Krew i dym
Poza naczyniami mieszam
brudną krew ze słodkim dymem
gwiazdy razem ze mną
są tu na podłodze
Czerń wokół tańczy
jak jej zagra cisza
częstotliwość krzyków
ogłuszyła nawet ściany
Zamiast wycieczki pod sufit
znów wybrałam szary bruk
patrzę na świat zza witryny
jako jeden z manekinów
Bezsensowne labirynty
z których tylko jedno wyjście
sierp księżyca wbity w plecy
między skronie pełnia bzdur
Wracam na tarczy słońca
żeby przespać sen
kłują mnie kanty skóry
mimo otępienia
Jutro będzie dziś
czas się pieni zamiast płynąć
od krwi lepkie dłonie
od kłamstw brudny dym
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania