Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Krańcówka

Dochodziła ósma trzydzieści, a ja dojeżdżałem do przystanku: Zachodnia / Legionów.

Na autobus czekało sporo osób. Pewnie, dlatego, że mój poprzednik nie dojechał. Z jazdy wykluczyła go awaria. Zatrzymałem się i otworzyłem wszystkie drzwi. Pasażerowie zdawali się być wściekli i poirytowani. Nie mogłem nic na to poradzić, gdyż czasami tak bywa. Niektóre Neoplany nie dochodzą na czas. Siła wyższa. Gdy ruszyłem spostrzegłem biegnącą kobietę. Zrozumiałem, iż bardzo zależy jej na tym by wsiąść. Nie miałem serca by tak po prostu odjechać. Zatrzymałem się otwierając drzwi przy szoferce. Złamałem w oczywisty sposób przepisy, jednak nie potrafiłem inaczej. Kiedy wsiadała zorientowałem się, że skądś ją znam. Tak! To była ona, piękna Melinda. Nadal czarująca i gustownie ubrana. Czułem się przy niej stary. Na karku miałem czterdzieści pięć lat, a w dodatku moje posiwiałe, przypałowe wąsy dodawały mi kolejnych dziesięć wiosen. Olałem ją. Za godzinę kończyła się moja zmiana. W domu czekała na mnie Dorota z zalewajką. Moja żona w tamtym czasie dobiła do stu dwudziestu kilogramów i mi nie dawała. Mnie też chyba nie stawał. To już nie były te czasy, gdy podczas postoju na krańcówce waliłem konia na klopie. Takie jest życie. I tyle.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • zsrrknight godzinę temu
    te "iż" to lepiej wywalić

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania