Król w koronie

KRÓL W KORONIE

 

„Zadziwiające zdarzenia, które codziennie mogą zdarzyć się każdemu z nas są jak cienka strużka deszczu na szybie mknąca szybko od kropli do kropli lub niedbale wijącą się w nieokreślonym kierunku i nigdy nie wiemy, dokąd popłynie”

 

 

Cześć I

 

Spodnie

 

 

Spodnie były nowe. Można to łatwo poznać po zatarciach przy szwach na dole nogawicy i stanie dziurki gdzie wkładany był guzik. Nie chciało mi się ich mierzyć, wobec czego zapłaciłem 10 zł i stałem się ich posiadaczem.

Kupowanie w lumpeksach ma ten urok, że asortyment tutaj jest tak duży i tak różnorodny, że umożliwia każdemu nie tylko zakup jakiegoś ubrania, ale zakup ubrania niepowtarzalnego, choć czasami używanego.

Spodnie zostały rzucone w kącik i czekały na procedurę prania razem z innymi ubraniami, których świeżość przeminęła.

Gdy nadszedł dzień, w którym pranie miało zostać dokonane ciuszki zostały przejrzane i po kolei umieszczane w kupkach, jako kolory i białe. Spodnie, które były nowym nabytkiem wykonano z materiału ciemnego, wobec czego ich miejscem była trochę większą kupka.

Gdy pobieżnie przejrzałem kieszenie spodni wyczułem zgrubienie na pasku w talii. Wyglądało na to, że pewnie ktoś zaszył tam dodatkowy guzik. Gdy dokładnie obejrzałem zgrubienie stwierdziłem, że niestety, aby guzik ten wyciągnąć trzeba będzie rozpruć kawałek materiału.

Skalpelem podwadziłem mocno wszyte w materiał nitki i po chwili wydobyłem malutkie metalowe pudełko podobne do tego w jakimś kiedyś sprzedawano na bazarach chińską maść tygrysią. Pudełko było szare i nie miało żadnych oznaczeń.

Ostrożnie podważyłem wieczko i otworzyłem moje znalezisko.

W pudelku był slajd fotograficzny podobny do tego, jaki widywałem na filmach szpiegowskich, lecz o nieco większym formacie.

Delikatnie wyjąłem znalezisko i patrząc pod światło przy pomocy lupy filatelistycznej przyjrzałem się negatywowi.

Na fotografii zobaczyłem niezbyt wyraźny obraz przedstawiający jakiegoś mężczyznę stojącego na wzgórzu z rozwianą peleryną. Obraz ten trzymała jakaś osoba gdyż widać było jej ręce a inna musiała wykonać to czarno białe zdjęcie..

Schowałem z powrotem slajd do pudełeczka z postanowieniem, że muszę wywołać z niego zdjęcie.

Po kilku dniach przypomniałem sobie o znalezisku i udałem się do znajomego fotografa z prośbą czy nie dałoby rady zeskanować materiału, który odnalazłem i zapisać na dysku, aby obraz był czytelny.

Następnego dnia odebrałem płytę i klisze a koszty były symboliczne.

Wieczorem w domu, gdy miałem trochę czasu płyta ze skanem zdjęcia powędrowała do czytnika dysków i otworzyłem plik.

Fotografia przedstawiała obraz mężczyzny z rozwianymi włosami i sumiastymi wąsami, który trzymając w ręku włócznie patrzył przed siebie niezmiernie poważnym wzrokiem. Obok na kamieniu leżał hełm, jakich kiedyś używali rycerze. Mężczyzna odziany był w kolczugę zapinaną na trzy haftki i przepasany niedbale zapiętym pasem z masywna sprzączką.

Obraz był oprawiony w pospolitą ramę i celem sfotografowania trzymany był przez stojącego z boku człowieka, którego ręce wyraźnie widać było na fotografii. Proporcje wielkości wskazywały, że obraz ma ponad dwa metry wysokości.

Już miałem wyłączyć komputer, gdy moją uwagę przykuł pewien szczegół.

Powiększyłem zdjęcie i przyjrzałem się uwidocznionemu na obrazie hełmowi.

Wokół hełmu znajdowała się, choć słabo widoczna korona.

Obraz musiał przedstawiać, więc króla. Ale którego?

Strój wskazywał raczej na lata gdzie rycerze stanowili trzon armii i ten wyraz twarzy pełen determinacji.

Otworzyłem poczet królów polskich i zacząłem przyglądać się królewskim wizerunkom uwieńczonym przez Matejkę. Wszyscy po trochu byli jednakowi, ale jednemu z nich Matejko nadał wygląd trochę groźniejszy niż innym. Pasowała kolczuga, którą nosił a i pas był podobny do tego z obrazu uwiecznionego na kliszy.

Król, którego podobieństwo było chyba największe zwał się Władysław Łokietek i władał krajem w latach 1320 -1333.

Wpisałem w wyszukiwarkę dane króla i zacząłem oglądać grafikę. Po chwili odnalazłem obraz zatytułowany ”Władysław Łokietek na skałkach w Ojcowie” obraz Wojciecha Gersona.

I tak ustaliłem, co to za obraz widnieje na fotografii, co wprowadziło mnie w stan samozadowolenia z detektywistycznych umiejętności, jakie we mnie drzemały.

Następnie wpisałem w wyszukiwarkę tytuł obrazu i po chwili wyświetlił mi się komunikat, który kompletnie mnie zaskoczył.

 

„ Wojciech Gerson „Łokietek na Skałach Ojcowskich” (1863) to jeden z licznych obrazów Wojciecha Gersona, zaginionych w czasie ostatniej wojny.”

 

A więc zdjęcie musiało być wykonane przed wojną prawdopodobnie przy archiwizowaniu eksponatów muzealnych.

Ponownie powiększyłem fotografie szukając jakichś oznaczeń na ramach, które pozwoliłyby coś więcej powiedzieć o czasie, kiedy zrobiono fotografię.

Ramy nic nowego nie wniosły do moich ustaleń, lecz inny szczegół, na który dotychczas nie zwracałem uwagi zaprzątnął moją uwagę.

Osoba trzymająca obraz na lewym nadgarstku miała zegarek. Duży męski zegarek z ciemnymi wskazówkami wskazującymi godzinę 17.10 Zacząłem powiększać fotografie zegarka aż była już całkiem duża.

Na tarczy zegarka niezbyt wyraźnie, ale dając się odczytać widniał napis „Błonie”.

Miałem kiedyś zegarek z tej fabryki, ale ona powstała w 1959 roku a to było czternaście lat po wojnie.

Wojnie w czasie, której zaginął obraz Gersona.

Obraz, który był na fotografii.

-------------------------------------------------------

Tajemnica jest jak narkotyk wprowadza człowieka w trans owiany wizjami wyjaśniającymi tajemnice lub gmatwa umysł tak skutecznie, że nie jest w stanie logicznie interpretować otaczające go zdarzenia.

Tajemnicza fotografia podziałała na mnie jak narkotyk i postanowiłem ustalić czy jest to wskazówka, która może przyczynić się do odnalezienia obrazu czy też zwykła kopia, która gdzieś tam leży w magazynie.

Numer, pod którym zarejestrowano utracone dzieło jak wynikało z katalogu strat to 2014.

Spodnie nie były specjalnego kroju i nazwałbym je przeciętnymi może, dlatego wypadły mi w oko. Pomimo szczegółowych oględzin nie znalazłem żadnej naszywki wskazującej, kto je wyprodukował.

Następnego dnia udałem się do sklepu gdzie kupiłem spodnie i przeprowadziłem interesującą rozmowę z właścicielką, która sortowała towar wypakowywany z worków do sprzedaży.

Spodnie stanowiły komplet z marynarka, ale ta była zbyt zniszczona, aby ją sprzedać razem z lepszym towarem i trafiła do kosza z ubraniami po 10 zł za kilogram.

Miałem szczęście marynarki nikt nie kupił i tkwiła w metalowym kontenerze pod stertą innych ciuchów marnej, jakości.

Gdy udało mi się ją wyciągnąć obejrzałem ubranie powierzchownie i zapytałem kierowniczkę sklepu, co spowodowało, że trafiła do wybrakowanych rzeczy.

Pokazała mi trzy miejsca, w których materiał był naruszony.

We wskazanych miejscach znajdowali się malutkie rozwarstwienia materiału tworzące praktycznie niezauważalne otwory, które ktoś usiłował zręcznie poprzez rozprasowywanie zatrzeć.

Otwory były tylko z lewej strony i ich rozmieszczenie było przypadkowe.

Już gdzieś widziałem podobne otwory w jakimś ubraniu, lecz w tej chwili nie mogłem sobie przypomnieć gdzie.

Kupiłem marynarkę i dowiedziałem się, że ubrania trafiają do sklepu z hurtowni w Niemczech, ale oczywiście szczegółów handlowych kierowniczka sklepu mi nie podała.

Gdy szedłem do domu doznałem pewnego olśnienia. Przypomniałem sobie gdzie widziałem podobne otwory w ubraniu.

Dawno, dawno temu obowiązkowo każda klasa szkoły podstawowej musiała w ramach poznawania historii odwiedzić Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. W jednej z gablot tam ustawionych znajdował się mundur generała Świerczewskiego zabitego w Bieszczadach i w tym mundurze znajdowały się bardzo podobne otwory jak na mojej świeżo zakupionej marynarce.

Teraz sprawa nie tylko stawała się coraz bardziej ciekawa, ale też coraz bardziej niebezpieczna.

Otwory te powstały gdyż do człowieka ubranego w zakupiona przeze mnie marynarkę strzelano i to pewnie ze skutkiem, jakiego chciał zabójca, czyli skutkiem śmiertelnym.

Przez następne kilka dni zajęty byłem innym sprawami i tajemnica musiała zaczekać na swój czas.

Pomimo zajmowania się innymi rzeczami przez cały czas wracał mi przed oczy widok obrazu uwidocznionego na zdjęciu a w głowie kłębiły się hipotezy i plany działań na przyszłość.

Pierwsze kroki skierowałem do specjalistycznego domu aukcyjnego gdzie między innymi wyceniano obrazy i tam pokazałem ekspertowi a właściwie ekspertce fotografie obrazu z prośbą o szacunkowa wycenę i jakiekolwiek inne dane o tym obrazie.

Kobieta, która poprosiłem o pomoc była w średnim wieku miała krótko ścięte farbowane na kolor jasny włosy a na imię miała Teresa.

- Proszę Pana – zaczęła bardzo uprzejmie

-Na fotografii jest uwidoczniony obraz Gersona, który zaginął podczas wojny, fotografia może przedstawiać też kopię tego obrazu a bez obejrzenia płótna nie jestem w stanie stwierdzić czy jest to autentyczny obraz.

Cena, jaką mógłby osiągnąć na aukcji to około 500 tysięcy złotych, ale nie wiadomo, w jakim byłby stanie a poza tym, jako dzieło zaginione podczas wojny należy na pewno do spadkobierców Gersona lub jego przedwojennych posiadaczy.-w tym miejscu przerwała i patrząc na mnie uważnie zapytała.

- Skąd Pan ma te fotografie?-

Opowiedziałem jej historie zakupionych spodni i odnalezienia fotografii a następnie pokazałem drugie zdjęcie, na którym powiększona do granic możliwości tarcza zegarka osoby trzymającej obraz, dumnie prezentowała logo swojej fabryki.

W pierwszej chwili rozmówczyni nie bardzo mogła się zorientować, dlaczego jest dla mnie tak ważna ta druga fotografia, lecz cóż to byłby za ekspert, który nie znałby się na historii i nie wiedział o pierwszej polskiej fabryce zegarków.

-o Boże! To nieprawdopodobne. – Była tak zdziwiona jakby właśnie odnalazła obraz, który zaginął i nie miał prawa się odnaleźć.

Pani Teresa znała się na sztuce i na historii sztuki również.

Już nie w galerii, ale w jej prywatnym pokoju pijąc kawę, którą mnie poczęstowała musiałem jeszcze raz ze szczegółami opowiedzieć jej o moim znalezisku.

Nie wspomniałem jej jednak o marynarce z otworami po kulach.

Gdy skończyłem z kolei moja rozmówczyni przekazała mi kilka informacji o obrazie „Łokietek na skalach ojcowskich”.

Obraz powstał w 1863 roku a jego autorem był Wojciech Gerson twórca Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Gerson był uważany za znawcę malarstwa Leonarda da Vinci i jako profesor rysunku kształcił wielu znakomitych polskich malarzy takich jak choćby Chełmoński, Pankiewicz czy Wyczółkowski. Obrazy Gersona bardzo szybko stały się przedmiotem zainteresowania kolekcjonerów i wielu z nich zamawiało konkretne płótna u artysty lub kupowało obrazy już namalowane.

Najbardziej znaną kolekcją była kolekcja Leopolda Kronenberga jednego z najbogatszych polskich bankierów żydowskiego pochodzenia.

W skład jego kolekcji wchodziło bardzo wiele niezwykle cennych obrazów w tym wiele Gersona. W czasie wybuchu drugiej wojny światowej na wieść o bombardowaniach obiektów cywilnych wiele kolekcji z Warszawy zostało zdeponowanych w Muzeum Narodowym. Tak było na przykład z kolekcją „Cukrowników” znajdującą się w pałacyku przy ul Mokotowskiej 25 oraz częścią kolekcji Kronenberga, która znajdowała się z kolei w pałacyku przy zbiegu ulic Mazowieckiej i Królewskiej w Warszawie.

Niestety po kilku dniach wojska niemieckie stanęły na przedmieściach Warszawy i w następnych dniach cześć depozytariuszy zabrała niektóre obrazy z muzeum.

Nikt do tej pory nie wie, co zdeponowano i co zabrano w tym okresie z magazynów Muzeum Narodowego.

Obraz Gersona ze zdjęcia nie należał niestety do żadnej ze znanych kolekcji a był we władaniu córek Gersona, Jadwigi Babińskiej i Marii Gerson-Dąbrowskiej. Jadwiga zmarła w zawierusze wojennej w 1940 roku a Maria w 1942roku.

Niestety nie pozostał żaden pewny ślad, co stało się z obrazem przedstawiającym Łokietka w ojcowie.

Jak twierdzą niektórzy historycy wielu prywatnych posiadaczy cennych obrazów zanosiło je właśnie do pałacyku Kronenberga, który miał być omijany przez niemieckie lotnictwo i w którym podobno znajdowały się głęboko ukryte piwnice gdzie można było schować cenne dzieła sztuki?

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że pałac nie został ominięty przez niemieckie bombowce i w 1939 roku uległ zniszczeniu.

 

cdn

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • irekis 29.05.2016
    poproszę o oceny
  • Nazareth 29.05.2016
    [...]zdarzenia, które codziennie mogą zdarzyć - masło maślane
    Spodnie były nowe [...] Kupowanie w lumpeksach ma ten urok - od kiedy w lumpeksac sprzedają nowe ciuchy?
    [...]pranie miało zostać dokonane - strasznie pompatyczne to pranie
    podwadziłem - lub powadzić, archaizm, w staropolszczyźnie oznaczał "pokłócić się" - w tym zdaniu nie adekwatne
    Tajemnica jest jak narkotyk[...] Tajemnicza fotografia podziałała na mnie jak narkotyk - Podwujne powtórzenie
    Otwory te powstały gdyż do człowieka ubranego w zakupiona przeze mnie marynarkę strzelano i to pewnie ze skutkiem, jakiego chciał zabójca, czyli skutkiem śmiertelnym.- czy to nie zostawiło by plam krwi na ubraniu?
    miała krótko ścięte farbowane na kolor jasny włosy a na imię miała Teresa. - powtórzenie
    [...]był we władaniu córek - w posiadaniu może, obrazem nie bardzo można władać.

    Historia ciekawa, ładnie łączysz historię z fikcyjną fabułą. Narracja trochę miejscami niezgrabna, ciągle przypominasz kto namalował obraz i robi się to po którymś razie irytujące. Błędów też dość sporo. Masz jednak to co najważniejsze, ciekawy pomysł i chęć by go realizować, reszta to tylko warsztat, który można i trzeba szlifować. Dziś zostawię 3 ale mam nadzieję, że dopracujesz kolejną część i będę mógł ocenić wyżej. Pozdrawiam i życzę powodzenia.
  • irekis 29.05.2016
    bardzo dziękuję !!
  • Nazareth 29.05.2016
    Nie ma sprawy ;)
  • Nazareth 29.05.2016
    Jak wstawisz kolejną część, daj mi znać na wypadek jakbym przeoczył.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania