Krzyki w lesie 5
Szeryf miał na imię Phil i z przykrością stwierdzał, że nikt go nie lubił. Nawet chociaż pomagał ludziom, to i tak wszyscy uważali go za człowieka, z którym lepiej nie przestawać, bo można narobić sobie kłopotów w postaci grupy bandziorów na karku. Teraz poszedł za Stanem i Wickiem, by odkryć zagadkę tajemniczego włamania do ich domu. W połowie drogi usłyszeli jednak jakiś dźwięk.
- Co to było? – zdziwił się Phil.
- Dzwonek telefonu, ale tu nie ma zasięgu.
- Dochodzi gdzieś z tej gęstwiny.
Szeryf wszedł w krzaczory, a po chwili wrócił z telefonem w ręku.
- Ktoś go zostawił i włączył muzyczkę. Chciał nas zwabić, czy co?
- Czemu teraz nie gra?
- Pewnie melodia się skończyła.
W następnej chwili nagłe szarpnięcie powaliło szeryfa na kolana, a następnie został on wciągnięty głębiej w gęstwinę. Stan popatrzył na Wicka, podniósł upuszczony przez stróża prawa telefon, schował go do kieszeni i obaj rzucili się do ucieczki.
- Po co to wziąłeś? – zapytał Wick.
- To dowód rzeczowy. Są na nim odciski palców. Wiesz, jakby było dochodzenie, czy coś. Zaginięcie szeryfa to nie byle co.
- Tej bestii zaraz zacznie brakować ludzi do zabijania i weźmie się za nas. Musimy się stąd zwijać. Nadamy sygnał S.O.S. i zaczekamy aż ktoś nas uratuje. Pieprzę tę robotę.
- Podpisaliśmy kontrakt na pół roku. Będziemy bulić, jak złamiemy umowę.
- Mam to w dupie. Nikt nie ostrzegał, że tu grasuje Predator. Mówili tylko o niegroźnych zwierzątkach, które trzeba będzie ratować.
- Nie wiemy, co to było.
- Zamknij się i biegnij. Nie zostawaj w tyle, bo wtedy na pewno coś cię dopadnie.
Komentarze (4)
Tak czy inaczej 5
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania