Poprzednie częściKroniki Wybawcy / Hobbit

Kroniki Wybawcy / Hobbit - Strona 5.

Hobbit został zaskoczony tajemniczą i subtelną wypowiedzią czarodzieja. Uniósł jedną brew do góry podejrzanie i powoli wychylił się zza jego pleców. Spojrzenie od razu padło na mnie. Zlustrował mnie z góry na dół przełykając niespokojnie ślinę. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały na dłuższy moment poczułam się dość nieswojo. Zacisnęłam usta w cienką linie cofając się jedną nogą w tył.

Gospodarz wrócił do swojej wcześniejszej pozycji i popatrzył niepewnie na przyjaciela. Staruszek tylko kiwnął porozumiewawczo głową. Hobbit pokręcił nosem jak to miał z zwyczaju i zaczął zastanawiać się nad czymś przez moment. Jednak po chwili westchnął przeciągle poprawiając swoją zieloną kamizelkę pozapinaną do ostatniego guziczka i powoli skierował się w moją stronę.

Przeszedł obok Gandalfa, muskając ramieniem jego długą, szarawą szatę i zbliżył się do mnie powolnym krokiem. Kiedy znalazł się tuż przede mną, w jego oczach pojawiło się wahanie, a dłoń powoli wyciągnęła się ku mnie.

– Bilbo Baggins – skinął głową.

– Diana Sallow – przez chwilę tylko patrzyłam na jego dłoń, aż w końcu odważyłam się ją ująć i odwzajemnić uścisk.

– Bilbo, potrzebuje twojej pomocy – odezwał się czarodziej.

Wspólnie z hobbitem spojrzeliśmy na starca.

– Diana musi odpocząć i dojść do siebie. Czy mogę liczyć na twą gościnę i pomoc? – niziołek zmarszczył czoło wpatrując się w niego wiedząc, że skrywa więcej, niż mówi.

– Resztę dowiesz się w środku jak nas tylko przyjmiesz, Bilbo... – westchnął starzec wiedząc doskonale, że nie ma szans wygrać z ciekawskim Hobbitem. Znał go nie od dzisiaj i był w stu procentach przekonany, że nie da za wygraną.

Niziołek dalej niepewny i nieprzekonany, kiwnął wreszcie głową na zgodę i szybko zaprosił nas gestem ręki wskazaną na wejście do jego domostwa.

Na wzgórzu, otoczonym zielenią i spokojem Shire, znajdował się właśnie domek hobbita, który już bodajże z daleka przyciągał wzrok swoim nietypowym urokiem. Nie przypominał mi zwykłych domów z cegły czy drewna. Był wtopiony w ziemię, jakby sam wyrósł razem z pagórkiem. Właściwie nie było widać dachu co zauważyłam przy innych domkach, bo w zasadzie wszystko porastało trawą i kwiatami, które dodawały temu niespotykanego, acz sielankowego charakteru.

Najbardziej rzuciły mi się w oczy okrągłe drzwi – szerokie, lśniące i pomalowane na głęboki zielony kolor. Po środku znajdowała się błyszcząca, złota klamka w kształcie gałki. Drzwi wyglądały na solidne, a jednocześnie zapraszające, jakby skrywały w sobie obietnicę ciepła i gościnności, której oczekiwałam.

Po bokach również widać było kilka niedużych, okrągłych okien z białymi ramami. Wystawały one nieco ponad ziemię, wpuszczając światło do wnętrza. Dzięki nim domek nie wyglądał jak nora, ale raczej jak przytulne, eleganckie mieszkanie. W oknach często można było dostrzec zasłonki, a czasem doniczki z kwiatami, które dodawały całości domowego klimatu.

Przed wejściem znajdowała się niewielka ścieżka z kamieni, prowadząca od furtki aż do drzwi. Wokół rosły krzewy, niskie drzewka i kwiaty, starannie pielęgnowane – widać było, że gospodarz dba o każdy szczegół. Całość sprawiała wrażenie miejsca spokojnego, w którym można było odetchnąć i poczuć się bezpiecznie.

Choć domek nie był duży ani okazały, miał w sobie niezwykły urok. Wyróżniał się prostotą i oryginalnością, a każdy, kto spojrzał na niego, wiedział od razu, że mieszka tam ktoś wyjątkowy i dobry.

Przez dość spore drzwi weszłam jako pierwsza i wyprostowana, jakbym wchodziła do zwyczajnego domu. Jednak czarodziej nie miał tyle szczęścia. Ze swoim wysokim wzrostem musiał zniżyć głowę i porządnie się pochylić, by zmieścić się w okrągłym wejściu.

Gdy tylko przekroczyłam próg, znalazłam się w długim i przytulnym korytarzu. Ściany wyłożone były jasnym drewnem, a podłogę przykrywały miękkie dywany, które tłumiły kroki. Po obu stronach ciągnęły się rzędy drzwi. Wszystkie okrągłe, niczym te wejściowe, prowadzące do kolejnych pomieszczeń. Panował tam niezwykły porządek. Nigdzie nie walał się żaden drobiazg, a każdy kapelusz i płaszcz miał swoje miejsce na wieszaku.

Kiedy zajrzałam do kuchni, poczułam od razu zapach świeżego chleba i przypraw. Na półkach znajdowały się miseczki, kubki i talerze, a w szafkach ukryte były przetwory i zapasy. Od serów czy wędlin po beczułki z piwem i winem. Było tam tak przytulnie, że aż chciało się usiąść i poczekać na filiżankę herbaty.

Jadalnia była równie urocza, z dużym, drewnianym stołem, przy którym mogło zasiąść wielu gości. Obok znajdował się salon z wygodnymi fotelami i kominkiem, w którym ogień wywoływał trzask palonego drewna. Ciepłe światło świec i lamp sprawiało, że każde z tych miejsc tchnęło domowym spokojem.

Im dalej szłam, tym bardziej przekonywałam się, że ten domek, choć ukryty w zboczu wzgórza, miał w sobie coś niezwykle eleganckiego i gościnnego. Nie był to zwyczajny dom. Był to prawdziwy azyl, w którym można by spędzić całe życie, nie tęskniąc za światem na zewnątrz.

Przez ułamek sekundy poczułam dreszcz, który przeniknął przez całe moje ciało spowodowane prawdopodobnie ciepłem z kominka, które rozgrzało całe mieszkanie. Zatrzymałam się w miejscu tuż obok czarodzieja, chwyciłam skrawek materiału bluzy palcami i delikatnie pociągnęłam w dół nie wiedząc co ze sobą mam zrobić.

– Pewnie jesteście głodni i spragnieni? Na wasze szczęście akurat szykowałem kolacje – powiedział lekko uśmiechnięty Bilbo patrząc to na mnie to na Gandalfa.

– Ja odmówię, ale Diana by z chęcią zjadła - odpowiedział jako pierwszy starzec machając lekko dłońmi w geście odmowy.

- Podejrzewam, że już od dłuższego czasu nic nie jadłaś? – kolejne zdanie skierował do mnie zerkając w moją stronę.

Zdałam sobie sprawę, że przez wszystkie wydarzenia, jakie mnie do tej pory spotkały, musiało upłynąć już sporo czasu. Jednak w chwili, gdy do moich uszu dotarło słowo - jedzenie, poczułam wyraźne burczenie w brzuchu i nagle cała moja uwaga skupiła się na tym prostym, lecz niezwykle kuszącym temacie.

– Wiedziałem – czarodziejowi uniosły się kąciki ust do samej góry.

– Proszę, usiądź i jedz – powiedział gospodarz.

Nieśmiało, a przy tym zmęczona, zrobiłam tak, jak poprosił. Ujrzałam przed sobą wielki, biały talerz ze złotymi zdobieniami, na którym spoczywała doskonale wysmażona ryba. Obok niej ułożone były małe, pokrojone ziemniaczki oraz czerwone buraczki. Zapach potrawy był tak kuszący, że trudno było się oprzeć – nawet jeśli ktoś taki jak ja, nie przepadał na co dzień za rybą. Zresztą, jakże mogłabym odmówić, skoro pan Bilbo ugościł mnie, nawet nie znając mnie wcześniej ani trochę?

– Dziękuję, panie Bilbo – skinęłam głową, po czym zaczęłam jeść i delektować się niezwykłym smakiem.

Kiedy zajadałam się swoim swoim posiłkiem, Gandalf wraz ze swoim przyjacielem udali się do salonu. Słyszałam jeszcze cichy szmer ich rozmowy i ciężkie kroki na drewnianej podłodze, aż w końcu zapadła wokół mnie przyjemna cisza, którą wypełniał jedynie aromat potraw stojących przede mną.

Starzec usiadł wraz z gospodarzem na miękkich, czerwonych fotelach ustawionych w stronę kominka, w którym dalej było słychać charakterystyczny trzask.

– Możesz mi powiedzieć, o co chodzi? – zapytał Bilbo szeptem, spoglądając niepewnie na przyjaciela – widzę, że coś jest nie tak. Kim ona jest?

Gandalf westchnął i przeniósł wzrok z hobbitowego pytania na płomienie tańczące w palenisku.

– Sam nie wiem – odparł cicho – ale mam pewne podejrzenia.

- Jechałem do ciebie w odwiedziny, kiedy to się stało. Przejeżdżając przez las, nagle poczułem silny podmuch wiatru znikąd, a niebo rozświetliła złota zorza. Chwilę później pojawiła się dziwna energia... przenikała przez moje ciało, zostawiając uczucie piekących, małych iskier. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak potężną mocą. Nie mogłem tego zignorować, więc udałem się w stronę, skąd to wszystko przyszło.

Gandalf zamilkł na moment, wpatrując się coraz intensywniej w ogień, jakby chciał w nim odnaleźć właściwe słowa.

– Gdy dotarłem na miejsce, ujrzałem ją – kontynuował już łagodniejszym tonem – leżała tam, na miękkiej trawie bez ruchu, taka bezbronna... Myślałem, że nie żyje, lecz kiedy zbliżyłem się bardziej, zobaczyłem, jak jej klatka piersiowa powoli się unosiła. Oddychała. Ale to nie wszystko. – czarodziej zwrócił nagle poważny wzrok na Bilba. – Wokół niej była złota aura. Otaczało ją światło czyste jak słońce i żar niczym z samego ognia. To coś... to było potężniejsze niż moc samego Sarumana Białego.

Twarz Bilba pobladła. Jego oczy rozszerzyły się ze strachu i niedowierzania. Przez stres sięgnął po fajkę i zaciągnął się dymem.

– Najgorsze jest to, że już kiedyś widziałem coś podobnego... prawie 100 lat temu – mruknął czarodziej.

Hobbit słysząc słowa siwobrodego zakrztusił się tytoniem i otworzył szeroko oczy.

– Ona... ona nie jest człowiekiem? Jest niebezpieczna? - dopytywał się niziołek.

Siwobrody czarodziej lekko pokręcił głową.

– Człowiekiem jest, to pewne. Lecz nie wiem, czym jeszcze może być. Na razie nie wydaje się groźna. Obserwowałem ją odkąd ją znalazłem – jest zagubiona i przestraszona. Nie wie, gdzie jest ani jak tu trafiła. Jednak po jej ubiorze mogę stwierdzić jedno, nie pochodzi stąd - Gandalf na chwilę zamilkł, pogrążony w zadumie.

– Co masz na myśli? – głos hobbita wyraźnie zadrżał niepokojenie.

– Ze Śródziemia – odpowiedział bez namysłu Gandalf.

***

Właśnie skończyłam pyszną kolację, obserwując mrok za oknem. Wytarłam usta białą chusteczką i wstałam od stołu. Wzięłam brudny talerz i sztućce, wkładając je do zlewu. Odwróciłam się w stronę korytarza, wyglądającego jak tunel, który prowadził prosto do salonu. Wolnym krokiem udałam się w jego stronę, lekko wzdychając.

Będąc już obok, usłyszałam fragment rozmowy.

– ,,Nie wie, gdzie jest ani jak tu trafiła. Jednak po jej ubiorze mogę stwierdzić jedno, nie pochodzi stąd" - usłyszałam głos czarodzieja.

– ,,Co masz na myśli?" – następnie usłyszałam niespokojny głos hobbita.

– „Ze Śródziemia" – odpowiedział mu starzec.

Stanęłam bez ruchu i poczułam coś dziwnego – coś czego nie potrafiłam wytłumaczyć. Powoli zaczęłam się cofać. Odwróciłam się i jak najciszej wyszłam na zewnątrz, by zaczerpnąć świeżego powietrza.

Noc była pełna pięknych, lśniących gwiazd. Powiewał chłodny, lekki wiatr, kołysząc moje ciemne, kasztanowe włosy. Na polu panował spokój i cisza. Jedynym dźwiękiem były świerszcze i łomotanie mojego serca.

Zamknęłam oczy i głośno wypuściłam powietrze z ust. Ręce zaczęły mi lekko drżeć. Odbiłam się plecami od drzwi i zaczęłam chodzić w tę i wewtę, zastanawiając się nad tym wszystkim. Od spotkania z Frodo na chwilę zapomniałam, dlaczego tu jestem, ale słowa Gandalfa przypomniały mi o tym.

I wtedy wróciło frustrujące pytanie z tyłu głowy - dlaczego?

– To musi być jakiś nie śmieszy żart! Nie ma innego wytłumaczenia, na Boga! – krzyknęłam, łapiąc się za głowę – chcę do domu, do rodziny...

Mój głos złamał się, nie wytrzymałam tego. Kucnęłam, a pojedyncza łza spłynęła po bladym policzku.

– Boję się, cholernie się boję... – wyszeptałam, czując ogromny ciężar w gardle, przez który nie byłam w stanie wydobyć ani słowa więcej.

Przez moje szlochanie i natłok myśli w głowie nie słyszałam, jak ktoś się do mnie zbliżał. Kiedy jednak poczułam czyjąś dłoń na ramieniu, przestraszyłam się, a serce momentalnie zabiło szybciej, przeszywając mnie ogromnym ukłuciem w samym środku. Jęknęłam.

– Kurwa, nie teraz... – wyszeptałam, ściskając mocniej dłońmi ciemną bluznę, oddychając coraz szybciej.

– Diana, wszystko porządku? Co się dzieje? – Gandalf kucnął obok, przytrzymując mnie.

– Plecak, lekarstwa... – szepnęłam, czując, jak robi mi się coraz gorzej.

Gandalf spojrzał na mnie zaskoczony i zaniepokojony, rozglądając się dookoła siebie. Po chwili zmarszczył brwi.

– Nie widziałem przy tobie żadnego plecaka i jakie lekarstwa? - dopytał.

– O nie... tylko nie to. Lekarstwa są mi potrzebne, bo choruję na serce i muszę je brać regularnie – wydyszałam – bez nich umrę...

Poczułam, jak moje ciało coraz bardziej słabnie. Przed oczami zaczęły mi się pojawiać czarne plamki, które zakrywały zmartwioną twarz starca. Ostatnie, co mogłam z siebie wydusić, to słowo proszące o pomoc... a potem nastała ciemność.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania