Krzyki w lesie 3
Stan lekko uchylił szybę. Facet zaczął szybko gadać, opryskując go śliną.
- Tam był potwór. Strzelałem do niego.
- Naprawdę?
- Zabiłem już dwa w ciągu kilku dni. Chodzą za mną i śledzą. Teraz pojawił się jeszcze jeden.
- Wiesz, co myślę? – szepnął Wick do Stana. - To on załatwił tamtych dwóch ludzi, mieli rany postrzałowe.
- No nie żartuj. Chyba jesteśmy następni na jego liście.
- Postępujmy racjonalnie. Trzeba zabrać mu spluwę.
Wick i Stan ostrożnie wysiedli z samochodu i zbliżyli się do brudnego mężczyzny.
- Skąd ma pan broń? – zapytał Wick.
- Znalazłem w lesie.
- Tak po prostu sobie leżała? Może jakiś niedźwiedź zgubił?
- Mówię prawdę. Zostałem uprowadzony, a potem zgubiłem się w tych lasach. Błąkałem się, aż w końcu usłyszałem muzykę. Wtedy zacząłem krzyczeć i mnie usłyszeliście. To wy, prawda?
- Na to wygląda.
- To strasznie duży kawałek puszczy, nic tylko drzewa i drzewa. Można oszaleć.
- Jak widać.
- Słucham?
- Nic. Zabierzemy pana stąd, tylko proszę oddać pistolet.
Facet posłusznie wykonał rozkaz. Wick zerknął do magazynku. Tkwił tam nadal jeden nabój, ale widocznie się zablokował. Znał się na tym. Wystarczyło tylko silnie uderzyć i… Pistolet wypalił, a facet obok niego osunął się na ziemię.
- O cholera! Przepraszam, nie chciałem.
- Chyba go zabiłeś.
- Nie, tylko stracił przytomność.
- Zabierzmy go do szpitala.
- Jak? Zepsutym autem?
- Może teraz odpali.
Stan spróbował, ale auto chyba całkowicie odmówiło posłuszeństwa.
- Nie panikuj - rzekł Wick. - Poradzimy sobie z tym.
Zdawało mu się, że coś usłyszał. Był to zbliżający się w ich stronę warkot dzikiego stworzenia.
- Padnij na ziemię.
Pchnął Stana za karoserię samochodu, a sam położył się na ziemi.
- Co jest?
- Siedź cicho!
Teraz obaj wyraźnie słyszeli charczący oddech stworzenia, które zatrzymało się w ich pobliżu.. Po chwili złapało rannego faceta za nogę i zaczęło ciągnąć. Nie widzieli, co to, bo bali się wychylić. Na pewno było duże kudłate i śmierdzące.
Komentarze (4)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania