Kryptonim "Wampir"

"KRYPTONIM "WAMPIR"

- O cholera!!... A niech to... -z całej siły dusiłem hamulec. Wcisnęło mnie w siedzenie a po chwili rzuciło do przodu. Gdyby nie pasy jak nic przebiłbym głową przednią szybę. Stałem, w poprzek drogi ale stałem. Teraz spokojnie. To nie moja wina! Zjawiła się nie wiadomo skąd. Jakby sfruneła z nieba. Bałem się spojrzeć w lusterko. Nigdy nie widziałem trupa. Co teraz! Ale... zaraz! czy ja ją na pewno uderzyłem? Nie poczułem żadnego uderzenia ani wstrząsu ani nic innego. Czy to możliwe, że jednak mi się udało?

Ostrożnie zerknełem do tyłu. Kurde! Stała tam jak gdyby nigdy nic! Zalała mnie taka fala wściekłości,że przez chwilę nic nie widziałem tylko czerwoną, rozżarzoną plamę.

Wskoczyłem z samochodu z zamiarem co najmniej zbicia idiotki na kwaśne jabłko.

- Czy ty kurwa oszalałaś! Tak wyskakiwać na drogę! Mogłem cię zabić! Masz niepokolei w głowie czy co!- Darłem się na nią jak jakiś wariat. A ona stała spokojnie z lekkim uśmiechem na ustach.

-Hej, dobrze się czujesz?- Zanipokoił mnie ten jej bezruch. Może ją jednak lekko przychaczyłem a będąc w szoku nic nie czuje. Słyszałem o takich przypadkach i może to jeden z nich.

Podszedłem bliżej. Była pełnia. Niebo bez jednej chmurki. W świetle bijącym od księżyca wyraźnie widziałem stojącą przede mną dziewczynę. Na pierwszy rzut oka nie dostrzegłem żadnych obrażeń. Długa, biała sukienka nie była nigdzie rozdarta ani poplamiona krwią. Nigdzie nie było ani śladu zadrapań. Odetchnełem z ulgą. Teraz mogłem spokojnie przyjrzeć się jej samej. Była bardzo piękna. Czarne włosy wiły się w delikatnych lokach poniżej smukłych bioder. Twarz w kształcie serca, mały ,zgrabny nosek i te usta , cudownie wykrojone,pełne, lśniące czerwienią. Ale najpiękniejsze miała oczy. Duże, czarne i bił z nich taki blask, że w pewnej chwili poczułem jakby mnie przyciągały, hipnotyzowały. Gdzieś w oddali zaskrzeczał jakiś ptak i to mnie otrzeźwiło. Lekko potrząsnąłem głową aby wyrzucić z niej te dziwne zamroczenie.

- No dobra, nic ci nie jest. Tylko co ty tu robisz? Do najbliższego miasteczka jest jakieś 50 km.

Rozejrzałem się wokół. Same łąki gdzieniegdzie usiane kępkami drzew i krzewów. W oddali znajdował się jakiś niewielki lasek.

- Chodź, podrzucę cię do miasta a dalej będziesz musiała sama sobie radzić. - Ruszyłem do samochodu. Dziewczyna posłusznie poszła za mną.

Zacząłem się zastanawiać czy dobrze robię. Była jakaś dziwna. Nie odzywała się tylko uśmiechała. Ten jej uśmiech trochę mnie niepokoił. Taki trochę ironiczny.

Bzdury! Dziewczyna jest na pewno w szoku a jak wiadomo ludzie różnie reagują. Wolę już jej milczenie niż gdyby miała mi tu histeryzować.

- Jak się tu znalazłaś?- Odczekałem chwię ale nie doczekałem się odpowiedzi.- Nie chcesz mówić? Nie ma sprawy. Twoja wola- Spojrzałem na nią i utonołem w jej czarnych oczach.

Moje ciało ogarnął płomień, Chciałem ją tu , teraz, natychmiast. Musiała wyczuć co się ze mną dzieje bo uśmiechneła się jeszcze szerzej i sięgnęła do mojego rozporka.

- Boże...poczekaj! Musimy gdzieś zjechać.- Skręciłem prosto w pole i zatrzymałem się za kępą drzew.

Jednym skokiem już siedziała na mnie. Wbiła się ustami w moje wargi a jej zwinne dłonie pieściły mój członek. Czułem, że zaraz będzie po wszystkim ale nie byłem w stanie jej powstrzymać. Jej język pieścił moją szyję. Poczułem delikatne ukąszenie co jeszcze bardziej mnie podnieciło. W pewnym momencie przstała mnie pieścić. Oplotła mnie rękoma i mocniej przycisnęła zęby do mojej szyi. Dla mnie to było trochę za ostre. Próbowałem ją od siebie delikatnie odsunąć ale okazała się zadziwiająco silna. Coś tu nie grało i to bardzo. Chwyciłem mocniej i szarpnąłem. W tym samym momencie przeniknął mnie oszałamiający ból. Czułem jej zęby głęboko w gardle. Próbowałem krzyczeć ale z mojej krtani wydobył się jakiś niezrozumiały bełkot. Dusiłem się! Po chwili dotarło do mnie , że to moja własna krew mnie dławi. A ona ją ze mnie wysysała. I tylko to do mnie docierało, ten obrzydliwy odgłos ssania. Nic już nie czułem. Moje ciało się poddało. Moje serce biło coraz wolniej aż ucichło na dobre.

**************************************

- Hej Baker, mamy następnego! - Sierżant Lubomirski wpadł podekscytowany do mojego pokoju.

Byłem akurat zajęty czytaniem akt ostatniej sprawy. Spojrzałem na niego mało przytomnie.

- Co następnego?

- Nie "co" tylko kogo. Obudź się! Wampir zaatakował!

- A niech to...- skoczyłem na równe nogi.- Gdzie!

- Jakieś 50 km na zachód. Na tej bocznej drodze co prowadzi do tych stawów rybnych Rogulka.

- Kto zgłosił.- Byłem już kompletnie opanowany i prefesjonalny.

- Jakaś rodzina wracała z weekendu i zatrzymali się za potrzebą. Znalazła go ich siedmioletnia córka. Podobno do teraz wrzeszczy.

- Jest tam ktoś z naszych?

- Chłopaki z drogówki byli najbliżej. Natychmiast zadzwonili do nas a teraz zabezpieczają teren. Jakubiak i spece już wyjechali.

- Zbieramy się. - Chwyciłem szybko kurtkę i pobiegliśmy do samochodu.

Jakubiak był naszym lekarzem sądowym. Najlepszym z jakim mi się dotychczas pracowało. Od samego początku pracował ze mną nad tą sprawą, której nadaliśmy kryptonim "Wampir".

Modliłem się aby teraz pozostał jakiś ślad. Cokolwiek. Włos, kawałek paznokcia jakaś nitka z ubrania. Jak dotychczas nie mieliśmy szczęścia. Cztery trupy i nic. Czysto jak w prosektorium.

Na miejscu już pracowała cała ekipa. Z ich ponurych min wywnioskowałem, że znowu nic.

Jakby mordował ich jakiś pieprzony duch.

Jakubiak już skończył. Szedł w moją stronę tym swoim charakterystycznym długim krokiem.

Wyglądał na zmęczonego. Przywitaliśmy się.

- Ten sam scenariusz. Rozerwane gardło w ciele ani kropli krwi. Nie widać aby ofiara stawiała opór. Więcej po sekcji. Czyli nic.

Jak zwykle szczery do bólu.

- Chłopaki coś znaleźli?- Zapytałem choć znałem odpowiedź

- Na razie nic.

- Kurwa! Co to do cholery jest. Nikt nie może być tak dokładny! Zawsze coś zostaje!- Ta sprawa już nieżle mnie wpieniała.

- Sam się nad tym zastanawiam. Ofiara nie walczy czyli pod paznokciami nic nie znajdę. Z ułożenia ciała wnioskuję że morderca musiał go unieruchomić siadając na nim. Ale nie ma śladu nitek czy jakiś strzępków z ubrania mordercy. Będę dokładny ale nie jestem cudotwórcą.

- Wiem. Wybacz ale nie mam już pomysłów jak dorwać tego gnoja. Nie mam nic, nawet motywu. Czekam tylko aż mu się powinie noga. Bo w końcu musi popełnić jakiś błąd.

Chwilę staliśmy w milczeniu popatrując na pracującą ekipę kryminalistyczną.

- Będę się już zbierał. Do wieczora będziesz miał raport. - Jakubiak oddalił się do swojego samochodu a ja postanowiłem trochę się rozejrzeć.

Zwykła, boczna droga pokryta cienką warstwą asfaltu nieźle już sfatygowanego. Istne pustkowie nie licząc tych paru drzew i krzaków. Jakiś lasek majaczący w oddali. Żadnych zabudowań czy jakieś rozwalającej się szopy.

Morderca widocznie upodobał sobie tę okolicę. Czym się tu dostawał do dziś nie wiem.

Żaden samochód nie stał na poboczu w noc popełniania morderstwa. Sprawdziliśmy kilkanaście kilometrów drogi . Zajrzeliśmy pod każde drzewo każdy krzak i nigdzie nie znaleźliśmy śladów gdzie mógł się przyczić. Pieprzony kosmita.

- Wracamy na komendę.

Komendant już na mnie czekał. Widać ktoś już go zapoznał ze szczegółami. I nie był zadowolony.

- Co jest Baker. Mamy trupa a ty mnie nawet o tym nie informujesz. Muszę dowiadywać się od innych!

- Nie było czasu panie komendancie. Chciałem być jak najszybciej na miejscu i dopilnować aby niczego nie pominięto.

- Wymówki, wymówki- sapał - I co , to nasz wampir?

- Na sto procent.

- Siadaj do cholery a nie stoisz nademną jak jakiś kat nad dobrą duszą- wrzasnął

Usiadłem zrezygnowany bo dobrze wiedziałem co teraz nastąpi. Wizerunek komisariatu czyli jego bla...bla.... Prasa , telewizja bla....bla....

-Jaki masz plan- zapytał po wygłoszeniu swojej tyrady

- Na osiemnastą zwołuję zebranie wszyskich zajmujących się tą sprawą. Raport od Jakubiaka będzie a krymilistyka też coś podeśle.

- Mhm... osiemnasta....

Boże, błagam, tylko nie to, modliłem się o cud

- Dobra, będę.

Kurde, nie wyszło!

O wyznaczonej porze wszyscy zebraliśmy się w konferencyjnym. Jeszcze miałem nadzieję, że komendant się nie zjawi. Ale był tam już przed resztą.

- Jak już wiecie - zacząłem- Doszło do następnego morderstwa dokonanego przez "Wampira". Schemat ten sam. Sekcja nic nowego nie wniosła. Śladów zero.

Wszyscy ponuro wpatrywali się w blat stołu.

- Normalne metody śledcze nic nie dały. Dwa razy zastawialiśmy na niego pułapkę i nic. Nie mamy nawet motywu. Ofiary to przypadkowi przejezdni i nic ich ze sobą nie łączy. Tylko to ,że wszyscy to mężczyźni. Ale nic w tym dziwnego. Kobiety raczej nie jeżdżą nocą bocznymi drogami.

- A to dlaczego- nasz komendant drążył

- Bo są rozsądne i się boją - odpowiedziała mu Ania nasza najnowsza zdobycz. Byłem jej za to bardzo wdzięczny.

- Jeśli macie jakieś pomysły...- zamilkłem wpatrując się tępo w rozłożena akta pięciu ofiar

- Cholera jasna! Co ze mnie za osioł!- krzyknąłem.

Wszyscy wpatrywali się we mnie jak w wariata. Odetchnełem głęboko i już spokjnym tonem wyjaśniłem o co chodzi.

- Jak mi to umkneło! Jest zbieżność! Wszyskie morderstwa zostały popełnione w ostatnim tygodniu danego miesiąca!

- To prawda - krzyczeli jeden przez drugiego.

- Cisza!- ryknął komendant. Odczekał chwilę i kiedy wszyscy skupili na nim swoją uwagę , zapytał.- I co nam daje to odkrycie Ameryki?

- Że zastawialiśmy na niego pułapkę w nieodpowiednim czasie.-wyjaśniłem - Ale jest jeszcze coś- tu się zawachałem bo dopiero przyszło mi to do głowy i mnie samemu wydało się niedorzeczne.

- No powiedz to wreście!

- To będzie bardzo głupie więc nie bierzcie tego zbyt poważnie. Sam nie wiem tak mi się jakoś skojarzyło. No dobra. Czy wczorajszej nocy niebyło przypadkowo pełni księżyca?

No ,powiedziałem to. I jak się spodziewałem zapadło milczenie po którym rozległy się chichoty a potem ogólny śmiech. Nie śmiał się tylko komendant. Za to robił się coraz bardziej czerwony na twarzy.

- Baker, co ty kurwa próbujesz nam powiedzieć- wrzasnął- Mamy rozumieć, że to prawdziwy wampir! Oszalałeś!

- Proszę dać mi chwilkę , zaraz wrócę - wybiegłem szybko do swojego pokoju

Zadzwoniłem do informacji i poprosiłem o numer stacji meterologicznej. Tam na pewno odpowiedzą na moje pytanie.

- Zaraz to dla pana sprawdzę - miły głos kobiety poprosił jeszcze o podanie dat z miesięcy które mnie interesują.

- Tak, ma pan rację. Była wtedy piękna pełnia. Mówi pan, że jest z policji?

- Tak....

- I co polujecie na jakiegoś wampira?

Tak mnie tym zaskoczyła,że przez chwilę nie wiedziałem co powiedzieć

- Tak jakby.

- No to uzbrojcie się w drewniane kołki i czosnek. I macie jeszcze dwa dni aby go złapać. Dobranoc- roześmiała się i rozłączyła

Wróciłem na zebranie. Od razu przeszedłem do sedna.

- Każdego z tych dni kiedy atakował "Wampir" księżyc był w pełni. Co nie znaczy ,że mamy doczynienia z prawdziwym wampirem. Może dla naszego mordercy księżyc w pełni ma jakieś znaczenie. Rytuał lub coś w tym stylu.

- No, teraz mówisz do rzeczy- sapnął komendant- Co proponujesz.

- Mamy jeszcze dwa dni pełni. Proponuję zastawić pułapkę. Oczywiście z przynętą.

- Nie mamy ludzi. - Ania była wyraźnie zmartwiona- Większość bierze udział w przechwyceniu tego transportu narkotyków z Azji.

- Nie potrzebuję ich dużo. Mam przeczucie, że im mniej tym lepiej. Nasz "Wampir" musi doskonale znać tę okolicę. Wie,że nikt tam nie mieszka. Większą ilością ludzi tylko go spłoszymy.

- Kto będzie przynętą?

- Ja.I zaczynamy dziś w nocy.

- Skąd ta pewność, że zaatakuje ponownie?

- Podejrzewam,że zabijałby każdej nocy w czasie pełni ale ta droga jest mało uczęszczana. Ostatnio zabił dwie osoby w odstępie jednego dnia. On tam czeka aż ktoś się pojawi. Atakuje między drugą a trzecią w nocy. Do tego czasu musimy być gotowi.

Rozdzieliłem wszystkim zadania. Ania założyła mi podsłuch i zapewniała, że cały czas będę na nasłuchu. Kiedy już wszystko było uzgodnione i wszyscy pojechali zająć swoje stanowiska szybko udałem się do schowka na szczotki. Rozejrzałem się czy ktoś nie nadchodzi i wyciągnełem szczotkę z drewnianym kijem. Już w swoim pokoju odłamałem kawałek i nożem zaostrzyłem jeden jego koniec. Nie wiem sam dlaczego to robiłem ale miałem jakieś dziwne przeczucie,że nie będę miał za przeciwnika normalną ludzką istotę.

Ciała pozbawione krwi, brak jakichkolwiek śladów dowodzących,że mam doczynienia z człowiekiem już samo to wystarczyło aby zacząć się zastanawiać czy aby jest to coś bardziej niemożliwego. Dlatego też podjąłem inne kroki aby niepotrzebnie narażać swoich ludzi.

Będę tam kompletnie sam. Wiem mniej więcej gdzie będzie dziś na mnie czekał dlatego te parę osób wysłałem wiele kilometrów dalej od tego miejsca. Że też wcześniej niczego się nie domyśliłem. Dopiero dzisiaj wszystkie kawałki wskoczyły na swoje miejsce.

Jeszcze w Akademi Policyjnej mój promotor zwrócił mi uwagę , że nie wszystko dzieje się w wyniku poczynań ludzkich. Są rzeczy gdzie zwykłe metody śledcze zawodzą. Jest mnóstwo spraw, które najlepsza policja na świecie nie potrafi wyjaśnić. A tylko dlatego, że nie potrafią przyjąć do wiadomości, że istnieją rzeczy ponadnaturalne, jak z Archiwum X.

Wtedy się z tego śmiałem ale po pewnym czasie przekonał mnie do tej hipotezy podsuwając do przeczytania akta wielu dziwnych , niewyjaśnionych spraw. Długie godziny spędziliśmy nad nimi , wymyślając najbardziej niedorzeczne wątki. Dlatego też od pewnego czasu mój Wampir stawał się dla mnie coraz bardziej realny.

Przeczytałem mnóstwo książek na temat wampirów. Ale tylko zrobiły mi mętlik w głowie. To co w jednych uważano za prawdę w drugich obalano. Postanowiłem zaufać intuicji. Drewniany, zaostrzony kołek, prosto w serce.

Już czas.

Księżyć w pełni oświetlał mi drogę, która wiła się przede mną jak srebna wstążka. Jechałem dość powoli i może dlatego udało mi się nie potrącić dziewczyny, która nie wiadomo skąd pojawiła się przed maską samochodu.

- Do jasnej....! Akurat teraz!- szybko wysiadłem z samochodu i podbiegłem do stojącej nieruchomo dziewczyny.

- Aleś sobie porę wybrała na spacery!- złościłem się- I co ja mam teraz z tobą zrobić? Nie możesz tu zostać. Chodź, odwiozę cię do miasta.- Nawet nie spojrzałem czy idzie za mną. Byłem zbyt wściekły. Całą akcję licho wzieło.

Dopiero w samochodzie na nią spojrzałem. Była olśniewająca. Wprost mnie poraziło. Ale najbardziej urzekły mnie jej oczy. Czarne,przepastne jaśniejące nieziemskim blaskiem.

Coś się zaczeło we mnie budzić. Jakaś dominująca tęsknota za tym aby ją posiąść teraz i zatracić się na zawsze w tym cudownym podnieceniu, które ogarneło moje ciało i umysł.

Nie wiem kiedy znalazła się na moich kolanach. Jej usta zawładneły moimi. Jej język penetrował moje wnętrze aż po gardło. A ja odpływałem coraz dalej.

Nagły ból wyrwał mnie gwałtownie z tego zatracenia. Już mnie nie pieściła a wręcz zadawała tortury. Spłyneło na mnie olśnienie. To ona! Nie żaden mężczyzna. Nie wiem jakim cudem oderwałem ją od siebie. Już nie była piękna. Oczy miała czerwone i dzikie. Jej twarz stała się pomarszczona, odrażająca a w rozwartych szeroko ustach tkwiły ostre, zakończone w szpic zęby.

Zawyła dziko i znów rzuciła się do mojej szyi. Wiedziałem, ze długo jej nie powstrzymam. Była niesamowicie silna.Jedną ręką zablokowałem jej głowę a drugą szukałem zaostrzonego kołka. Nie było łatwo. Wampirzyca wiła się i rzucała na wsystkie strony. Traciłem siły. Ale...

Mam go! Teraz albo nigdy! Puściłem ją i w momencie kiedy dopadła mojego odsłoniętego gardła wbiłem jej kołek w plecy używając całej siły jaka mi jeszcze pozostała. Trafiłem!

Wampirzyca gwałtownie się wyprostowała. Nie wydała z siebie ani jednego dźwięku tylko wpatrywała się we mnie z niemym pytaniem w oczach "Dlaczego?" A ja jeszcze mocniej docisnełem kołek , tak dla pewności. No tak, teraz pewnie zacznie się palić. Uniknełem wyssania do cna ale za to spłonę. Nic z tych rzeczy. Wampir poprostu rozsypał się jak gliniana figurka za bardzo wysuszona na słońu. Opadłem na fotel nadal ściskając w ręku drewniany kołek.

Czułem jak stróżka cipłej krwi spływa mi po szyi. T o cud ,że nie przegryzła mi tętnicy tymi zębiskami.

Nie wiem jak długo tak siedziałem wpatrując się w ciemność. Dopiero gwałtowne otwarcie drzwi od mojej strony i głos Lubomirskiego wyrwał mnie z tego transu.

- Szefie, wszystko w porządku!

- W jak najlepszym- powoli wysiadłem z auta.- A gdzie reszta?

-Zaraz tu będą. Jezu, jesteś ranny! Co tu się stało?

- No cóż, bliskie spotkanie z naszym Wampirem.

Lubomirski zajrzał do auta

- Uciekł?

- Nie, zamienił się w pył- rozchichotałem się jak jakiś szaleniec

- Szefie.....

- Sprawa zakończona. Wampir nie żyje. Wszystko jest jak trzeba.

- To był naprawdę...

- Była.

- Jasna cholera- zaklął ale pochwili spojrzał na mnie przerażony - Ukąsiła cię ...czy ...no tego...

Wiedziałem co miał na myśli. Objełem go ramieniem i ruszyłem w stronę nadjeżdżających na sygnale aut

- To nie takie proste jak piszą w książkach.

- Co my im powiemy- zatroskał się

- Prawdę.

- Ale Komendant....

- Jemu nie powiemy prawdy- I znów zaczełem się histerycznie śmiać

 

K O N I E C

cdn.......

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Nazareth 05.04.2016
    Całkiem zgrabne. Prosta historia ale wciągająca :)
  • vilemo 04.05.2016
    Czy wiesz, że dopiero dwa dni temu sprawdziłam czy to opowiadanie wyszło? I byłam miło zaskoczona, że ktoś je czytał a nawet oddał głos! Lubię tematy paranormalne. Postanowiłam swoje zainteresowania oprawić w lekkie opowiadania. Nie wiem czy wiesz ale
    zamieściłam na opowi następne opowiadanie z inspektorem Bakerem w roli głównej. Jestem ciekawa twojej opinii.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania