Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
KRYSTALICZNY WIZERUNEK KSIĘŻNICZKI. (mroczne opowiadanie mystery)
KRYSTALICZNY WIZERUNEK KSIĘŻNICZKI
(mroczne opowiadanie mystery)
Z Dedykacją dla Użytkownika Opowi.pl o nicku: ~ AleksanderIK : Który odarł ze skóry fałsz dwulicowości.
Widząc istniejące, nie mamy złudzeń stanowienia prawdy. Zwykła ona pozostać bezsprzeczną. Jeżeli jednak posiada oblicze, którego nie chce ujrzeć: czy własną osobą... boi się siebie?: Zobacz tylko:
I.
Piaszczysty odcień migotliwie tańczącego na ścianach wzniosłych ciosanymi kamieniami, blasku olejowosmolnych kaganków, zdawał się kryć za plecami ubranej w szykownie żałobną suknię, spiralnowłosej, niemej tkwieniem spojrzenia w krystalicznym chłodzie tafli: nie tyle postaci, jak zwanego cieniem: doczesnego majestatu jej obecności: zczesującym lokowane pukle, filharmonistyczną delikatnością smukłych palców, z uroczo zarysowanych kości policzkowych: ponad którymi, pozbawiona uczuć bielmem śmierci, Anielskobłękitna niemrugliwie osobistość nieobecności, zdawała się przenikać mrok zaświatów, poza tkwieniem w lanej mosiądzem ramie. Rozwierając zsiniałe pochówkiem, dawno zapomniane ostatnim pocałunkiem usta, pozwoliła, aby wypełzła z nich opasła larwa, znalazła spoczynek w dekolcie ogromnych piersi: wspartych gorsetem, jakby grabarskim rzemiosłem, miały stanowić wicie się zepsucia. Ścięta ponad seksownie cienkokształtowanymi brwiami, grzywka: zlepiona trupim jadem, nie napawała wstydem. Sama przecież kiedykolwiek nie chciała, aby było inaczej, dlatego obecnie: z uroczowizerunkowego noska, cieknąc przez wargi lepkimi krzepliwością Kostuchy strużkami, krew: mieszana z brudną amfetaminą, skapywała bezwiednie, jakkolwiek dodając szykownej elegancji. Wyciągnąwszy spękaną gnilnym wysuszeniem dłoń dawno zmarłego w sobie ideału: zechciała po raz ostatni dotknąć go, mrokiem czarnej tafli Zaświatów.
II.
Krzyk zerwał ją z kosmetycznego krzesełka, posyłając przerażeniem na plecy, niczym śmiertelny cios Ojca Pradawnego Stylu, gdy nie mogąc go zatrzymać, niczym parowozu zmierzającego ku komorom gazowym, uciekała przed samą sobą: widząc szkaradne oblicze siebie: darzące ją spojrzeniem trupich oczu, z grymasem smutnego uśmiechu, niewzruszenie oczekując po drugiej stronie tafli, z dłonią sięgającą policzka: cierpieniem kojącego głupotę stanowiących go decyzji...
EPILOG
Zapominając o karierze modelki, nie czuła żalu wyzbycia się samej siebie, niczym żyjąc ostatnim tchem powietrza, powierzona cmentarnej ziemi, w płakliwie zbytej trumnie. Obecnie: przytuliła swoją córeczkę, przepraszając, iż nie była tą, którą widziała w swojej Mamie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania