Królestwo Arianny-WZW-księga 1-cz.5
Rozdział XII
Obóz w lesie
Wszyscy się zbudzili. Nastał dzień.
Pierwsze promyki słońca przedarły się na polanę.
Wszyscy zebrali się przy rodzinie królewskiej. Arissa odezwała się.
- Sypiać będziemy w jaskini, ale musimy ją urządzić. Trzeba też ją zabezpieczyć.
- Co mamy robić?
- podzielcie się na grupy. Jedni pod jaskinią, drudzy przy wczorajszym ognisku, a trzeci naprzeciw jaskini. Wy będziecie zbierać mech i liście, oraz kwiaty, by jaskinie była bardziej przyjazna.
- Mój małżonek Arsor poprowadzi grupę drugą, która poszuka tajnych przejść i kryjówek. Trzecią poprowadzą księżniczki. Szukacie jedzenia (owoce, korzonki itp.) – zadysponowała królowa
- Tak jest!
- Chodź, Kari!
- Mnie, jako przywódczyni, nie zaakceptują.
- Dlaczego?
- Jestem JEJ córką!
- Uratowałaś mnie, ryzykując własnym życiem!
- Ale oni nie wiedzą.
- Powiem im.
- Byłam dla nich okropna. Bali się mnie!
- Zmieniłaś się.
Nie wiem, czy oni tez tak myślą.
- Chodź, bo nic nie zjemy – gdy podbiegły do swojej grupy, wokół rozległy się szepty:
- To Karina.
- Ta mała wiedźma?
- Tak
- Cicho! Karina ocaliła młodego jednorożca, a wczoraj uratowała mi życie, narażając własne
- Dała jej moją chustę – odezwała się jedna ze służących, które z nimi uciekły
- Nas zaprosiła na urodziny
- Jednorożec jej pomagał
- No dobrze. Chodźmy.
Gdy wszystko było gotowe, usiedli przy ognisku
- Wnętrze miękkie i ładne?
- Tak
- Jedzenie?
- Jest
- A jak kryjówki? – dopytywała królowa
- Mamy pięć i trzy przejścia.
- Doskonale.
Tymczasem na zamku i w okolicy było wiadomo powszechnie, że królowa jest w złym nastroju i należy jej schodzić z drogi. Powodem jej zachowania nie była ucieczka tylu osób z para królewską, jak wszyscy sądzili. Była nim strata Kariny. Nawet jednorożec już jej teraz nie obchodził.
Myślała tylko o Karinie. Ale zaraz, czy ona nie wypuściła jednorożca?
- Jednorożca, Z ROGIEM – NIE ODEBRAŁA MU GO. Ale dlaczego? –rozmyślała Karossa
Nie obchodzili jej mieszkańcy królestwa. Ich zdaniem nie była zdolna do innych uczuć, niż złość. To nie była jednak prawda. Królowa kochała swoją córkę.
Dlatego chciała, żeby Karina przyjechała na zamek i dlatego też oddała dziewczynie młodego jednorożca.
Królowa była uważania za wiedźmę bez serca. Zresztą nie bez kozery. Faktycznie, wiele osób miało z nią kłopoty. Dobra była jedynie dla swojego dziecka. Teraz martwiła się o swoja córkę. Tej nocy tez nie spała.
Rozdział XIII
Czarna przywódczyni
W krótkim czasie buntownicy uznali Karinę za jedną ze swoich. Wszyscy chętnie z nią rozmawiali, a dzieci uczyły ją gry w łapki, klasy, berka, czy chowanego lub skakania na skakance.
Urządzali konkursy w zbieraniu owoców, poszukiwaniu lub tworzeniu kryjówek itp.
- Co, jeśli ona nas złapie? Pozamienia nas wszystkich w kamienie
-Podobno nie ma uczuć.
- Mówicie o mojej matce i ja wiem najlepiej, czy ma uczucia, czy nie. A co do złapania, zrobimy barykadę, lub cos podobnego.
- Super!
- Co robimy Kari?
- My z Arianną to zaplanujemy. Jak coś ustalimy, weźmiemy się do dzieła. Wy też myślcie. Potrzebujemy kogoś w rodzaju sanitariuszy…
- Jednorożce i niektóre kobiety. Hori może pomóc
- Reszcie powiemy, może ktoś jeszcze się zgłosi
- Sanitariusze są. Teraz fort.
- Poszukamy kolejnej jaskini. Tam naznosimy mchu i kamieni. Jaskinię zamaskujemy. Mech i liście na wyściółkę, a kamienie i gałęzie na barykadę. Użyję magii, żeby zrobić tajne wejście na hasło. Będzie ono brzmiało WZW, czyli Walczący za Wolność.
Pomysł się wszystkim spodobał, więc z Arianną i Kariną ochoczo przystąpili do dzieła.
Gdy wszystko było gotowe, pod przebraniem poszli do miasteczka i kupili wyposażenie sanitariuszy oraz mini lodówkę. Zrobili szpital i „okienka strzelnicze”.
- Sprawdzamy broń. Są proce?
- Są!
- Procarze?
- Tutaj.
- Małe katapulty?
- Dwie. Jedna na dachu. Strzały w nich są ryzykowne, ale skuteczne. Tylko trzeba wyjść przez wyjście i wejść na dach
-Mamy zapasy?
- Lodówka pęka w szwach.
- Miałaś świetny pomysł, Kari
- Dzięki, Ari. Łuki ze strzelcami też są?
- Gotowi, ale zamiast ostrych strzał mamy pomidory!
- Celujcie im w oczy, to ich na chwilkę oślepicie. Wszyscy pamiętają hasło?
WZW!
- Dobrze. Mamy rozkładane krzesło – leżaki dla rannych ?
- Są!
- Jest miejsce dla „rogatych sanitariuszy”?
- Oczywiście
- Bądźcie gotowi zawsze i wszędzie. Moja matka jest totalnie nieprzewidywalna. No i ma bestie w swojej armii. Są silne i groźne. Bądźcie ostrożni.
W czasie gdy armia buntowników gotowała się do walki, za zamku też nie próżnowano. Bestie, by wyjść zwycięsko ze zbliżającego się boju, chodziły „ na rzęsach”, jeśli można tak powiedzieć. Myśli Karossy wciąż zaprzątał dzień ucieczki. Kim była ta wieśniaczka, z która uciekła Karina? I czy to w ogóle była wieśniaczka?
VIV
Wojna się zbliża
Na razie o kryjówce wiedziały tylko dzieciaki i królowa. Jednorożce spędzały czas w „forcie” wybudowanym przez dzieci, lecz mogły z niego wychodzić bezpiecznie. Młodzi wojownicy na zmianę czuwali w punktach obserwacyjnych by w razie zagrożenia ostrzec pozostałych. Zagrożenia jednak nie było widać w promieniu kilometra. W lesie było spokojnie. W pewnym momencie Karinie wydało się, że nawet za spokojnie. Zazwyczaj słyszała szum drzew i śpiew ptaków, a dziś? Głucha cisza! Jakby cała przyroda zastygła w oczekiwaniu. „Albo w lęku” pomyślała Karina. I gdy tak rozmyślała nagle rozległ się krzyk „Bestie! Bestie nadlatują!”
-Do kryjówki!
-Szybko! Biegnij Kari!
I w krótkim czasie wszyscy byli w kryjówce skupieni wokół księżniczek.
-I co teraz? My nie jesteśmy gotowi do walki!
-K: Spokojnie. Moja matka ma o wiele większą armię i dobrze o tym wiecie. To tylko mała grupa zwiadowcza.
-A: Walka się zbliża Kari. Karossa już szykuje się do walki.
-A: Córeczko, my też jesteśmy gotowi.
-A: Aris, dobrze wiesz, że z całą armią mamy małe szanse.
-K: W razie czego na ogień odpowiemy ogniem.
Powiedziała Karina, a potem zwróciła się do Arianny.
-K: Co robimy?
-A: Ty poprowadź innych by zebrać więcej zapasów i amunicji. Musimy też mieć gdzie spać. Zrób sypialnię pod jaskinią. Ja opowiem innym o kryjówce, strategii, i WZW.
W tym samym czasie na zamku królowa szalała z wściekłości, która tak naprawdę maskowała jej bezsilność wobec sytuacji.
-Co to znaczy, że ich „nie ma”!? Muszą być!
Gdzie mieli się ukryć jak nie w lesie? Tylko tam!
-Coś krzyczało…
-Nie coś! Nie coś wy głupie potwory tylko ktoś! Ktoś z nich musiał was zobaczyć i ostrzec innych!
-Ale chyba nie umieją się znikać?
-A jaskiń ile w lesie? Tysiące!
-I co?
-I to, wy tępaki, że się ukryli!!!
-Gdzie?
-W jaskini, a gdzie przepraszam!?
-Jakiej jaskini?
-Och… Porostu tam są i tyle! Gdzie słyszeliście kszyk?
-Na takiej bezdrzewnej polanie.
-Wy idioci! No naprawdę! I nie przyszło wam do tych zakutych łbów żeby to sprawdzić? Czy istnieje na świecie ktoś durniejszy od was?
-Yyyy… A ile jest odpowiedzi?
-Ja ich chyba… Och… Szykować Armię!
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania