Królestwo Arianny-WZW-księga 1-cz.7

XVII

Koniec wojny-nowe prawdziwe oblicze.

Mijał miesiąc od rozpoczęcia wojny. Od podwójnych urodzin upłynął już prawie rok. Arianna i Karina zbliżały się do dnia swych 15 urodzin. Nie uśmiechało im się wcale spędzić tego dnia na polu bitwy, lecz wszystko wskazywało na to, że tak się właśnie stanie. Dziewczynki z dnia na dzień były coraz bardziej smutne, a to dlatego, że ich sytuacja była coraz gorsza. Już dwa razy tylko dzięki czarom Kariny i jednorożców udało się ocalić barykadę przed zburzeniem przez rozwścieczone bestie. -Tak nie może być. Jeśli tak dalej pójdzie rozwalą barykadę. Potrzebują jej ranni i śpiący. Kiedy my udamy się na spoczynek będziemy w środku, ale pole bitwy musimy przenieść na zewnątrz. Jeśli nie będzie gdzie leczyć rannych i kryć jednorożców nasze szanse spadną do zera. -Będziemy walczyć poza jaskinią. Jesteś pewna, że to dobry pomysł.

-Nie musi być dobry Kari, ale jest jedyny poza przegraniem tej nieszczęsnej walki.

-No dobrze. Wszyscy walczący na zewnątrz!!! Przenosimy pole walki, bo inaczej nie będzie szansy dla rannych i jednorożców!!! Jedyna szansa na zwycięstwo to wyjście!!! Wszyscy na dwór!!!

Wszyscy obrońcy wybiegli wśród bojowych okrzyków.

-WZW!!! WALCZĄCY ZA WOLNOŚĆ!!!

-DO BOJU Z TYRANKĄ!!!

-OBROŃCY GÓRĄ!!!

-ZA KRAINĘ!!!

-ZA PARĘ KRÓLEWSKĄ!!!

-ZA KSIĘŻNICZKI!!!

I tak w dość krótkim czasie walka rozgorzała na zewnątrz. Obrońcy wykrzykiwali bojowe hasła, bestie ryczały, pociski latały tu i tam. Młodzi wojownicy krainy z narażeniem życia nacierali na bestie, a nawet na królową. W ferworze walki jedno z drzew zwaliło się i pchnęło kolejne. Za chwilę znowu runęło kilka drzew. Jeden z walących się pni przygniótł Karinę. Młodzi obrońcy krainy rzucili się jej na pomoc. Utrata głównej wojowniczki i zajęcie pozostałych dzieci próbujących wyciągnąć ranną i pół żywą Karinę spod pnia sprawiły, że szanse na zwycięstwo przechyliły się na stronę armii Karossy. Przegrana wojowników WZW wydawała się być już przesądzona. Nagle królowa wstrzymała swoją armię. Potwory przestały nacierać na usiłujące wydobyć spod zwalonego drzewa Karinę dzieciaki. Wycofały się na granicę polany i drzew i zniknęły wśród najbliższych drzew i krzewów. Na polanie pozostali tylko mali obrońcy-ratownicy i Karossa. Zapanowała pełna napięcia cisza. Wszyscy ukryci w jaskini patrzyli przez szpary na królową. Nie wiedzieli co zrobi, co oni mają robić i czego się spodziewać. Nastolatki stały oniemiałe wokół pnia. Arianna wyprostowała się. Spojrzała na królową i ujrzała w jej oczach żal. Lęk lub obawę. Czyżby to tego się bała? Tego, że jej córce stanie się coś złego? To miało sens. Bądź co bądź Karossa też była jak oni. Była zdolna do lęku, miłości i dobroci, tylko nie umiała i nie chciała tego pokazywać. Teraz księżniczka Arianna to zrozumiała. Tak, królowa kochała Karinę całym sercem. Nikt nie jest albo dobry, albo zły. Każdy jest i taki i taki i sam wybiera swoją drogę. Ale jakieś wydarzenie może tą drogę zmienić, lub ukazać, że jest i ta druga, która nie została wykluczona, a jedynie odrzucona i można ją jeszcze odzyskać. Dzieci powoli otrząsały się z szoku, a widząc, że ze strony Karossy chwilowo nic im nie grozi wracały do pracy, usiłując lekko unieść pień i wyciągnąć Karinę. Nie mogły jej szarpać, bo jeszcze bardziej skrzywdziły by przyjaciółkę. Arianna też wróciła do pracy, ale co parę chwil rzucała ukradkowe spojrzenia w kierunku królowej. W pewnym momencie dziewczynka całym wysiłkiem woli powstrzymała się by nie pokazać jak bardzo jest zszokowana tym co zobaczyła. W oczach Karossy błyszczały łzy. „Ona płacze” pomyślała dziewczynka. Długo nie mogła się zastanawiać nad tym co właśnie zobaczyła bo wszyscy teraz próbowali unieść pień chwytając go razem za jeden koniec. Przy Karinie pozostała jedna osoba, by wyciągnąć ją spod pnia, gdy pozostali przytrzymają ogromne drzewo zwalone podczas walki. Gdy mali ratownicy chwycili pień, ten nagle… podskoczył! To królowa strzeliła laserem w pień tuż przy ziemi co wywołało wstrząs wyrzucający kilka centymetrów nad ziemię gigantyczny pień przygniatający księżniczkę Karinę. Dzieci wykorzystały to chwytając koniec pnia tak, by bez przeszkód wyciągnąć Karinę. Dzieci skonstruowały szybko z wielkich liści i długich gałęzi nosze, na których wnieśli nieprzytomną Karinę do kryjówki. Jednorożce zaraz ułożyły się przy niej i zaczęły używać swojej magii, by ją uleczyć. Sanitariuszki odkażały i opatrywały zranienia oraz wlewały dziewczynce do ust ziołowe wywary i owocowe koktajle, by dostarczyć jej witamin i energii potrzebnych przy leczeniu. Bestie mruczały w lesie wyraźnie niezadowolone, że odwołano je z walki, nie rozumiejąc dlaczego nie pozwolono im pokonać buntowników. Karossa czekała w napięciu na polanie. Wiedziała, że w tej jaskini, do której wstęp mają tylko buntownicy ważą się losy jej dziecka. Od buntowników zależało teraz życie Kariny. Skuteczność działania sanitariuszy miała zadecydować o życiu lub śmierci córki królowej Karossy. Królowa wiedziała, że mogą nie mieć wyposażenia, bo nawet jeśli udali się po nie pod przebraniem, to ktoś taszczący dziesięć worków lekarstw i bandaży wzbudziłby zainteresowanie. O ile mieli wyposażenie przez pierwsze tygodnie walki, teraz mogło się ono wyczerpać, a Karina była bardzo poważnie ranna. Jedyne co pozostało to czekać i mieć nadzieję, że Karina wyzdrowieje.

Gdy królowa Karossa czekała na polanie, w jaskini sanitariusze i pozostali obozowicze walczyli o życie dziewczynki. Arissa podeszła do sanitariuszy, którzy opatrywali Karinę.

-Przeżyje?

-W tej chwili trudno powiedzieć. Robimy co w naszej mocy królowo. Była bardzo dzielna w walce. Wiemy, że wymagało to od niej wielkiej siły woli. Koniec końców walczyła przeciwko własnej matce.

-I co, i co mamo?

Arianna nie mogła się doczekać odpowiedzi, a jednocześnie się jej bała.

-Może będzie żyć, a może nie, ale sanitariusze się starają. Nie martw się córeczko.

Noc minęła niespokojnie. Jednorożce nie spały. Leżały przy Karinie. Od ich rogów biła magiczna poświata, która otulała dziewczynkę niczym kopuła ochronna. Obozowicze nie spali. Jedni woleli czuwać, inni spać nie mogli, a jeszcze inni chcieli spać w szpitalu, by być na miejscu w razie potrzeby i nie dawał im spać blask z rogów jednorożców.

Nad ranem, gdy Arianna klęczała obok przyjaciółki pojąć ją koktajlem z owoców leśnych Karia drgnęła. Otworzyła oczy.

-Ocknęła się, ocknęła!

Zawołała radośnie Arianna.

-Co się stało, Ari?

-Kari! Nie wstawaj. Jesteś ranna. Spadło na ciebie wielkie drzewo.

-Jakim cudem ja jeszcze żyję?

-Twoja matka użyła czarów, żebyśmy unieśli ten pień.

-Uratowała mnie?

-Tak. Dziwisz się?

- I tak i nie. Walczyłam po waszej stronie, ale jednak ona jest moją mamą.

-Nie męcz się. Jesteś ranna. Nie wyobrażasz sobie jak się wszyscy o ciebie baliśmy. Napijesz się koktajlu? Masz do wyboru, do koloru. Jest truskawkowy, poziomkowy jagodowy i wielo owocowy. Możesz też dostać ziołową herbatkę. Może być mięta, rumianek lub wszystkie lecznicze zioła naraz.

-Na razie jestem głodna. Proszę koktajl wielo owocowy.

-Proszę bardzo. Jednorożce całą noc przy tobie siedziały. Pewnie bez nich byśmy cię nie uratowali.

Wszystkich bardzo ucieszyło, że Karina wraca do zdrowia. Tylko księżniczce Ariannie wpadło do głowy, że królowa Karossa powinna wiedzieć o tym, iż jej córka wraca do zdrowia. Wybiegła ni zauważona przez nikogo na polanę.

 

Gdy stanęła na polanie nie wiedziała co powiedzieć. Jak miała się odezwać do kobiety, z którą nie dalej jak wczoraj toczyła prawdziwą wojnę. Nie musiała długo się zastanawiać, bo problem sam się rozwiązał.

-Co z Kariną?

-Obudziła się. Na razie na wszelki wypadek nie przyjmuje stałych pokarmów. Dajemy jej tylko koktajle i napary ziołowe.

-Dobrze. Czuje się już lepiej, tak?

-Tak. Wczoraj nie wiedzieliśmy nawet czy przeżyje. Myślę, że gdyby nie jednorożce nie udałoby się nam jej uratować. Czuwały przy niej całą noc i leczyły ją swoją magią.

-Och. Na szczęście żyje. Martwiłam się o nią.

-Tak, wiem. Dlatego przyszłam powiedzieć, że wraca do zdrowia. Do widzenia.

Dziewczynka obróciła się szybko i błyskawicznie znalazła się w kryjówce. Nie było jej łatwo rozmawiać z tą kobietą.

Następnego dnia Karina czuła się już lepiej. Dzięki jednorożcom szybko wracała do zdrowia. Po kilku dniach mimo osłabienia mogła na krótko wstać i przejść parę kroków. Wtedy obozowicze uznali, że powinna spotkać się z matką. Z pomocą Arianny i poznanej na obozie dziewczynki wyszła wraz z obozowiczami na polanę. Królowa bardzo ucieszyła się na widok córki.

-Mama!

-Karina. Jak się czujesz?

-Już lepiej. Dzięki jednorożcom i moim przyjaciołom.

-Tak. Przyjaciołom…

Dało się wyczuć zmianę nastroju królowej Karossy. Nie chciała, by jej córka dobierała sobie przyjaciół „A zwłaszcza takich” pomyślała. Przeciągające się milczenie stawało się z każdą mijającą chwilą trudniejsze do zniesienia. Pierwsza zareagowała księżniczka Arianna.

-Kari jest ciągle osłabiona, powinna wracać do kryjówki.

-Tak. Masz rację, wracajmy.

Arissa zgodziła się z córką. Pochód buntowników z królową Arissą i Kariną na czele ruszył w kierunku przejścia. Na końcu szła młoda Arianna. Gdy już miała odejść z polanki dobiegł ją głos królowej.

-Kim ty właściwie jesteś?

-O ile pamiętam pierwszego dnia się przedstawiłam.

-Kim jesteś naprawdę? Przecież nie zwyczajną dziewczynką. Ktoś zwyczajny nie pociągnął by za sobą buntu prowadzącego do prawdziwej wojny. Nie. Zwykłe dziecko nie umiałoby mi się otwarcie przeciwstawić w moim zamku.

-Może i racja, ale skąd wiesz, że nie zdarzył się wyjątek.

-Wyjątek? -prychnęła poirytowana Karossa.

-Jesteś kimś wyjątkowym, odmiennym od reszty. Za kogo ty mnie masz?! Ty masz w sobie coś, czego nie mają inni i w niczym, ani w wyglądzie, ani w ruchach, ani w zachowaniu nie przypominasz tej Hori. No i chyba jesteś wróżką, tak?

-Wróżką? Skąd ten pomysł?

-Masz skrzydła.

-No tak, masz rację. Hori nie jest tak naprawdę moją matką, a jedynie moją opiekunką przez okres pobytu w królestwie.

-Więc kim jesteś.

-Jestem Arianna, córka pary królewskiej i dziedziczka tronu Krainy.

I nie odwracając się więcej dziewczynka pobiegła do przejścia. Nie spostrzegła uśmiechu, który przez moment przemkną po twarzy królowej.

„Księżniczka. Obie mają zdolności przywódcze, nie dziwne, że je do siebie ciągnie. Że też Karina musiała się zaprzyjaźnić z córką Arissy. No cóż, muszę to jakoś przeżyć. Ale ciągle nie wiemy co dalej. Koniec to, czy nie koniec. Odwołałam moją armię, ale oficjalnie wojna nadal trwa.”

 

 

 

 

 

 

XVIII

Pokój w Krainie

-Gdzie idziesz mamo?

-Lepiej powiedz gdzie ty powinnaś być. Jest wcześnie Arianno. Wszyscy śpią, ty też idź spać.

- Gdzie idziesz?!

-Jesteś uparta jak osioł.

No dobrze, Karossa chciała ze mną rozmawiać. Wojna jest przerwana, ale oficjalnie trwa, musimy ustalić co z tym zrobić.

To mówiąc Arissa narzuciła ciemnopopielaty płaszcz i zasłoniła twarz oraz włosy kapturem.

W miasteczkach i wsiach pierwsze promienie słońca już się ukazały, lecz w Lesia było ciemno, tak jak w noc przy pełni księżyca, którego wątły blask pozwalał widzieć gdzie się stawia kroki. Na niewielkim tronie siedziała spowita w ciemne szaty postać. Mroczna Pani w wątłym świetle płonącej świecy, w ciemnym lesie wyglądała groźnie, ponuro, wręcz złowieszczo.

-W czym rzecz? –Zapytała krótko Arissa. Nie miała ochoty na rozmowę z królową Krainy cienia przed świtem.

-Po co to zdenerwowanie? –Zapytała Karossa spokojnie i cicho. Ta młoda Arianna zdaje się jest mniej wrogo usposobiona…

-Więc wiesz?

-Tak, już wiem. Nie sądzisz, że uważać dziewczynę z wrodzoną gracją i talentem przywódczym za zwykłe dziecko byłoby… niemądrze?

Królowa kontynuowała tym samym cichym i przez to tak przerażający głosem.

-Czego chcesz od mojej córki?

-Od niej?... Niczego. Od ciebie. Chcę zakończenia tych walk. Moja córka o mało nie straciła życia, jeśli tego nie zakończymy będziemy walczyć, dopóki jedna z nas nie zginie!

-Jedna z nas? –Zapytała z niedowierzaniem Arissa.

-Mamy po swojej stronie jednorożce z ich uzdrawiającą mocą i nie ja jestem jedyną przywódczynią. To księżniczki rozbudzają w buntownikach wolę walki. Nawet gdyby mnie zabrakło, one walczyły by dalej.

-Lecz co jeśli zginie Karina lub Arianna? Wtedy pozostałe przestaną się liczyć i wasz bunt upadnie. Nie chcę wygrywać kosztem życia mojej córki! –Karossa niespodziewanie podniosła głos.

-Więc co proponujesz. Obrońcy się nie poddadzą. Póki żyjemy WZW będzie walczyć za Krainę!

-Lecz ja również się tak łatwo nie poddaję.

-Co proponujesz?

-Narazie zakończmy wojnę i pomyślimy co dalej. Może uda nam się znaleźć jakiś... kompromis...

-Zgoda. Narazie nic nikomu nie grozi. Koniec walk. Ale nikt jeszcze nie wygrał.

 

-Chyba na razie wystarczy… tych rozmów.

-Na pewno. Do zobaczenia.

To mówiąc Arissa obróciła się i ruszyła do kryjówki uśmiechając się do siebie. Już wiedziała co zrobić by przekonać Karossę do zakończenia podboju. Gdy wróciła do kryjówki już nikt nie spał. Od zakończenia walk członkowie WZW dobrze sypiali, a w dzień tworzyli nowe przyjaźnie i zacieśniali między sobą więzy towarzyskie. Na kocu dostrzegła księżniczki. Dziewczynki siedziały naprzeciwko siebie. Arianna uczyła Karinę szyć i haftować. Dziewczynki rozmawiały i śmiały się, toteż żadna z nich nie spostrzegła jak Arissa zbliżyła się do nich.

-Cześć dziewczęta. Dobrze się bawicie?

Karina drgnęła. Arianna aż podskoczyła.

-Mamo! No wiesz. Wystraszyłaś nas. Nie zauważyłyśmy cię.

-Przy tej waszej zabawie mogłabym tu wjechać na słoniu lub żyrafie, wam i tak nie zrobiłoby to żadnej różnicy.

-I co, i jak poszło?

-Co jak poszło?

-Mama rozmawiała z Karossą.

-Z moją matką.

-No tak, tak mówię przecież.

-Uspokójcie się. Wojny zakończone. Na razie…

-Na razie?

-WZW się nie podda, ale i ona nie zamierza.

-Może porozmawiam z mamą. Spróbuję nakłonić ją do zmiany zdania.

-Możesz spróbować.

Arissa się uśmiechnęła. O to właśnie jej chodziło.

Następnego dnia Karina o świcie poszła na polanę.

-Cześć mamo.

-Karina? Co tu tak wcześnie robisz?

-Wiem, że chwilowo zakończyłyście wojnę. Wiem też, że nie oddałaś krainy członkom WZW.

-Musiałaś się zaprzyjaźnić właśnie z nimi. Walczysz u boku moich wrogów.

-Oni są dobrzy i walczą w słusznej sprawie. A ta dziewczynka jest taka miła. To od niej wszystko się zaczęło.

-Od Arianny.- Królowa raczej stwierdziła niż spytała.

-Więc już wiesz.

-Tak. To oczywiste, że zwykłe dziecko nie sprzeciwiłoby mi się w mojej siedzibie i nie pociągnęło za sobą buntu kilkuset osób. To przyszła władczyni, prawowita dziedziczka tronu.

-Wiem o tym.

-Póki ja jestem u władzy ty jesteś moją następczynią. Jeśli oni wygrają księżniczka Arianna będzie rządzić zamiast ciebie.

-Wiem i tak powinno być. To królestwo Arissy i Arsora, nie nasze mamo. Do nas należy Kraina Cienia.

-Tak! Kraina Cienia, gdzie możemy rządzić głupimi potworami, które mają tak ograniczone umysły, że nie pamiętają nawet jednego zdania wstecz! Kraina to królestwo urodzaju i obfitości! Tutaj jest pięknie, a u nas jedyne co jest to bezkresne skały i wciąż szalejące burze. Nie przeszkadzają mi chmury i deszcz, ale gdy widzę o ile to królestwo jest bogatsze od naszego dostaję białej gorączki! Kraina burz i niedostatku, gdzie panuje nie ustający huk i chaos! Takim królestwem chcesz rządzić?! Tam chcesz żyć?!

-Tak.- odparła spokojnie Karina- Bo należy do mnie i nie muszę tego świata kraść i krzywdzić jego mieszkańców.

Karossa nie odzywała się. Była pogrążona w swoich myślach.

-Mamo, proszę. Ja nie chcę z tobą walczyć, ale nie mogę pozwolić by życie mieszkańców Krainy dalej się tak toczyło. Zabierasz jednorożcom rogi, a wróżkom skrzydła.

-Jakoś lekkich i zwiewnych skrzydełek twojej kochanej Arianny nie zabrałam, a myślę, że jest w nich więcej mocy niż w skrzydłach jakiejkolwiek innej małej wróżki.

-Mamo. To nie jest nasz świat. Ty to ukradłaś. Ukradłaś zamek, służbę, poddanych i Krainę. A dopóki rządzisz tym co ukradłaś nie możesz mieć nad tym pełni władzy. Szacunku poddanych nie zyskasz gdy ich zastraszysz, a gdy nie będą o tobie myśleć z szacunkiem nigdy w ich sercach nie zgaśnie iskra buntu przeciw tobie. Tę iskrę wystarczy podsycić jedną odważną decyzją, by ta iskierka przerodziła się w ogromny płomień. Dopóki będziesz rządzić za pomocą strachu skradzioną ziemią nigdy nie będziesz znać dnia ani godziny gdy zagrożą ci wojowniczy obrońcy wolności i sprawiedliwości.

Karossa westchnęła cicho.

-Masz rację. I obawiam się, że o tym wiedziałam, lecz odpędzałam tę myśl jak wyjątkowo namolnego owada. Dobrze, zastanowię się nad tym. Idź już do przyjaciół. Muszę się spokojnie zastanowić.

XIX

Ostateczna decyzja

Obozowisko powoli zaczęło znikać. Członkowie WZW się pakowali. Wiedzieli, że teraz to już naprawdę koniec i mogą już wracać do swoich domów. Mieszkańcy wsi cieszyli się na myśl o tym, że mogą spokojnie uprawiać plony dla siebie, a nie dla złej królowej. Mieszkańcy miast mogli wracać do swojej pracy. Arissa znowu jako oficjalna władczyni zasiądzie na tronie u boku króla Arsora. Nikt nie wiedział dokładnie co sprawiło, że Karossa ustąpiła. Tylko rodzina królewska zdawała sobie sprawę, że to Karina przekonała swoją matkę do oddania Krainy. Gdy wszyscy się pakowali Arianna rzegnała się z Kariną na polanie, a obok para królewska rozmawiała z królową Karossą.

-Co się teraz stanie z tobą i Kariną?

-Wrócimy do naszego królestwa.

-Do Krainy Cienia?

-Tak. Wasze królestwo może jest ładniejsze od naszego, ale u nas też da się żyć.

-Może czasem nas odwiedzicie.

-Sądzę, że czasem to za mało. Dziewczynki bardzo się polubiły. Nie zniosą zbyt długiego rozstania.

-Jak się zjawicie to dajcie znać, bo inaczej mogą was nie wpuścić.

-Zorientujecie się.

-Po czym?

-Zjawieniu się kogoś z krainy cienia towarzyszy zawsze gwałtowna burza, która cichnie tak szybko jak się pojawia.

-Więc mam rozumieć, że jeśli z sekundy na sekundę rozpęta się wichura i zaczną trzaskać pioruny to mamy się was spodziewać?

-Mniej więcej tak. Podobne zjawisko towarzyszyło przybyciu Kariny na zamek.

-Dobrze. Może my też kiedyś was odwiedzimy.

-Zgoda, ale uważajcie. Kraina cienia to królestwo wiecznych burz.

W dwa tygodnie później, gdy wszyscy już wrócili do swoich domów i zajęć wszyscy od mieszkańców największych miast po najmniejsze wioski zebrali się na zamkowym dziedzińcu. Na Karossę i jej córkę czekał już czarno-granatowy powozik zaprzęgnięty w dwa ciemnogranatowe rumaki. Arianna i Karina ściskały się i nie mogły się od siebie odkleić. Mniej spektakularne, choć również przyjazne pożegnanie można było zobaczyć kawałek dalej gdzie para królewska rozmawiała z Karossą. Gdy wszystko już zostało powiedziane dziewczynki niechętnie odkleiły się wreszcie od siebie. Karossa wsiadła do powozu. Karina zajęła miejsce obok matki. Dwa rumaki ruszyły w tempie błyskawic wzbiły się w powietrze. Rozpętała się straszliwa burza. Nagle wszystko ucichło. Powóz zniknął wśród chmur, a w Krainie znów zaświeciło słońce. I nagle wszyscy, którzy brali udział w walce pomyśleli, że było warto. Uświadomili też sobie jak bardzo będzie im brakować Kariny. Członkowie WZW przyrzekli sobie, że będą się spotykać i zrobią wszystko by nie przegapić odwiedzin młodej czarodziejki, bo tego, że te odwiedziny kiedyś nastąpią byli pewni. Wszyscy już się rozeszli. WZW ustalało miejsce zgromadzeń w ogródku jednego z członków przy herbacie i ciasteczkach. Tylko rodzina królewska pozostała na dziedzińcu pomimo, że powóz mrocznej pani już dawno przekroczył barierę chmur i znalazł się w Krainie Cienia.

-Mamo, tato.

-O co chodzi?

-Będzie mi brakować Kariny.

-Nam także. Była bardzo dzielną wojowniczką.

-I wspaniałą przyjaciółką.

-Wystarczy. Nie możemy stać tu wieczność. Mamy dużo do zrobienia. Kraina bardzo ucierpiała na tej katastrofie.

Para królewska niechętnie wróciła do zamku, a księżniczka Arianna jeszcze długo stała patrząc w niebo. Gdy słońce zaszło i księżyc zabłysł na niebie Arianna z okna swojego pokoju spoglądała na gwiazdy. Czy tylko jej się zdawało czy widziała w nich roześmianą twarz przyjaciółki. Zdawało jej się, że jedna z gwiazd mruga do niej porozumiewawczo. A może ta tylko złudzenie. Wtem gwiazda mrugnęła znowu. Tym razem Arian na była już całkowicie pewna. Karina gdzieś tam jest i myśli o niej właśnie teraz.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Ela Pawlek 10.04.2016
    Fajna ta książka ciesze się ze są takie osoby jak ty i piszą takie fajne książki dzięki i pozdrawiam !!!!!! (: (:
  • Anabela 05.05.2016
    Dzięki
  • keke 02.06.2016
    Fajna książka i wgl jesteś super. Piszesz naprawdę dobrze. Pisz następne części bo są extra. Pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania