Królowa

W Międzyrzecu Podlaskim jest Pałac Potockich, który niedawno przeszedł kompletny remont i dziś dumnie reprezentuje moje miasto jako dziedzictwo kulturowe. Dookoła budynku zadbano również o zieleń, a ta w swojej elegancji iście wersalskiej, przyciągała do swych ogrodów tłumy ludzi w celach rekracyjnych; spacery, pikniki, a i co jakiś czas organizowane były różne wydarzenia kulturalne, jak koncerty, wystawy i wszelkiego rodzaju święta. Ogród Pałacu Potockich otaczał  park, pełen wiekowych drzew, które tworzyły aleje dla spacerowiczów. 

 

W Pałacu Potockich pracowała dobrze znana mi kobieta, starsza ode mnie o rok. W owym przybytku zajmowała się organizacją i nadzorem wszystkich wydarzeń kulturalnych miasta, ponadto była przewodnikiem dla odwiedzających miejsce interesantów.

 

Większość młodzieńczego życia obracała się wokół tych samych ludzi co ja. Była charakterna i piękna. Piękna do tego stopnia, że byłem kiedyś z nią na randce. Chociaż ona do dziś mówi, że to randka nie była. Wiem, że mówi tak tylko dlatego, że ta randka była najnudniejsza w naszym życiu, a bardzo na mnie leciała i wolała zakłamać historię, tylko po to by nie czuć goryczy porażki, że mnie nie zdobyła.

Nazywała się Arleta, ale odkąd pracuje w Pałacu i nim kieruje, ja nazywam ją Królową. 

 

- Przesyłam wyrazy ogromnej wdzięczności, że zechciała Królowa przyjąć swego poddanego na audiencję.

- Przestań pierdolić - odpowiedziała w typowym dla swego majestatu, sposobie.

- Błagam o wybaczenie.

- Wezwałam cię tu, by złożyć ci ofertę.

- Zamieniam się w słuch, najmiłośniej nam panująca, królowo Arleto Potocka. 

- W sobotę są walentynki i w kawiarni organizujemy kameralny koncert, na który przyjść mogą jedynie pary po wcześniejszym dokonaniu rezerwacji ze względu na ograniczoną liczbę miejsc.

- I jak mógłbym pomóc, waszej królewskiej mości? - spytałem.

- A tak, że ja się zapisałam tam jako pierwsza. I nawet ja, jako organizator, muszę spełniać obowiązujące wymagania.

- Proszę jaśniej, królowo, jam jest jeno prosty cham z Chamowa i mój umysł nie nadąża za myślami w kolorach błękitnej krwi, którymi mnie obdarowujesz. 

- Nie mam partnera. Potrzebuję partnera. Będziesz moim partnerem.

 

Zacząłem przecierać oczy ze zdziwienia, szczypać się pod żeberkiem by sprawdzić, czy to nie sen. Po chwili dostrzegłem zdegustowane, moim zachowaniem, spojrzenie królowej i dotarło do mnie, że dzieje się to naprawdę.

- Tak! Zgadzam się! Będę twoim partnerem! - wykrzyczałem z radością, skaczą z nogi na nogę.

- Przyjedź po mnie w sobotę o 18.  To tyle. Koniec audiencji - powiedziała oddalając się samotnie do swojej komnaty.

- Hola, hola! - krzyknąłem srogo - Tak to sobie możesz Arleta gadać do plebsu! 

- Co? - spytała zdziwiona.

- A to, że jeszcze przed chwilą mogłaś tak do mnie mówić, ale teraz wszystko się zmieniło.

- Co się zmieniło? 

- Zapraszając na walentynkowy koncert, mnie, Dominika Marka Jaśkowskiego jako swego partnera, nałożyłaś mi na głowę koronę królewską. Król w królestwie najważniejszy jest i należy mu się największy szacunek i bezapelacyjne posłuszeństwo!

- Domel, idź już.

- Rozumiem Twoje rozgoryczenie i zapomnijmy o tej niesubordynacji. Król Dominik łaskawy jest. Jednak drugi raz popełnionego błędu nie wybaczę i każę cię wychłostać, moja najdroższa.

 

Otworzyła drzwi do swej komnaty i zniknęła bez słowa.

- Hola, Hola! - krzyknąłem majestatycznie.

W sekundę pojawiła się z powrotem, co odebrałem jako poparcie mojej władzy.

- Słucham, mojego najjaśniej panującego Króla - powiedziała z niezrozumiałą mi złością w głosie.

- Arletko, to będzie nasza druga randka - wyszeptałem zalotnie.

- Ja pierdole! - rzuciła wściekle i trzasnęła za sobą drzwiami znikając w swej komnacie.

- Ach te baby - westchnąłem, po czym skierowałem się ku wyjściu mojego Pałacu. Pałacu Jaśkowskich. 

 

Chwytając za klamkę poczułem irytację, że muszę to robić sam i że jutro posprzątam burdel po jej panowaniu, a wrota straż królewska będzie otwierać przed swym panem. Albo nie! - pomyślałem dumnie - nie ma co czekać na jutro. Pierwsze rozkazy mogę wydać już teraz!

- Arleta! - Pałac aż zatrząsł się cały od mego królewskiego głosu - Dorożka przyjedzie po ciebie w sobotę o 18 i lepiej się dobrze podmyj, bo po kolacji zamierzam skonsumować nasz związek! 

 

Wyszedłem z głową pełną nowej nadziei na lepsze jutro. I przechadzając się po swych ogrodach snułem iście królewskie plany.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania