a million:), took me a long time and effort to think of this but as I enjoy writing and poetry it became my passion over time. It doesn't often come out on paper like your mind planned it to. but when i get a good comment its great satisfaction . :D
fajny pomysł, ale na końcu mogłaś dokładniej opisać to jak właściel nieświadomie udaremnia niecne zamiary kota B) dobrze się czytało
Naprawdę dobre, fajnie sie czyta :)
Dziękuję :D
Maly Mickiewicz :D
Ps.
Koty to skurczybyki!
Ekler, Ty potrafisz rozbawić :D
Ładne rymy ^^ Nie są jakieś totalnie banalne :) Żeby pisać wiersze trzeba mieć trochę w głowie xd Dlatego ja piszę epiki :D
5 XOXO :*
Dziękuję, aż się zarumieniłam :)
Zabawny tekst, 5. :-)
hEJ, A ja to dziś przeczytałem dopiero ;-) A o kocie na płocie napisałem wczoraj.
Ha ha, dobre. Zwłaszcza końcówka z Indykiem. Nic dodać, nic ująć. Fajne, lekkie, powodujące uśmiech na twarzy ;-) Dla mnie bomba .5!
Dziękuję :) Cieszy mnie, że odkopujesz takie starocie :) Lecę ,,pogłaskać'' Twojego kotka :)
Przez dwa lata trochę się tego nazbierało ;-)
illibro, masz rację, nazbierało, a nie wszyscy cofają się nawet dla porównania czy z ciekawości. Tym bardziej cieszy mnie, że odkrywasz te już zapomniane teksy :)
Idę sobie w górę po kolejnych pozycjach, a tu nowy twór, ale jakby bohater znajomy. Bo coś mi się widzi, że to ten właśnie mały kotek, co był u babci tak hartowany, teraz, jako dorosły żyje w Twym opowiadaniu i dobrze sobie żyje, no do soboty mu dobrze szło. Moja babcia zwykła o takich zwierzakach, czy też osobach mówić, że to filozof, na cztery łapy kute. Tu jednak się przeliczył i jak to zwykle bywa, nie wolno z góry zakładać czegoś na mur, beton. A zwłaszcza komuś udowadniać, kto jest ważniejszy i co może jak tylko mu się coś odwidzi. Choć z drugiej strony nie dziwię się, jak pan zachowuje się jak wolny strzelec, to można wreszcie stracić cierpliwość. Ale nie na darmo się mówi, że z artystami, to się ciężko mieszka, chaos jest ich żywiołem, a każda próba narzucenia im stagnacji, normatywności jest ponoć traktowana przez nich jak zamach na ich kreatywność.
Teraz tak na poważnie, to zgadzam się z przedmówcami, a zwłaszcza z tym stwierdzeniem, że rymy niebanalne. Ciekawe, naprawdę warto to sobie powolutku odczytać i wyobrażać. Celowo piszę, że tak powolutku, bo z tekstem się płynie, a szkoda, bo ja lubię się rozsmakować, pokręcić pomiędzy słowami. Pozbawiłaś mnie tego, na szczęście zawsze można jeszcze raz i ja to sobie powtórzyłem, a co! Nie wolno, właśnie wolno, najwolniej.
Mam koleżankę, która bardzo lubi zwierzęta, nawet raz mi powiedziała, że czasem woli z nimi przebywać niż gadać z nami o pierdołach. Potrafi o nich dużo powiedzieć i czytając Twoją pracę( kolejną) o zwierzaku, zauważam takie ciepłe traktowanie tych istot, prawdopodobnie sprawia Ci przyjemność, gdy masz okazję obcować z jakimiś zwierzakami, futrzakami, kanarkami itp.: Zresztą, kto by pisał o nich, gdyby były mu obojętne, po prostu nie są Ci na pewno obojętne, a od tego krok do traktowania ich jak przyjaciół. Wiem, przesadziłem, ale coś w tym jest. Poozdrawiam.
Ha, ha :) Masz mnie :) Tak, kocham zwierzaczki :) Posiadam trzy psy, dwa koty i obecnie sześć kur, z których każda ma swoje imię :) Możesz się śmiać. Tobie wolno, wolno czytać, ja mogę do kur mówić po imieniu :) To są moje księżniczki, koty nazywam dziewczynkami, a dwa duże psy to chłopaki. Wyjątkiem jest najstarsza (12 lat), despotyczna czarna suczka pekińczyk, którą bardziej znajomi, bo ja mówię do niej po imieniu, nazywają francuską damą :) Miałam już w swojej kadencji rybki, papużki, srokę, szczura, długowłosego chomika, kaczki ileś kotów i psów. Wszystkie odeszły śmiercią naturalną. Uwielbiam towarzystwo zwierząt, ale też traktuję je jak zwierzęta, nie pozwalam sobie im wchodzić na głowę. Wyjątkiem była sroka, która siedząc mi na głowie, skubała dziobem kolczyki. Mogłabym gadać o nich godzinami i dłużej, ale nie wszyscy lubią słuchać takich wynurzeń, więc oszczędzam im tego :)
Było mi bardzo miło znów Cię u siebie gościć. Serdecznie pozdrawiam :)
Tak właśnie podejrzewałem, że skoro już w początkowym stadium rozwijania swej twórczości, stawiasz na zwierzęta, to musisz czuć ich bliskość, muszą być gdzieś w zasięgu wzroku. Ale to, co przeczytałem, to jakby Animals Planet (bez urazy), bez dwóch zdań, możesz zgłosić swoją kandydaturę by nakręcono kilka części, z Twoimi podopiecznymi. To ma zawsze wysoka oglądalność, bo jednak zwierzęta nie grają, robią, to, co uważają za stosowne, a większość z nas lubi naturalność, spontaniczność. A jeśli można wiedzieć, to sroczka, to tak dała się oswoić, bo miała złamane skrzydełko i ją kurowałaś i tak już została? A mnie było miło, po raz kolejny przeczytać ciekawy komentarz do komentarza. Pozdrawiam, podpisał stały czytelnik.
Robert, moja sroka była malutka i nieopierzona, jak moje koteczki zrobiły sobie z niej zabawkę na podwórku. Skąd się wzięła, nie mam pojęcia, ale postanowiłam ja zabrać do domu. Dostała niedużą klatkę. Moi znajomi osądzali, że nie przeżyje nawet tygodnia na tej papce, którą ją karmiłam. A ona wkładała w dziób pół mojego palca, jakby ssała i zjadał mieszankę ziemniaków, chleba, sera białego, śmietany, szynki, mięsa i owoców, chciała żyć. Kiedy trochę podrosła, dorobiła się dużej klatki i trafiła na podwórko. Próbowałam ją podrzucać i puszczać wolno, ale lądowała na trawniku i biegła w krzaki. Siedziała tam godzinami, aż z powrotem zabrałam ją do klatki. Po kilku takich próbach zaprzestałyśmy nauki latania, a klatka stała się jej domem. Nie bała się psów ani kotów leżących na dachu jej domu. Regularnie odwiedzały ją i dokarmiały dwie dzikie sroki. Zawsze przylatywały w parze. Lubiła muzykę, zwłaszcza piosenki Adele. Krzyczała wtedy głośniej niż zwykle :) Rozpoznawałam jej dźwięki. Wiedziałam kiedy idzie ktoś, kogo zna, a kiedy obcy, może się bała, bo robiła wtedy takie larum, ze obudziłaby umarłego. Była najczujniejszym stróżem. W zimne dni wracała do domu. Tak spędziła z nami ponad trzy lata, aż któregoś poranka znalazłam ją z poszarpanym skrzydłem. Kurowałam, ale skrzydełko było zwieszone. Po długim czasie wróciła na podwórko, myśleliśmy, że oprawca zapomniał sobie o jej istnieniu. Nie zapomniał. Nie wiem, czy cieszyła się tydzień robaczkami wybieranymi z trawnika, bo klatka nie miała dna, kiedy znalazłam ją martwą. Tak skończył się żywot mojej Lili, bo takie imię nosiła, choć nigdy nie byliśmy pewni jakiej jest płci, bo ponoć sroki różnią się tym, że ona jest biało-czarna, a on czarno-biały :) Teraz wszystkie sroczki w okolicy to Lili. Klatka dalej stoi, ale pusta. Czasem przykrywam nią jakąś roślinkę, przed kurzymi pazurami, kiedy jest mała.
Widzisz i tak mnie pociągnąłeś za język, że opowiedziałam Ci smutną historię mojej sroczki, po której ryczałam chyba tydzień, a i dziś na jej wspomnienie się wzruszam. Ale czego się nie robi dla stałych czytelników :) Serdecznie pozdrawiam :)
Gdybym do tej pory nie był pewny, czy aby świat zwierząt stanowi dla Ciebie wartość dodaną do Twojego życia, to po powyższym komentarzu nie mam prawa nad tym się rozwodzić. Widać, że bez nich Twoje życie nie byłoby pełne, to jak opisałaś rekonwalescencję sroki, dochodzenie do siebie, próbę zwrócenia jej naturze, świadczą o wielkim zaangażowaniu, emocjach. Prawdopodobnie w mgnieniu oka napisałaś ten opis dokumentujący pewien okres Twego życia, który już na zawsze pozostanie w pamięci. Tak to już w życiu jest, że przyzwyczajamy się do ludzi, zwierząt i każde odejście boli, zrobiłaś, co było możliwe, przedłużyłaś jej życie o trzy lata. Bardzo dziękuję, za najprawdziwszą opowieść, za kawałek historii, bo jak zawsze powtarzam, życie potrafi napisać scenariusz jak nikt inny. Szkoda, że taki tragiczny finał, wolała gdzieś pofrunąć i...hm...nie my jednak o tym decydujemy...Pozdrawiam.
To teraz jak trafisz w moim opowiadaniu na psy, koty, kury albo jeszcze kwiatki, to wiesz skąd się tam wezmą ha, ha :)
kot na płcie - o psie na płcie żeńskie słyszałem to rasa nordycka - erotoman, ale o kocie? ;)
Piękna opowieść, a rym i rytm dodają uroku. Dziękuję!
Tak, o tym psie na płcie też słyszałam :) Jest ich wielu, ale chyba tylko jedną taką historyjkę napisałam, muszę coś pomyśleć :)
Tyran nasz powszedni. Mamy taką tyrankę, krolową Margo która robi co chce. Pozdrawiam
Królowa Margo jest śliczna, widziałam ją za Twoim awatarze, nie dziwię się, że zachowuje się, jak wygląda :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania