Kryształowe Królestwo

Nie wiem, czy można to nazwać bajką dla dzieci, według mnie tak, ale szanuję zdanie innych

Dawno, dawno temu było sobie królestwo. Oficjalnie nazywało się Królestwem Kryształowym, ale wszyscy mówili o nim Królestwo Szklane, gdyż wszystko tam było tak kruche i delikatne, jak w żadnym innym królestwie dookoła.

Królem był Pan Elf, najpiękniejszy i najsłodszy elf na świecie. Podobno był tak piękny, że każdy, kto na niego spojrzał, natychmiast się zakochiwał. Nikt nie znał prawdziwego imienia Pana Elfa, ale wszyscy wiedzieli, że jest niezwykle piękne i gdy się je wymawia, brzmi jak słodkie dźwięki lutni lub Fletni Pana.

W Królestwie mieszkały elfy, wróżki i syreny oraz inne stworzenia. Każdy mógł mieszkać u Pana Elfa, ale żeby można było tam zostać, należało spełnić jeden warunek. Trzeba było obiecać, że nie będzie się niepotrzebnie szukać króla. Elf nie chciał, aby ktoś szukał go tylko po to, żeby ujrzeć jego piękną twarz, a potem pochwalić się wszystkim tym wydarzeniem.

A musicie wiedzieć, że każdy chciał zobaczyć Pana Elfa. Król nikomu się nie pokazywał, czasem, gdy uznał to za stosowne, na chwilę przychodził do kogoś, zwykle po to, żeby przekazać jakąś naprawdę bardzo ważną wiadomość lub zlecić zadanie. Istoty, które spotkały Pana Elfa mówiły, że to było najpiękniejsze doświadczenie w ich życiu. Często farciarze zakochiwali się w swym władcy i już zawsze oddawali mu cześć i wysyłali prezenty.

Zabronione było także kontaktowanie się z królem, chyba, że w jakiejś ważnej sprawie.

W Królestwie mieszkał sobie pewien elf o imieniu Trúr. Jak każdy elf, potrafił robić niesamowite i cudowne rzeczy. Jego specjalnością było przyrządzanie pysznych napojów. Trúr umiał zrobić go ze wszystkiego, nawet, jeśli to coś nie było jadalne. Tworzył soki w każdym możliwym kolorze, o wielu smakach, nawet takich, o których istnieniu nikt nie miał pojęcia. Każdy go znał i uwielbiał.

Elf ten posiadał jeszcze jedną, niezwykłą cechę. Bardzo kochał swego Pana Elfa. Nigdy go nie widział, nigdy nie usłyszał jego głosu, a jednak kochał go całym swoim sercem. Inne elfy proponowały mu związek, namawiały na randki, zalecały się i obiecywały, że zapewnią mu wszystko. Ale on niezmiennie powtarzał, że jego elfie serce należy do kogoś innego. I nieważne, że to uczucie nie ma przyszłości.

Pewnego dnia do domku Trúra przyszedł jeden z pomocników Pana Elfa. Był wysoki i smukły, miał złote loki i błękitne oczy.

- Dzień dobry, drogi elfie – skłonił się nieznajomy. – Moje imię brzmi Liós, co znaczy Światło. Jestem jednym z najbliższych pomocników Pana Elfa, miło cię poznać. Jesteś Trúr, prawda?

- Zgadza się – powiedział zdumiony elf. – A co tak ważna osobistość szuka w moim skromnym domu?

- Nasz ukochany włada słyszał o twych niezwykłych umiejętnościach. Podobno robisz soki ze wszystkiego, co się nie nadaje do zjedzenia. Nasz pan ostatnio nie czuje się zbyt dobrze, prosił, żebym cię sprowadził do jego pałacu. Chce skosztować twojego specjału. Pozwolisz zabrać się do domu władcy?

Trúr był w szoku. Pan Elf zaprasza go do siebie? To się jeszcze nigdy nie zdarzyło...

- Dobrze. Pójdę z tobą, Liósie. Jak daleko jest stąd do pałacu króla?

- Będziemy jechać cały dzień. Czy umiesz jeździć na pegazie?

- Nigdy tego nie robiłem....

- Zatem pojedziemy na jednym.

Trúr się przygotował i wyszedł na zewnątrz. Przed jego domem stały dwa cudowne, lśniące konie ze skrzydłami. Jeden miał złotą, a drugi srebrną grzywę. Liós pogłaskał mniejszego konika i rzekł:

- Leć do domu, Stjörnu. Nasz przyjaciel nie potrafi latać na pegazie.

Koń zarżał, leciutko skłonił się Trúrowi i odleciał. Przerażony elf w końcu usiadł na koniu o złotej grzywie. Mocno złapał się swego towarzysza.

Lecieli przez cały dzień, Trúr podziwiał zapierające dech w piersiach widoki.

- Mówiłeś, że król źle się czuje. Przecież Królewskie elfy nie chorują...

- Owszem. Król źle się czuje psychicznie.

- Rozumiem...

W końcu dotarli do pałacu. Był wielki, cały zdobiony z kryształów. Zdawało się, że jest zbyt kruchy, aby wytrzymać silne podmuchy wiatru, ale tak naprawdę budowla przetrwałaby nawet tornado czy trzęsienie ziemi. Wszędzie rosły kryształowe rośliny w pięknych kolorach, na drzewach siedziały kryształowe ptaszki o głosie tak cudownym i słodkim, że Trúr aż się rozpłakał, gdy słuchał tego śpiewu.

- Jesteśmy na miejscu – uśmiechnął się Liós. – Idziemy do Pana Elfa.

Trúr oniemiał ma widok władcy. Okazał się być niską, smukłą istotą o bardzo jasnej cerze, białych jak śnieg, puszystych lokach i złotych oczach. Ubrany na biało Elf szeroko uśmiechnął się na widok gościa.

Onieśmielony Trúr nigdy w życiu nie widział tak pięknego uśmiechu. I nie słyszał tak cudownego głosu.

- Cieszę się, że mogę cię poznać – powiedział Pan Elf. – Chodź bliżej. Wszyscy wyjdą coś zjeść, bo chciałbym z tobą porozmawiać. Ale najpierw bardzo proszę, zrób dla mnie coś dobrego. Wiem, że potrafisz przygotować sok ze wszystkiego, co niejadalne.

- Mój panie... Dla ciebie zrobię napój z kryształu – nisko skłonił się Trúr.

Szybko sporządził przezroczysty napój ze szklanych kwiatów, które pozwolił mu zerwać Pan Elf. Władca napił się pysznego soku i uśmiechnął się.

- Ależ to wspaniałe! – westchnął. – Wiem, jaki jest twój sekretny składnik.

- Jaki?! – spytał przerażony Trúr.

- Miłość. Kochasz mnie, prawda, mój elfie?

- Ja...

- To głównie dlatego chciałem cię poznać. Wiem, że jesteś jedynym elfem w historii, który kocha mnie mimo, że mnie w życiu nie widział ani nie słyszał. Twoje uczucie jest szczere i prawdziwe. Wiem, że jesteś godny usłyszeć moje imię.

Król szepnął mu coś do ucha. Trúrowi oczy się zaszkliły, tak piękne i dźwięczne imię usłyszał.

- Chciałbym nadać ci nowe imię – powiedział król. Położył dłonie na głowie elfa. – Od dziś nazywasz się Von. Znaczy to Nadzieja.

Von został na dworze Pana Elfa. Był jego najbardziej oddanym sługą. Nikt się nie kochał tak, jak oni dwaj. A ich doskonała miłość sprawiła, że Kryształowe Królestwo stało się jeszcze piękniejsze i pełne uczucia.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (12)

  • Dekaos Dondi 8 miesięcy temu
    Beatko→Naprawdę z przyjemnością przeczytałem!!! Nigdy go nie widział, a uwierzył. Są tu ciekawe kwestie, które można by odnieść,
    do innych relacji. Bardzo ładnie napisałaś. Płynnie się czyta i treść, znów mówiąca wiele. Król też chyba nie był, aż taki szczęśliwy, jakby wszyscy mogli sądzić, chociaż dawał radość innym. Lecz jednak zyskał w końcu Von... :)→Pozdrawiam:)→5
  • Beatka 8 miesięcy temu
    Dzięki, bardzo mi miło :)
    Nie jestem pewna, czy to można nazwać bajką, ale co tam
  • Dekaos Dondi 8 miesięcy temu
    Beatko→A może byś jakiś horror napisała w Twoim wydaniu :)?
  • Beatka 8 miesięcy temu
    Dekaos Dondi Czytasz mi w myślach? Zastanawiam się nad tym dzisiaj... Ok. Trzeba się rozwijać :)
  • Bajkopisarz 8 miesięcy temu
    Skomentuję na poważnie - Trur odrzucił wszystko, bo głęboko wierzył, że Pana Elfa pozna. Mimo, iż było to bardzo mało prawdopodobne, że tak się stanie, co sam nawet przed sobą przyznawał. Ale jego wiara została wynagrodzona.
    Dlatego to jest piękna bajka, ze szczęśliwym zakończeniem.
    A co teraz, gdyby Trur odrzucił wszystko, wierzył w Pana Elfa i spotkał go w końcu, zaś Pan Elf okazał się małym, łysiejącym grubasem o kartoflanym nosie i skrzekliwym głosie?
    Czyż w takiej sytuacji nie wolałby nie spotkać go wcale i dalej żyć złudzeniem?
  • Beatka 8 miesięcy temu
    Mądre przemyślenia... Acz jak piękny elf mógłby okazać się brzydki? ?
    Cieszę się, że Ci się spodobało, bardzo mi miło i dziękuję serdecznie :)
  • Bajkopisarz 8 miesięcy temu
    Beatka - pewnie, że mógł. Piękny Elf to nazwa, oczywiście mogła być prawdziwa, jak w Twojej bajce, ale mogła być tylko zabiegiem marketingowym ;) Tak sobie gdybam, jako człowiek wątpiący ;)
    Pozdrawiam serdecznie.
  • Isteri'Luene 8 miesięcy temu
    A wiesz, że miałam taką samą myśl?
  • Beatka 8 miesięcy temu
    Bajkopisarz Dzięki i nawzajem :)
    Kto wie? Równie dobrze Piękny Elf mógł mieć piękną duszę,a nie ciało
  • Bajkopisarz 8 miesięcy temu
    Beatka - pytanie pozostawałoby wtedy to samo co do zasady.
    Zamiast:
    Pan Elf okazał się małym, łysiejącym grubasem o kartoflanym nosie i skrzekliwym głosie?
    Byłoby:
    Pan Elf okazał się całkowicie przeciętnym, nudnym i przewrażliwonym na swoim punkcie stworzeniem?
  • alfonsyna 8 miesięcy temu
    A ja sobie pomyślałam jeszcze o innej rzeczy - swoją drogą Pan Elf mógł okazać się piękny na inny sposób niż sądzono i byłby to ciekawy zwrot akcji, ale z drugiej strony np. Trur mógł być niewidomy i pokochać go mimo tego, iż nigdy tak naprawdę nie mógłby go zobaczyć. To również by pokazało, że miłość docenia przede wszystkim inny rodzaj piękna niż to zewnętrzne. To taka tylko moja dywagacja, bo baśń sama w sobie doskonale spełnia właśnie tę swoją baśniową rolę.
    Ze spraw technicznych to przecinki czasem są nadmiarowe, przykładowo "mimo że" to całe wyrażenie, więc nie rozdziela się go przecinkiem, tylko daje przecinek przed nim.
    Ogólnie jestem na tak, podoba mi się wydźwięk tej opowieści. Pozdrawiam ;)
  • Beatka 8 miesięcy temu
    Dziękuję, miło mi :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania