Królestwo za dodatkowe pięć minut
Zapomnijmy na chwilę o stereotypie bladawej postaci w rozciągniętym dresie, która siedzi w piwnicy i żywi się wyłącznie pizzą popijaną napojem energetycznym. Współczesny gracz to postać znacznie bardziej skomplikowana. To Twój szef z pracy, który wieczorami dowodzi czterdziestoosobową gildią w grze MMO, to nauczycielka Twojego dziecka, która w weekendy trenuje precyzyjne strzały w cyfrowym świecie, to wreszcie ktoś, kto potrafi przeznaczyć trzy godziny na dokładne dopasowanie kształtu nosa i koloru brwi swojego wirtualnego bohatera, by potem.. grać w trybie pierwszoosobowym i nigdy tej twarzy nie zobaczyć.
Sztuka grania w XXI wieku stała się czymś w rodzaju cichego buntu przeciwko rzeczywistości. Kiedy w realnym świecie ceny rosną, pogoda nie dopisuje, a praca domaga się uwagi, świat gier oferuje nam układ idealny: przejrzyste zasady i natychmiastową nagrodę. Zrobiłeś zadanie? Masz punkty doświadczenia. Pokonałeś przeszkodę? Dostajesz miecz, który świeci na fioletowo. Spróbuj dostać świecący miecz za terminowe oddanie raportu w korporacji, w najlepszym razie dostaniesz uśmiech kierownika i kolejny raport do zrobienia.
Jednak największym paradoksem społeczności graczy jest ich relacja z czasem. Doba gracza nie liczy dwudziestu czterech godzin, lecz dzieli się na „jeszcze jedną turę”, „tylko jeden mecz” oraz legendarne „zapiszę grę i idę spać”. Każdy, kto choć raz próbował zakończyć rozgrywkę o ustalonej godzinie, wie, że to prosta droga do złamania czasoprzestrzeni. Zawsze pojawia się nieoczekiwany przeciwnik, nowy poziom do odblokowania albo znajomy z sieci, który rzuca klasyczne: „Eee, to co, jeszcze jeden?”. I nagle okazuje się, że wskazówki zegara minęły trzecią rano, a Ty wcale nie czujesz zmęczenia, czujesz jedynie, że Twój pancerz ma zbyt niskie statystyki.
Mimo wszystko w tym całym cyfrowym szaleństwie jest coś głęboko ludzkiego. Gry przestały być zwykłą ucieczką od nudy, stały się miejscem spotkań, przestrzenią do przeżywania historii bogatszych niż w niejednym hollywoodzkim hicie i, co najważniejsze, czerpaniem czystej, dziecięcej radości z pokonywania trudności.
Zatem gdy następnym razem zobaczysz kogoś z przekrwionymi oczami i kubkiem trzeciej kawy w dłoni, nie oceniaj. Zapytaj raczej, czy udało mu się uratować świat. Bo bardzo możliwe, że ma za sobą naprawdę ciężką, nocną zmianę.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania