Królestwo Arianny-WZW-księga 1-cz.3

Rozdział VI

Koszmar na …. Zamku

 

Gdy wieczorem Arianna weszła do ciasnej izdebki, w której sypiały, Hori odetchnęła z ulgą.

- Martwiłam się. Czego ONA od ciebie chciała?

- Miałam zanieść do lochu jedzenie.

- Na który poziom?

- Na najniższy, do pary królewskiej.

Hori o mało nie krzyknęła, ale się opanowała.

- Długo cię nie było, jak na jedna celę.

- Arissa zadawała mi różne pytania.

- O co cię pytała?

- Kim jestem, jak mam na imię, jak ty masz na imię.

- Odpowiadałaś?

- Tak.

- Dobranoc, Azi

- Dobranoc, mamo.

W kilka dni po zdarzeniu w lochach, Karossa, z na razie tylko jej wiadomych przyczyn, kazała wysprzątać zamek i ściągnąć więcej osób ze wsi i małych miasteczek na służbę.

Gdy wszystko się ukończyło, po upływie tygodnia stała się rzecz dziwna i nie podobała się ona mieszkańcom królestwa.

Dzień zapowiadał się pięknie, lecz nagle niebo zasnuły czarne bałwany chmur. Huknęło, trzasnęło i błyskawice rozdarły niebo. Na oczach przerażonych mieszkańców krainy, z chmur wyłonił się czarny powóz ciągnięty przez uskrzydlone, granatowe konie.

Zaprzęg wylądował przed zamkiem. Drzwiczki powozu otworzyły się i wysiadła z niego dziewczyna w czarnej sukni sięgającej za kolana. Wrota otwarły się i dziewczyna weszła do pałacu.

Okazało się, że do pałacu przyjechała czternastoletnia córka królowej Karossy, Karina. Natura dziewczyny dała się wkrótce wszystkim we znaki.

Królewna miała charakter podobny do swej matki. Wszyscy mieli teraz spełniać również jej rozkazy. Otrzymała na własność pięćdziesiąt komnat, położonych w tej samej części zamku, co apartamenty królowej.

- Mało to mamy pracy, żeby jeszcze tej lali usługiwać? - złościła się Arianna

- Ależ Azi, spokojnie. To córka królowej.

- Niestety!

- Azi, bo ktoś usłyszy!

- No dobrze, dobrze. Będę ostrożna, żeby nikt nie poznał mojej opinii na temat księżniczki.

Niewiele się zmieniło na zamku, poza tym, że było trochę więcej pracy.

Dziewczynka przy okazji noszenia jedzenia do lochu, jak najczęściej odwiedzała Arissę i z nią rozmawiała.

- Jest coraz gorzej. Przyjechała córka KRÓLOWEJ. Musimy słuchać tej rozpieszczonej lali, Kariny, a ona jest wiecznie niezadowolona.

- Bądź ostrożna, żeby ONE nie usłyszały – mówiła Arissa, tłumiąc śmiech.

- Aris, czy to znów na mała Azi nas odwiedziła?-dobiegł je glos króla Arsora.

- Tak, Ars. To znowu ona. Córka Karossy przyjechała za zamek. Podobno mają z nią same kłopoty.

Po jakimś czasie Karina stała się jeszcze gorsza. Powodem było to, że dostała niewielką różdżkę. Jej moc nie była tak wielka, jak moc Karossy, ale mogła wzmacniać ją zmieniając na magię skrzydła wróżek. Jej moc była wystarczająca, by np. oparzyć kogoś laserem lub zmienić w coś małe rośliny i zwierzęta (w kamień, stal)

- Naprawdę jest coraz gorzej. Ta lala została czarodziejką!

-Bądź spokojna. Wytrzymaj.

Dziwisz się, że się buntuje, Aris? Niech chociaż tu się wykrzyczy do woli.

 

Rozdział VII

Dziwny początek

 

Dziewczynka biegła korytarzem. Że też właśnie jej kazano zanieść przekąski JEJ KSIĄŻĘCEJ MOŚCI Karinie. Nie mogła się doczekać, kiedy będzie to miała za sobą i pójdzie do pary królewskiej.

Nie wiedziała dlaczego, ale coś ciągnęło ją do tej kobiety i do króla Arsora.

Weszła do komnaty, dygnęła głęboko i podeszła do niewielkiego tronu. Wzrok miała spuszczony. Położyła tacę i już miała odejść, gdy tuż obok niej świsnęło czerwone światełko lasera. Przeleciało tak blisko, że poczuła jego ciepło. Usłyszała głos zimny i dużo bardziej dźwięczny, niż głos królowej. Zdawał się j4ej trochę rozbawiony.

- Skąd ty się urwałaś? Z choinki? Gdzie co tak spieszno w takim stroju? Czy to w ogóle jest ubranie?

- Tak się ubierają wszyscy ludzie ze wsi, wasza wysokość. – szepnęła dziewczynka

- Dlaczego niby?

- Nie mamy pieniędzy na nic lepszego…

- Kłamiesz!

- Bez pieniędzy nie ma nawet jedzenia… My tu służymy, bo na wsi za mało pieniędzy i jedzenia też nie ma.

- Nie uwierzę, jak się nie dowiem więcej. Opowiedz mi!

Teraz różdżka była wycelowana w Ariannę.

- Usiądź i mi opowiedz!

Kolejny czerwony „grot” ją minął o włos i z podłogi wystrzeliło krzesło.

Zwyczajne krzesło.

- Siadaj!

Dziewczynka chcąc nie chcąc usiadła.

- Mów!

- Ale, co?

- O wsi. Jak tam żyłaś?

- No dobrze.

I Arianna opowiadała. Opowiadała o tym, jak wstawała przed wschodem słońca, jak kładła się po jego zachodzie, jak na obiad jadła tylko suchą kromkę chleba i jak pracowała ciężko od rana do nocy.

- Dosyć – powiedziała wyraźnie oszołomiona Karina – wystarczy. Jak masz na imię?

- Azi.

Dziewczynka przyjrzała się królewnie Karinie.

Była ładna. Miała śliczną, gładką cerę, oczy koloru bezchmurnego nieba i lśniące, gładkie, kruczoczarne włosy, sięgające jej prawie do pasa.

Już miała się zbierać, gdy wbiegła służąca.

- Chusta dla waszej wysokości. Naprawdę się starałam, ale szybciej się nie dało. Chusta z jedwabiu 5 na 5 metrów – mówiła dziewczyna prawie z płaczem.

-Dość, dość! Mówisz za szybko! Daj to! – Karina wzięła materiał do ręki, spojrzała na niego i się odezwała:

- Zrób ten sam wzór, ale na złotym tle.

- Przepraszam…

- nie gniewam się! – przerwała ostro Karina

- Mówię tylko, że wolę to na złotym tle.- powiedziała już łagodniej

Służącą to najwyraźniej zdziwiło. Karina, wciąż trzymając materiał w dłoni, rozejrzała się. Jej wzrok spoczął na Ariannie.

Azi, podejdź tu.

Gdy dziewczyna się zbliżyła, Karina na oczach zdumionej służącej i , nie mniej zdumionej, Arianny, z gracją zbiegła po schodkach prowadzących do tronu, ujęła rękę Arianny i włożyła w nią materiał.

- Weź go – powiedziała i uśmiechnęła się.

-Ona się napracowała. Szkoda by było, żeby się zmarnował.

- Dziękuję – wyszeptała oszołomiona dziewczynka, dygnęła i oddaliła się.

Gdy weszła do swojego pokoju, Hori aż podskoczyła na widok chusty.

- Skąd to masz??!

- Dostałam.

- Od kogo?

- Nie zrozumiesz…

- Dlaczego?

- Bo ja sama nie rozumiem

- Co to znaczy?

- Opowiem Ci. Byłam u księżniczki z przekąskami. Już miałam iść, ale przyczepiła się do mojego ubrania. Jak powiedziałam, że na wsi na lepsze nie ma się pieniędzy, zaczęła pytać o nasze życie na wsi. Nie wszystko jej powiedziałam, bo kazała mi przestać. Potem wbiegła służąca z tą chustą, a księżniczka kazała jej zrobić taką samą, ale w innym kolorze. Na koniec, ni z tego, ni z owego, zbiegła z tronu i mi to dała.

- Niesłychane, niesłychane…

- Idź spać, mamo.

- A ty?

- Ja muszę coś jeszcze zrobić.

Gdy Hori położyła się, Arianna siadła i zaczęła szyć sukienkę z chusty. Potem umyła się, ubrała nowy strój i wreszcie poszła spać.

Rozdział VIII

Piękna przyjaźń

Od pamiętnego spotkania, Karina często chciała widywać Ariannę. W krótkim czasie zaczęła przypominać zwykłe dziecko.

Nie siedziała już nieustannie na tronie. Teraz nie chciała na to tracić czasu. Często siedziały po turecku, na poduszkach położonych na posadzce. Urządzały pikniki w oranżerii lub ogrodzie Kariny. Mieścił się on co prawda w „czterech ścianach” pałacu, ale był wielki i leżał pod gołym niebem. Czasem nawet biwakowały. W takie dni, Arianna tylko uprzedzała Hori, gdzie będzie spać.

- Kiedy masz urodziny, Kari? – spytała ze śmiechem Arianna

- Siódmego czerwca

- To dzień po mnie!

- To już za dwa dni masz urodziny, Azi!

- No tak, a ty za trzy dni!

- Ej! Mam pomysł! Zróbmy wielkie urodziny!

- Tak! Dwudniowe!

- Podwójne urodziny!

- I będzie wielki tort dwupiętrowy!

- I serpentyny!

- I konfetti!

- I miś!

- Pluszowy?

- Tak, ale Wieeeeeeeeeeeelki!

- Na pół metra?

- Nie, większy!

-Dwumetrowy!

- Nie, trzy!

- I będzie cały różowy!

- Zróbmy trzy!

- Tak!

- Różowy i żółty…

- I niebieski!

- I zaprosimy gości!

- Kogo?

- Służbę!

- Świetny pomysł

- Będą te, co szyją chusty!

- I moja mama!

- Tak!

- Ale tylko godzinę!

- Potem będziemy same!

- Tylko we dwie!

- Pa. Do jutra.

- Jutro nie przyjdę.

- To pojutrze…

- Dobra. Ej, daj mi chusty, to uszyję stroje urodzinowe.

- Dla Hori też.

- OK. To do urodzin!

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • ko-ka 07.04.2016
    Fajne, tylko pod koniec klimat przeistoczyłaś w współczesny co zniszczyło dotychczasowy klimat bajki. Ogólnie fabuła mi się podoba, ale lepiej by było gdybyś zachowała klimat odpowiadający bajki. Przyjażń także potoczyła się bardzo szybko, a zwroty typu ,,lala" nieznacznie mnie zdziwiły. Pozdrawiam. (Także piszę historię ;)
  • Tyszokiszo 07.04.2016
    Bardzo fajna ale to prawda że pod koniec popsułaś klimat. W książkach w takich klimatach jak zamek nie zawieramy zwrotów typu "OK" Tym popsułaś właśnie klimat, ale tak to super!!!
  • Sznycelek 08.04.2016
    Opowiadanie fatalne. Za długie dialogi jak na opowiadanie. Powinnaś je skrócić i dopracować teksty. Jesteś fajna, ale opowiadanie popraw.
  • anabela 01.05.2017
    to pierwotna i nie sprawdzona wersja, a ostateczna będzie lepsza tylko już jej nie wrzucę na opowi i wiem, że w porównaniu z profesjonalną książką to jest beznadziejne

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania