Kroniki Wybawcy / Hobbit - Strona 7.
Popatrzyłam na Bilba, lekko zaskoczona, a on tylko wzruszył ramionami i uśmiechnął się delikatnie.
– Wie, co robi – powiedział spokojnie, spoglądając w stronę drzwi. – Wróci. Jeśli tak powiedział, to tak zrobi.
Przytaknęłam, próbując uwierzyć w jego słowa, ale wciąż czułam w sobie niepewność. W oczach Hobbita dostrzegłam coś, czego nikt nie chciałby ujrzeć – ciche wahanie i niepewność, chowająca się nieporadnie za lekkim uśmiechem.
***
Każde kolejne dni w Shire mijały szybko. Powoli zaczęłam przyzwyczajać się do tego miejsca. Z czasem bardzo polubiłam Hobbita. Już nie podchodził do mnie z takim dystansem jak wcześniej.
Opowiedział mi o swoim świecie, a ja podzieliłam się moim. Dzięki temu zaczęliśmy się naprawdę rozumieć. Bilbo wprowadził mnie w zwyczaje i obyczaje tego świata, tłumacząc wszystko cierpliwie i z humorem. Dowiedziałam się też, że w Śródziemiu żyją istoty takie jak czarodzieje – na przykład Gandalf – elfy, krasnoludy, ludzie i wiele innych stworzeń.
Dla mnie to wszystko nie było niczym zupełnie nowym. Wychowałam się na filmach fantasy i grach komputerowych, które pokochałam, a ten gatunek uwielbiam do dziś.
Jednak wciąż zastanawiam się, co tak naprawdę robię w tym świecie i dlaczego akurat ja. Mam nadzieję, że wkrótce nadejdzie moment, kiedy dowiem się wszystkiego – całej prawdy, która wciąż się przede mną ukrywa.
Hobbici z miasteczka przyzwyczaili się już do mojego pobytu. Większość była bardzo miła i przyjazna, ale znalazły się też osoby, które patrzyły na mnie z pogardą i niesmakiem. Niestety, nigdy nie jest tak pięknie, jakby się chciało.
Na następny dzień, po odejściu Gandalfa, Bilbo zabrał mnie na targ. Pomógł mi wybrać nowe ubrania, żeby nie wyróżniać się w tłumie. W końcu w spodniach z dziurami i rozsuwanej czarnej bluzie z kapturem wyglądałam... cóż, trochę podejrzanie. Nie chcieliśmy ryzykować nieprzyjemnych niespodzianek.
Dowiedziałam się, że hobbici są spokrewnieni z ludźmi, co bardzo mnie ucieszyło. Z natury byli mili i uprzejmi, niezbyt ciągnęło ich do podróży. Woleli zostawać w swoich przytulnych gniazdach i nie wychylać się za bardzo. Cenili wygodę, również i w tym względzie wcale się nie różniliśmy.
***
– Diana! – usłyszałam wołanie hobbita z kuchni.
– Tak? – odpowiedziałam, odkładając kawałek papieru na stronę książki, którą właśnie przeglądałam aby móc ją odnaleźć po zamknięciu książki.
Wstałam z fotela i odłożyłam książkę na półkę.
– Chodź, pomożesz mi zrobić zakupy – powiedział Bilbo, podchodząc do mnie z torbami w rękach.
– Pewnie, tylko ubiorę buty – odparłam.
Wyszłam z salonu na korytarz, podeszłam do małej drewnianej szafki i wyciągnęłam czarne, sznurowane buty sięgające do kolan.
Wstałam i spojrzałam w lustro. Moje brązowe włosy sięgające łopatek zostały związane w gruby warkocz, który odłożyłam na bok. Mój ubiór też uległ zmianie. Nosiłam ciemnobrązowe spodnie, czarny skórzany pas i zwykłą białą koszulę z długim rękawem. Rozcięcie na biuście było związane drobnymi białymi sznurkami, więc wszystko pozostawało w granicach przyzwoitości.
Wzięłam wiklinowy kosz i wyszłam na dwór.
– Już jestem – powiedziałam, kiedy podeszłam do Bilba. Otworzył małą drewnianą bramkę i przepuścił mnie pierwszą. Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił uśmiech.
Kawałek drogi dzielił nas od rynku, ale pogoda była przepiękna, więc nie miałam powodów do narzekania.
– To co planujesz kupić, panie Bilbo? Znowu rybki? – zagadałam, uśmiechając się zadziornie.
Bilbo tylko pokiwał palcem.
– Tak, żebyś wiedziała. Świeże rybki, ziemniaczki, jakieś zioła... i może warzywa oraz owoce.
Pokiwałam głową z uznaniem.
– U siebie nigdy bym nie zjadła ryby, ale ty robisz je tak pysznie, że nie mogę się im oprzeć. Poza tym, ryba jest dobra na żyły i krążenie – dodałam spoglądając na niego.
Na twarzy Bilba pojawiło się zadowolenie i duma, co sprawiło, że uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
***
Byliśmy już na pagórku, gdzie stoi dom hobbita. Bilbo wszedł pierwszy przez bramkę z zakupami, a ja zatrzymałam się i odwróciłam w stronę zachodzącego słońca.
– Jest takie piękne... – szepnęłam sama do siebie.
W tym momencie poczułam nagłe ukłucie w sercu i ogarnął mnie smutek. Spuściłam wzrok na kosz pełen warzyw i owoców, który trzymałam w rękach.
– Jestem tu już jakiś czas, a Gandalfa nadal nie ma... – pomyślałam, a uczucie kłucia nasiliło się – wciąż nie wiem, jak wrócę do domu, czy w ogóle zobaczę się z rodziną... ani czy to w ogóle możliwe.
Westchnęłam przeciągle i powolnym krokiem weszłam na posiadłość Bagginsów, czując mieszankę tęsknoty i niepewności.
Bilbo odkładał torby na blat w kuchni, zerknął przez okno i zauważył mnie stojącą przy zachodzie słońca. Potem zobaczył, jak moja głowa opada w dół, a serce mu pękało na ten widok.
– Przyjacielu... gdzie jesteś? – wyszeptał cicho, smutny – Ona cię potrzebuje...
Postawiłam kosz na drewnianym stole i zaczęłam nerwowo wyciągać jego zawartość. Przez moją nieuwagę kilka pomidorów spadło na podłogę, rozgniatając się i brudząc drewniane panele.
– Cholera jasna! – warknęłam, pochylając się, by je pozbierać.
– Ej, ej, w porządku, nic się nie stało – Bilbo kucnął obok i delikatnie chwycił mnie za ramię.
– Jak to nie? Twoje pomidory... przeze mnie się zmarnowały – szlochałam cicho. – Przepraszam, Bilbo, nie wiem, co się ze mną dzieje...
Poczułam, jak łzy gromadzą się w kącikach oczu. Przyjaciel to zauważył i mocno mnie przytulił.
– Nie płacz. Wszystko się jakoś ułoży, Gandalf znajdzie na to sposób, zobaczysz – wyszeptał mi do ucha, głaszcząc po włosach, bym się uspokoiła.
Wiedział, że cierpię. Młoda kobieta w świecie, którego nie zna, daleko od rodziny... to musi być straszne i niestety takie też było.
– Boję się, Bilbo... – szepnęłam, opierając się na nim lekko – boję się, że nie wrócę do domu. Faktycznie przyzwyczaiłam się do tego miejsca, ale dom to dom, prawda?
***
Prawie kolacja była gotowa. Zostało tylko nakryć do stołu. Więc wzięłam dwa białe talerze i położyłam je na stole, ustawiając obok widelce i noże. Do tego doszły szklanki na sok.
– Usiądź, już nakładam – powiedział Bilbo, a ja od razu wykonałam jego prośbę.
Przede mną pojawiła się pyszna rybka.
– Dziękuję – odparłam.
– Na zdrowie, moja droga – odpowiedział, zakładając sobie również i siadając naprzeciwko mnie.
– Przepraszam jeszcze raz za tę sytuację. Jak tylko zdobędę jakieś pieniądze, odkupię ci te pomidory – nie mogłam dłużej tego trzymać w sobie, poczucie winy było zbyt duże.
Bilbo zmarszczył brwi i spojrzał na mnie.
– Już mówiłem, nic się nie stało – odłożył widelec na stół i uważnie mi się przyjrzał, jakby chciał upewnić się, że naprawdę mu wierzę.
– Posłuchaj... – zaczął Bilbo, a jego głos był ciepły i spokojny – nie wiem dokładnie, jak to jest być z dala od domu, ale podejrzewam, że strasznie. Może teraz nie zastąpię ci rodziny, ale chcę, żebyś czuła się tutaj jak w domu.
Na te słowa zrobiło mi się ciepło na sercu.
– Dziękuję – odpowiedziałam, uśmiechając się. – Jesteś wspaniałym i niepowtarzalnym hobbitem, Bilbo... a przede wszystkim cudownym przyjacielem. Dzięki tobie trochę się odnalazłam, trochę ożywiłam. To ty mi dałeś nadzieję na lepsze jutro.
Uśmiechnęliśmy się do siebie i oboje wzięliśmy widelce do rąk. Już miałam odkroić kawałek ryby, kiedy nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi wejściowych, które rozniosło się echem po całym domu.
Komentarze (1)
Ciężko mi się wczytać gdy kilka razy WP mam przeczytanego.
Brakuje trochę tej duszności, mroku i ciężaru J.R.R.T.
Ale, od siebie powiem, szacun że wzięłaś się za to.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania