Krok za krokiem

Krok za krokiem

 

A więc stoję tutaj ze spuszczoną głową dziecka, które dopuściło się największego przewinienia swojego krótkiego życia i wbrew ostrzeżeniom – dorosło.

Ale nie będzie to kolejna opowieść o tym, jak to niedobrze jest dorastać, ani tym bardziej nie będzie to pieśń pochwalna na cześć beztroskich lat młodzieńczych.

Będzie to opowieść o opowieści. O tym jak często zanurzam się w słowach, które niczym nurt rzeki porywają mnie w najdalsze zakamarki, tajemnicze , dziewicze miejsca.

Za oknem słońce zaczyna wtulać się w ziemię, gubiąc przy tym swoją istotę zamkniętą w blasku. Zatraca się w swojej oblubienicy nie bacząc na to, że tak naprawdę za chwilę przestanie istnieć.

Nic nie jest dane na zawsze.

Krok za krokiem w stronę nieskończoności, kolejne wyzwania, śmieszne lęki, które duszą maskami na sercu, na twarzy, na mózgu.

Stopa się potknęła za nią całe ciało, stopa druga ratuje sytuację. Szumi morze, dawno już tak nie szumiało. W moim brzuchu ciało daje znać – głowa interpretuje zgodnie z tajemną wiedzą, ta wiedza, która na nic się nie przydaje jak jestem poza sobą, dzisiaj też mi nie pomaga. Gardło się zwęziło, łzy z bólu braku bólu, same płyną ciurkiem. Proszę nie nazywaj – mówisz, nie idź za tym, zostań z tym. Zostań – wyszeptują się słowa, których nie mam odwagi powiedzieć.

Potem już tylko parę oddechów oddzieli nas na zawsze, znowu na zawsze, od tego czego nie będę pamiętać. Wracam wbrew sobie do siebie, coraz wyraźniej widzę, że inaczej nie ma sensu, choć sens nie oznacza linearności, porządku ani nawet banalnej radości.

Krok za krokiem za Alicją pod rękę z Salwadorem Dali w oddali, może herbaty łaskawa pani, może piruet nad przepaścią?

W najdalszych zakątkach podniebnego świata, wiszącego w głębokiej na sto milionów kilometrów dziupli w kraterze nad wyraz aktywnego wulkanu, układam dziękczynną modlitwę do strzyg rozpustnych, do nimf fatalnych.

Ktoś zamyka mnie w kościele, obok stoi ona. Obok nas przechodzi ktoś jeszcze, dla niego nas nie ma.

W moim brzuchu lęk separacyjny przechodzi sam siebie, sam siebie nie czując. Co jeszcze może się wydarzyć kiedy tak stoję przed sobą ze spuszczoną głową? Moja opowieść jest pajęczyną wiszącą za oknem. Ostatnie promienie słońca wpadają w sieć, kleją się srebrzyście do krawędzi nitki, która jest jedynym moim ratunkiem. Ktoś już to przede mną zrobił, tak jak ktoś już przede mną żył i umarł. W niczym nie będę pierwsza, w niczym się nie ścigam.

Krok za krokiem w rytm bijącego serca, dopóki jestem, dopóki mam odwagę czuć lęk.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Józef Kemilk 3 miesiące temu
    Dobre opko 5
  • Trzy Cztery 3 miesiące temu
    Trochę trudno się czyta. Mogłabym swoje czytanie porównać do drogi, pokonywanej w butach, które przyklejają się do nawierzchni, co powoduje, że zamiast skupić się na mijanych widokach, skupiam się na odrywaniu podeszew. Na pewno temat jest trudny. Ale też zapis jest trochę ciężki. Zdania są jakby za bardzo nafaszerowane słowami. Np.:

    1. "Krok za krokiem za Alicją pod rękę z Salwadorem Dali w oddali, może herbaty łaskawa pani, może piruet nad przepaścią?"
    - niby fajnie, ale pierwsza cz. zdania powoduje u mnie to "przyklejenie podeszwy", ten dyskomfort w mojej drodze.

    "Krok za krokiem za Alicją pod rękę z Salwadorem Dali w oddali" - no fajny żarcik z ta dala, ale kto tu z kim, za kim, i z czym - ?
    Mnie ta pierwsza część zdania zmęczyła.

    2. "W najdalszych zakątkach podniebnego świata, wiszącego w głębokiej na sto milionów kilometrów dziupli w kraterze nad wyraz aktywnego wulkanu, układam dziękczynną modlitwę do strzyg rozpustnych, do nimf fatalnych".

    Jak skończyłam czytać to zdanie, to już zapomniałam, w jakim miejscu układasz tę modlitwę. Więc wróciłam do początku, i znowu czytam. Gdzie? Aha:

    "W najdalszych zakątkach podniebnego świata, wiszącego w głębokiej na sto milionów kilometrów dziupli w kraterze nad wyraz aktywnego wulkanu".

    Tzn. gdzie?...

    W moim odczuciu opis miejsca jest jakoś "przedobrzony".

    3. A to jest pierwsze zdanie, które od razu mnie trochę rozczarowało:

    "A więc stoję tutaj ze spuszczoną głową dziecka, które dopuściło się największego przewinienia swojego krótkiego życia i wbrew ostrzeżeniom – dorosło".

    Tu stworzył mi się obraz osoby stojącej z trzymaną - np. w opuszczonych rękach - głową dziecka. Wiem, o co chodzi, ale jednak nie podoba mi się to "stanie ze spuszczona głowa dziecka". stać "z miną dziecka, które...' itd., to byłoby do przyjęcia, ale tak , jak jest - nie bardzo. może tylko ja to tak odczułam? Ciekawe, jak to widzą inni czytelnicy.

    Druga rzecz w tym zdaniu. Zamieniłabym "dopuściło się największego przewinienia swojego krótkiego życia" na "dopuściło się największego przewinienia w swoim krótkim życiu".

    Możliwe, że efekt przeciążenia tekstu - przeciążenia słowami - był zamierzony. Możliwe. mnie jednak to przeszkadzało w czytaniu.
  • BarbaraM Sadowska 3 miesiące temu
    Dziękuję za tak wnikliwy komentarz. Przykro mi że tekst jest męczący, ale cieszę się, że potrafiłam oddać to w jaki sposób się czułam pisząc go . Dużo słów, tak wiem, ale dawno nie pisałam i pewnie się skumulowały. Pozdrawiam serdecznie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania