Krótka historia
Jako chłopiec uwielbiałem wracać z nią ze szkoły. Wtedy jeszcze nie wiedziałem czemu działa na mnie zupełnie inaczej niż inne dziewczyny. Czemu mnie przyciąga. Za młody byłem, żeby rozumieć takie rzeczy. Wiedziałem natomiast, że było mi przy niej dobrze. Spokojnie i przyjemnie. Rozmawialiśmy dużo. Śmiała się często. Chwilami patrzyła ze szczerym zachwytem w oczach, jak na jednej nodze skaczę po murku przydrożnym, lecz częściej budziła mój podziw, wewnętrzną aurą pełną dobroci.
Na podwórku wszystko się zwykle zmieniało. Szybko otaczał ją kordon chłopaków. Kilku się biło, kilku przechwalało, kilku opowiadało kawaly. Nie byłem z nich najśmieszniejszy czy najsilniejszy a w ich towarzystwie jakoś też mniej wygadany. Nie miałem zamożnych rodziców, żeby świecić co miesiąc nowym zegarkiem. Siedziałem naprzeciw ławki na trawie, zastanawiając się jak się w tą niezręczną sytuację wplątałem i jak się wyplątać. Też widziałem po niej, że to towarzystwo jest gotowa poświęcić dla mnie więc, któregoś dnia nie wytrzymałem i spytałem, czy chciałaby pójść ze mna teraz na spacer? Reakcja chłopaków była szybka. Chwalipiętek zaczął nabijać się z moich butów, pokazująć przy tym swoje nieprzyzwoicie drogie lakierki. Zgrywus na poczekaniu wymyślił na mój temat skecz, każdą po kolei cechę mojego charakteru obrócił tym samym w wadę. A Bitnik, bez pardonu dał mi w nos. Oddałem mu z nawiązką i jak już oboje usiedliśmy na trawie z zakrwawionymi twarzami, zobaczyłem jak blady strach wypełnia jej oczy. Zobaczyła moje mroczne oblicze. Uciekła do domu. Później nie wracaliśmy już razem. Mówiła, że przyciągam kłopoty, że rodzice jej zabronili się z nim widywać. Płakałem kilka tygodni. Tęskniłem i nie rozumiałem czemu, ani czemu to tak bardzo boli.
W liceum wiele się zmieniło. Regularne bójki za szkołą, stały się sposobem na aprobatę społeczności szkolnej. Zaakceptowałem etykietę szkolnego zadymiarza. Ona szybko okrzepła brutalnością licealnej atmosfery, tym samym przestałem być już taki straszny. Przez miesiąc i tydzień, znów wracaliśmy razem ze szkoły. Znów snuliśmy wspólne marzenia. Teraz już dojrzalsze. Znów widziałem w jej oczach błysk podziwu i ciekawość. Znów wszystko skończyło się na podwórku.
Chłopaki z osiedla sypali durnymi żartami, prezentowali złote łańcuchy przekraczające wymarzone kieszonkowe, skakali sobie do gardeł jak koguty. Na szczęście miałem wyrobioną renomę, więc nie musiałem się martwić, że ktoś do mnie podskoczy. Znów chciałem się stamtąd wyrwać, znów widziałem, że ona też i znów zapytałem, czy ma ochotę się przejść? Chłopaki nie zawiedli i tym razem. Jeden odpalił furę, zaprosił wszystkich. Wsiadła ona jako pierwsza. Wsiedli koledzy, a dla mnie zabrakło miejsca. Patrzyłem jak odjeżdżają. Dałem się wyrolować jak frajer. W gniewie pobiłem przypadkowego dziada pod sklepem monopolowym. Okazał się być bratem komendanta. Znów nie chciała się zbliżać. Byłem w końcu tym co przyciąga kłopoty. Tylko tym razem faktycznie wpadłem w tarapaty, z których pomogli mi wyjść wysoko postawieni znajomi ojca, lecz nie za darmo.
Przed maturami, bez wiary zaprosiłem ją na studniówkę. Zgodziła się. Czułem jakby mi się niebo uchyliło. Zacząłem planować wspólna przyszłość, ale to również spłoneło na panece. Kto mógł przypuszczać, że kiedy przyszedłem po nią tuż przed studniówką, zastanę ją w kiepskim stanie. Miała oczy spuchnięte od łez. Wymamrotała, że jest w ciąży i że miesiąc temu zdała sobie sprawę, że od zawsze to mnie kochałaś i chciałaś zerwać dla mnie z chłopakiem, tylko pożegnanie wyszło trochę niezaplanowane.
Uciekłem. Kolejne kilka miesięcy piłem. Żyłem na ulicy w innym mieście, w innym kraju. Kradłem jedzenie, żebrałem na alkohol, aż zdałem sobie sprawę, że życie się nie skończyło. Wciąż mam dużo do zrobienia. Wróciłem do domu. Pokonanie niecałego tysiąca kilometrów zajęło mi trzy tygodnie z hakiem. W domu przywitali mnie po równo gniewem i radością. Opowiadali i opowiadali, jakby mnie co najmniej dekadę nie było. Wyprostowalem kręgosłup moralny. Poszedłem pracować do rzeźnika. Kroiłem martwe świńskie łby piłą na pół. Zarabiałem, odkładałem, dostałem się na studia i wyjechałem. Z dyplomem założyłem firmę w dużym mieście, obłowiłem się. Codziennie ćwiczyłem. Dbałem o ubiór, zapach i umysł. Ani dzień nie przestając myśleć, o tajemniczym uśmiechu, którym mnie czasami raczyła.
Dwadzieścia parę lat później odwiedziłem rodziców na święta. Żyli z dnia na dzień na skromnych emeryturach. Dbali o siebie z osobna i nawzajem. Pili wspólnie lampkę wina przed spaniem. Tata od czasu do czasu delektował się koniakiem. Poszedłem na spacer po miasteczku, żeby zobaczyć co się zmieniło. Faktycznie czas odcisnął piętno i na architekturze. Pizzerię, w której spotykało się letnimi popołudniami całe liceum, przerobili na odzieżowy. Stare drewniane domy, pierwsze jakie stanęły w regionie, pochłonął ogień i przykrył supermarket. Kino … Dziura w ziemi rozkopana. Właściciel w trakcie budowy się powiesił, spadkobiercy się wyrzekli. Nikt się nie kwapi, żeby skończyć budowę. Będzie stała ruina latami.
Kiedy kupowałem kwiaty na grób babci, mignął mi znany blond kosmyk. Stała przede mną dziewczyna jakby czas się dla niej stanął. Najpierw wyglądała na trochę skołowaną, lecz kiedy rzuciłem głupim żartem jeszcze z czasów podstawówki, wyjaśniła śmiejąc się przy tym uroczo, że mówię o jej mamie. Zapytałem, czy mogę ją odprowadzić do domu. Zgodziła się. Z rozmowy wynikło, że dobrze wiedziała kim jestem, kim byłem dla jej matki. Kiedy weszliśmy na podwórko przybiegli jej koledzy, ale nie mieli odwagi podchodzić za blisko.. Wsiedli w drogie auto jednego z ich ojców i pojechali Bóg wie gdzie. Została ze mną. Wiele pytała, wiele odpowiadała. Miałem pełną świadomość, że nie rozmawiam z jej matką, jednocześnie był to pierwszy raz odkąd pamiętam, że o niej zapomniałem. Wtedy usłyszałem, że jej pierwszy raz chce przeżyć z dojrzałym mężczyzna i uważa, że ja nadaje się najlepiej do tego zadania.
Wbiło mnie to w ziemię. Kilkuminutowa ciszę jaką to wyznanie spowodowało, przerwał jej właśnie przybyły chłopak z wyrzutem, gdzie się szwęda, kim ja jestem i tak dalej. Wywiązała się z tego dramatyczna kłótnia, którą trzeba było zakończyć, zanim się na dobre rozdmuchała. Stanąłem między nimi twarzą do dziewczyny. Spojrzałem w te same niebieskie oczka. Uśmiechnąłem się, obróciłem do chłopaka i poprosiłem, by poszedł już do domu, bo się zrobiła z tego wszystkiego atmosfera niekomfortowa.
Czułem jak ona zbliżyła się do mnie położyła dłoń na moich plecach i przesuwała ją powoli w górę, wzdłuż kręgosłupa. Chłopak odszedł ze spuszczona głową bez oglądania się za siebie. Dziewczyna przybliżyła się i objęła mnie. Nie potrafiłem się dłużej opierać. Wskazałem na auto. Miałem duże auto. Po złożeniu tylnej kanapy i wstawieniu dmuchanego materaca, można się zgubić w dwie osoby. Wyspać komfortowo pod przezroczystym dachem.
Zabrałem ja w góry, w dzicz. Młode kobiece ciało jest bardziej napięte niż dojrzałe, szybciej reaguje na dotyk. lecz działa po omacku. Nie rozumie impulsów, nie wie skąd przychodzą i jak nimi kierować. Woli być brane niż zabierać, ale i taki układ ma swój smak. Powiedziałem jej na początku, żeby się skupiła na sobie, na tym co czuje i niech się zastanowi jak może czuć się jeszcze lepiej, a wtedy niech robi to, na co ma ochotę. W lot się połapała jak to wszystko działa. Momentami już nawet miała siły wydawać z siebie dźwięków, tylko opadała w spazmie, lub zwijała się do pozycji embrionalnej, żeby po chwili znów się naprężyć, zaprzeć o uchwyty pod dachem i powtórzyć szaleńczy trans rozkoszy. Mokra od potu, lśniła jak ruchomy posąg w świetle księżyca. W końcu znów opadała i znów się podnosiła, w kółko do rana. Odznaczyliśmy na wyrywki sporą część kamasutry i muszę przyznać, że codzienny trening dał rezultaty. Kończyłem kilka razy i wciąż miałem moc dawać i brać. Ona też zaskakiwałą ciekawośią i nieustępliwością. Rano oboje poczuliśmy głód. Trzeba było zjechać z gór coś zjeść i odpocząć. Drugiej nocy wzięła ze sobą wino, bo ktoś jej opowiadał, że to afrodyzjak i była ciekawa co to znaczy i jak to działa. Osobiście alkohol uważam bardziej za przeszkodę w łóżku niż pomoc. Psuje wydolność, znieczula, jedyny plus jest taki, że puszczają hamulce i można doświadczyć rzeczy wcześniej niespotykanych.
Tak minęła kolejne dwie noce. Trwały by nadal lecz wracając do miasta, natknęliśmy się na jej matkę. Dla niej czas również był łaskawy. Była dalej piękna, lecz co się okazało - ja na jej punkcie wyzdrowiałem. Powitała mnie słowami jak to znów kłopoty przyciągam. Córce kazała iść do domu, lecz ta została za mną. Czułem jak się przybliża, opiera głowę na moich plecach. Szlochałą cicho. Postanowiłem jej nie oddawać, ale słowa sprzeciwu przeciął nożem ojciec dziewczyny, raniąc mnie prosto w serce, trzema następującymi ciosami. Obie upadły na kolana zaraz po tym jak zaryłem o kocie łby czołem. Obie zaniemówiły, nie wierząc w to co się stało. Chwalipiętek - idiota miałby zięcia, co prawda w swoim wieku, ale z majątkiem pozwalającym wykupić całą mieścinę. Tak skończyło się moje życie. Cóż, najważniejsze, że na studniówce dziewczyna z dumą w oczach powiedziała swojemu byłemu chłopakowi, że jest w ciąży. Urodziła syna i dała mu moje imię, a babcia opowiadała z zachwytem, jak bardzo wnuczek podobny jest do taty.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania