Królestwo Arianny-WZW-księga 1-cz.4
Rozdział IX
Jednorożec
- Mamo, czemu jesteś smutna?
- Złapali jednorożca. Nowo narodzone źrebię.
- O nie!
W tym samym czasie gdy Arianna rozmawiała z Hori, Karina też dowiedziała się o zajściu. Właśnie biegła na plac, na którym królowa Karossa miała zabrać moc z jego rogu.
Dobiegła w ostatniej chwili.
- Nie chce iść!!!
- To ciągnijcie mocniej za uzdę, wy durnie!!! – wrzeszczała królowa.
Naraz jej wzrok spoczął na Karinie i jej głos złagodniał
- Och, Karino, o co chodzi?
- Widzę, że złapali jednorożca?!
- Tylko źrebak, ale zawsze…
- Chciałabym mieć magię jednorożców.
W oczach królowej na moment pojawił się błysk czułości.
- Chcesz, to mogę ci go dać. W końcu już za dwa dni masz urodziny.
- Mogę go dostać? Och, tak! Proszę, proszę, proszę!
- Dobrze, dobrze.
Dziewczynka podbiegła do siłujących się z jednorożcem bestii i wyrwała im uzdę. Lekko szarpnęła i zacmokała cicho. W kieszonce, którą jej doszyła Arianna miała kostki cukru.
Zwierzątko ruszyło za nią spokojnie, Karina uśmiechnęła się. Od początku to zaplanowała. Wiedziała, że skoro to tylko źrebak, matka jej ulegnie. Zarówno wiek zwierzaka, czas i okoliczności były sprzyjające. Prezent jej się podobał, lecz nie była nim moc, a dobro magicznego stworzenia.
Zaprowadziła jednorożca do ogrodu, gdzie odpięła mu uzdę i dała kostkę cukru.
- Będziesz gościem honorowym na moich urodzinach. – szepnęła na ucho zwierzątku.
Jednorożec zarżał i pogalopował do fontanny.
Tymczasem Arianna biegła do lochu.
- Karossa! Złapała go! MA źrebaka jednorożca!
- Spokojnie, Azi.
- Mają jednorożca!
- Cóż. Tego nie zmienimy… Dawno nie przychodziłaś, Azi.
- Spędzałam czas z Kariną.
- Tą księżniczką?
- No przecież mówię!
- Tak, ale… cały czas?
- Przyjaźnimy się.
- Słucham??? Ars, chodź tu!
- O co chodzi, Aris?
- Ona przyjaźni się z córką Karossy!
- Co?!
-Jest miła. Robimy podwójne urodziny!
- Świat staje na głowie! JEJ CÓRKA! MIŁA!
-Azi, Azi! – usłyszeli nagle głos Kariny
- Kari!
- Cicho! Matka nie wie, że tu jestem…
- No ja myślę, że nie wie. Raczej dobrowolnie by cię tu nie puściła.
- Udało mi się!
- Co ci się udało?
- Uratowałam jednorożca!
- Co ty? To super!
- Jest u mnie. Ma nieziemski apetyt! Właśnie zjada mi trawnik!
- Jak Ci się udało go uratować?
- Wszystko się na siebie nałożyło.
- Co?
- Moje urodziny, mała moc jednorożca, moja różdżka… No i mi go dała
- Dała ci? Tak zwyczajnie?
- Tak. Kto to?
- Arissa i Arsor. Była para królewska.
- Czemu są w lochu?
- Nieważne…
Rozdział X
Urodziny
- Kari!
- Azi! Chodź, chodź szybko!
- Pokaż go, pokaż!
- Tam jest!
- Ojej! Jaki on śliczny!
- Prawda?
W tym momencie ktoś zastukał do drzwi
- Są goście!
- Chciałaś nas widzieć, księżniczko? – służące głęboko dygnęły.
Głos drżał dziewczynom, gdy się odzywały.
Wszystkie dały coś Karinie, a to chusty, a to przekąski.
- Z okazji zbliżających się urodzin waszej książęcej mości…
- Okej, okej! Chodźcie, bo tort czeka!
Były zaskoczone i łagodnym głosem Kariny, i tym, że nie krzyczała. Gdy dostały tort, ich zdziwienie sięgnęło zenitu.
Ledwie skończyły, Azi i Karina już ściągały je z krzeseł.
- Chodźcie, chodźcie.
Gdy wbiegły do ogrodu, ujrzały jednorożca. Był piękny. Miał bieluteńką sierść i mieniący się srebrzyście róg. No właśnie. Od razu rozległy się podniecone szepty:
- On ma róg.
- Myślałam, ze je tracą.
- Tak, razem z magią.
- Lepiej, żeby ją zdobyła teraz, niż jak wzrośnie.
- Wasza wysokość, proszę wybaczyć, - odezwała się najodważniejsza ze służek - ten jednorożec ma swój magiczny róg!
- Ma i go zachowa. Nie chcę jego mocy. I mówcie do mnie raz normalnie!
- Po co jednorożec, jak nie na moc???
Po to, żeby go uwolnić.
Rozdział XI
Bunt i prawda
Złapano dorosłego jednorożca. Królowa dopięła swego. Miała odebrać mu magię na placu, lecz wcześniej miała do zrobienia jeszcze coś… Złapano rodzinę, która się buntowała. Rodzice i pięcioro dzieci. Służba ze smutkiem spoglądała na plac. Królowa Karossa już tam była.
Karina patrzyła, lecz nic nie mogła zrobić. Bestie szarpały jednorożca. Inne potwory przyprowadziły rodzinę. Pod ludźmi uginały się nogi.
Twarz królowej wykrzywił grymas złości
- A więc to są ci śmiałkowie, którzy spiskują przeciwko mnie? Co z nimi zrobić? Już wiem. Chłopcy niech się wynoszą w skaliste góry, dziewczęta do nieprzebytego lasu. Ojca zamienię w stal, a tą kobietę w kamień, ale najpierw muszę zabrać wróżkom z tej rodziny skrzydła. A na deser zabiorę róg jednorożca!
W tym momencie ktoś ze służby zbliżył się z chustami i przekąskami.
- Nie przeszkadzać mi!!! To jest ohydne! (przekąski na kucharzach) Te chusty są koszmarne! To jakieś szmaty!!! (chusty w kątach rozprute i pocięte magią)
- No to najpierw rodzice…
- NIEEEEEEEEEE!!! – Arianna wybiegła na plac. Odcięła uzdę jednorożca i odepchnęła przerażoną rodzinę.
- Kto śmie…
- Ja, Azi!
Królowa strzeliła jej laserem w pierś, lecz dziewczyna umknęła jej zwinnie. Lasek ledwie musnął jej rękę, parząc ją na wysokości przedramienia.
Kolejny strzał prawie ją trafił. Karina odepchnęła przyjaciółkę w ostatniej chwili. Laser trafił ją w okolicy biodra, lecz ona na to nie zważała.
Hori gorączkowo myślała, co robić.
Dziewczynki pobiegły do lochu, zostawiając chwilowo oniemiałą Karossę na placu.
- Azi! Karina! Co się dzieje? Słyszeliśmy krzyki. Karina wycelowała różdżką w magiczny zamek. Poleciał snop iskier i seria strzałów. Wrota otworzyły się.
- Uciekajcie, szybko!
- Chodź, Ars!
Na dziedzińcu wybuchł nieopisany zamęt, dziewczynki wybiegły tam wraz z para królewską. Karina wypuściła młodego jednorożca, a on puścił się galopem.
Gdy Karossa ich ujrzała, wpadła w szał. Hori podbiegła do nich
- Uciekajmy! Prędko! – krzyknęła.
Pobiegli do bramy. Zabrali ze sobą rodzinę buntowników. Za nimi pobiegło jeszcze kilka osób.
Karina biegła na końcu. Wybiegając przez bramę, odwróciła się i ze smutkiem w oczach spojrzała po raz ostatni na swoją matkę. Opuściła zamek. Po drodze przez miasteczka i wsie przyłączyło się jeszcze kilkanaście licznych rodzin i kilka mniejszych, z jednym lub dwojgiem dzieci. Wreszcie wraz z jednorożcami dotarli do lasu. Tam znaleźli polanę, nad którą czubki drzew tworzyły kopułę. Przez to liściasto-iglaste zadaszenie, przebijało trochę światła.
Wieczorem rozpalili ognisko. W jaskini rozłożyli kupione po drodze śpiwory. Wyjęli również sprzęt biwakowy i jedzenie.
Gdy usiedli przy ognisku, Hori się odezwała.
- Musicie coś wiedzieć. Słuchajcie. Szczególnie ty, Arianno – zwróciła się do swojej podopiecznej – tak naprawdę masz na imię właśnie Arianna. Nie jesteś wieśniaczką…
- Jesteś moją córką – odezwała się Arissa – dotychczas by olepiej, byś tego nie wiedziała. Teraz musisz wiedzieć.
- Ale…
- nie jestem twoja matką. Jest nią królowa, księżniczko Arianno.
- A moim ojcem jest…
- Ja, córeczko – do rozmowy wtrącił się Arsor.
- Kochanie, idź spać. Jutro, gry wypoczniemy, dowiesz się więcej.
Przed snem Hori pomogła Karinie zabandażować zranione biodro. W tym czasie Arissa bandażowała przedramię swojej Arianny.
- Wiedziałaś.
- Tak. Ale ty byłaś bardziej bezpieczna nie wiedząc.
- ale ja cos czułam.
- Ja też. Jutro porozmawiamy.
W tym momencie podszedł do nich dorosły jednorożec. Pochylił łeb i dotknął rogiem zabandażowanego miejsca.
- Co on robi?
- Ty mu pomogłaś, więc on chce teraz pomóc tobie swoja magią.
- Patrz, mamo. Młody jednorożec poszedł do Kari. On jej pomaga.
- Mają w rogach moc uzdrawiania. Młody ma jej mało, ale jednak
- Ale Kari jest dość ciężko ranna, a ja nie…
- Myślę, że to jej powinien pomóc silniejszy jednorożec.
- Możesz go o to poprosić.
- Ty myślisz, że posłucha?
- Tak. Podprowadź go.
- Kari. Przyprowadziłam jednorożca. Może ci pomóc. Zwierzątko pochyliło łeb i dotknęło rogiem biodra Kariny. Potem Karina wstała i z pomocą Arianny przeniosła się do jaskini. Położyli się w śpiworach i obóz ucichł. Wszyscy zapadli w głęboki sen.
Spały jednorożce, spał las i spały miasteczka oraz wsie.
Nie spała jedynie królowa Karossa.
Nie do końca rozumiała zdarzenia tego dnia, lecz wiedziała, że jej córki nie ma w zamku.
Odeszła z buntownikami.
R
Komentarze (7)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania