Krzyż i miecz

Piotr Paweł Konarski urodził się 1 sierpnia 1820 roku w leżącej na północnym Mazowszu wiosce Nowinki. Ochrzczony został w kościele p.w. Świętej Trójcy w Sulejowie leżącym w gminie Jadów, w północno – wschodniej części powiatu wołomińskiego. Pochodził z rodziny szlacheckiej. Kształcił się w Wągrowie, Krakowie, Lublinie i Warszawie. O jego młodości wiemy jednak bardzo niewiele.

 

W 1839 roku wstąpił do zgromadzenia kapucynów przyjmując zakonne imię Agrypin. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1847 roku. Młody wiek i wybuchowy charakter przyczyniły się do tego, że sprawiał swoim przełożonym wiele problemów, w związku z czym często zmieniał miejsca pobytu. Przebywał więc kolejno w klasztorach: w Lubartowie, Zakroczymiu, Lublinie, Łomży, aż wreszcie trafił do Warszawy. Stąd jak napisano w uzasadnieniu „za pijaństwo i gorszące życie” w czerwcu 1856 roku trafił do „Instytutu księży demerytów”. Instytucja ta pełniła rolę domu poprawczego dla osób duchownych i mieściła się w zabudowaniach nieistniejącego od 1817 roku opactwa benedyktynów na Świętym Krzyżu. W Instytucie przebywali pod strażą księża i zakonnicy, którzy popełnili występki przeciw prawu kościelnemu bądź państwowemu. Były wśród nich również osoby skazane za działalność polityczną i patriotyczną. Młody Agrypin został wysłany na dziesięcioletni pobyt.

 

Jednak w łysogórskim klasztorze spędził tylko zaledwie pół roku. Jak napisał ówczesny regens Instytutu ksiądz Kacper Kotkowski, Konarski uciekł stamtąd bezpowrotnie w towarzystwie bonifratra księdza Klemensa Cichockiego. Stało się to w nocy z 11/12 listopada 1856 roku. Sądzono, że zbiegowie udali się w kierunku Lublina i wystawiono za nimi list gończy oraz wysłano pościg. List gończy zawierał rysopis księdza Konarskiego: „był średniego wzrostu, włosy i brodę miał ciemne, nos orli. W momencie ucieczki ubrany był w sutannę czarną z jasnozielonymi guzikami, był w tołubie z baranów czarnych, posiadał komżę, bursę i różaniec”.

 

Uciekinier przez Kraków podążył do Rzymu, gdzie od papieża Piusa IX uzyskał dyspensę i z paszportem państwa kościelnego w celach misyjnych wyjechał na Bałkany i do Konstantynopola.

 

W grudniu 1860 roku powrócił z emigracji i znalazł się w Galicji. Początkowo przebywał w klasztorze w Krośnie, następnie w Sędziszowie Małopolskim, aż trafił do Krakowa. Prowadził ożywioną działalność patriotyczną, a za jego sprawą tamtejsze zgromadzenie ojców kapucynów stało się jednym ze znaczących ośrodków ruchu powstańczego. Swoimi płomiennymi kazaniami łatwo trafiał do serc i dusz słuchaczy zdobywając sobie olbrzymi szacunek. Zdarzało się, że w trakcie jego kazań zgromadzeni płakali, a niejeden z nich się nawracał.

 

Z chwilą wybuchu powstania styczniowego zaangażował się w pomoc dla walczących oddziałów, a gdy generał Marian Langiewicz w podkrakowskiej Goszczy rozpoczął formowanie dużego korpusu został jednym z kapelanów przy wojsku powstańczym.

 

W skład liczącego około trzech tysięcy żołnierzy korpusu Langiewicza wchodziły: brygada kawalerii, brygada piechoty, batalion żuawów śmierci oraz oddział gewaltygierów, czyli wojskowej służby porządkowej. Każda z brygad składała się z dwóch pułków. W związku z dużą liczbą żołnierzy przy armii posługę pełniło kilku kapelanów.

 

Naczelnym był ksiądz Paweł Kamiński. Przy sztabie pracował ksiądz Kacper Kotkowski, który pełnił funkcję naczelnika cywilnego województwa sandomierskiego. Jaki był wzajemny stosunek między byłym regensem świętokrzyskiego instytutu dla księży demerytów, a jego byłym pensjonariuszem, który nielegalnie opuścił zakład, nie wiadomo.

Oprócz Konarskiego posługę duchową pełnili również tacy księża, jak: Serafin Szulc, Antoni Majewski, Marceli Szymański i Wincenty Wrześniak. Kapelani dzielili trudy obozowego życia na równi z pozostałymi żołnierzami, cierpieli niewygody i chłód, niedojadali, spali na gołej ziemi w przemoczonej, często przemarzniętej odzieży. Niejednokrotnie musieli też znosić złośliwości, a czasem szykany ze strony żołnierzy, wśród których były też osoby wrogo nastawione do religii.

 

Ksiądz Agrypin Konarski wygłaszał płomienne kazania do powstańców, pouczając ich o obowiązku miłości ojczyzny i konieczności jej obrony. Podczas przemarszu kolumny przez wsie leżące w posiadłościach margrabiego Aleksandra Wielopolskiego wzywał ich mieszkańców do buntu przeciw zdrajcy.

 

Gdy korpus Mariana Langiewicza dotarł do podproszowickiej wioski Sosnówka, ksiądz Konarski wziął udział w ceremonii, w trakcie której żołnierze złożyli przysięgę na wierności dyktatorowi powstania. Uczestniczył w potyczce pod Chrobrzem i w krwawej bitwie pod Grochowiskami, którą 18 marca 1863 roku powstańcy stoczyli z okrążającymi ich dużymi siłami rosyjskimi.

W pierwszej fazie bitwy, gdy pod wpływem rosyjskiego ostrzału artyleryjskiego zapanowała ogólna panika, a część oddziałów odłączyła się od sił głównych, Konarski zagrzewał wylęknionych żołnierzy do ataku. Zachował się opis tego wydarzenia autorstwa ówczesnego szefa sztabu Władysława Bentkowskiego: „Na grobelce (i koło niej) zostały jeszcze 2 bataliony kosynierów, na wpół do ziemi przytulone, żeby lepiej się uchronić od kul. Przerażenie wśród nich było tak wielkie, że nie mogli się zdobyć nawet na ucieczkę. Kapitan Kowalski ukląkł wśród swoich żołnierzy i wraz z nimi odmawiał litanię do Matki Boskiej i modlitwę za konających. Ksiądz Agrypin Konarski z krzyżem w jednej ręce i rewolwerem w drugiej zachęcał kosynierów do ataku. Gdy to nie odniosło rezultatu, zaczął przemawiać, z podniesionym krzyżem w ręku o potrzebie poświęcenia życia za ojczyznę, o zasłudze śmierci z ręki nieprzyjaciela itp”.

 

Pomimo sukcesu odniesionego w tej bitwie korpus dyktatora Langiewicza już następnego dnia przestał istnieć. Dyktator i jego świta rankiem 19 marca potajemnie przekradli się do Galicji, a za nimi podążyła większość żołnierzy. Ksiądz Agrypin Konarski nie poddał się ogólnemu zwątpieniu i pozostał na placu boju.

 

Nie wiadomo dokładnie jak znalazł się nagle w oddziałach sandomierskich. Mógł tam dotrzeć na własną rękę, ale najprawdopodobniej przyłączył się do oddziału Dionizego Czachowskiego, który podczas bitwy pod Grochowiskami został odcięty od głównych sił i przebił się w kierunku Gór Świętokrzyskich. Oddział Czachowskiego był w tym momencie bez własnego kapelana, ponieważ pełniący tę rolę ojciec reformat Antoni Majewski podczas bitwy pod Grochowiskami został zakłuty bagnetami przez kozaków, w czasie gdy udzielał ostatniej posługi umierającemu powstańcowi.

 

Następnie Konarski przyłączył się do oddziału dowodzonego przez pułkownika Władysława Kononowicza. Ten były carski major był naczelnikiem wojskowym powiatu warszawskiego. Walczył przeważnie na prawym brzegu Pilicy w okolicach Czerska, Warki, Nowego Miasta nad Pilicą, a swój obóz miał w niedostępnych bagniskach Kępy Rozniszewskiej, u ujścia Pilicy do Wisły. Przez kilka tygodni skutecznie niepokoił wojska rosyjskie, odnosząc zwycięstwa m.in. pod Chynowem, Grzybową Górą, Magnuszewem i Rozniszewem.

 

Tak opisał swojego dowódcę ksiądz Konarski: „pułkownik Kononowicz był dobrym człowiekiem i niezłym żołnierzem, ale miał słaby charakter i otaczał się niewłaściwymi oficerami, do cna zdemoralizowanymi. Ich zachowanie rzutowało na podwładnych powodując rozprzężenie w oddziale. Oficerowie Kononowicza często opuszczali obóz, odwiedzając okoliczne dwory w poszukiwaniu uciech i rozrywek. Jeden okazał się w późniejszym okresie denuncjatorem i jawnym współpracownikiem Rosjan. Inny dopuścił się czynu zbrodniczego wieszając bez sądu młodego powstańca za jakieś błahe przewinienie, które zasługiwało co najwyżej na naganę”.

 

19 kwietnia 1863 roku oddział Władysława Kononowicza dowodzony w tym dniu przez kapitana Ludwika Michalskiego w pobliżu wioski Grzybowa Góra starł się z ariergardą rosyjskiej kolumny dowodzonej przez generała Ksawerego Czengierego. Doszło do walki wręcz, w której przewagę zyskali kosynierzy. Zwycięstwo odniesiono dzięki księdzu Konarskiemu, który odznaczył się przytomnością umysłu i odwagą, w decydującym momencie przejmując dowodzenie nad kosynierami, gdyż ich dowódca miał chwilę słabości i skrył się za krzakami. Tak opisał to zdarzenie ksiądz Serafin Szulc w swoich wspomnieniach: „Konarski zagrzewał i poprowadził żołnierzy do natarcia mimo, że kula urwała mu palec od ręki”. Polacy zabili w tej bitwie kilkudziesięciu Rosjan, w tym dowódcę. Przy minimalnych stratach własnych rozproszyli nieprzyjacielską rotę. Zdobyli tego dnia wiele nowoczesnych karabinów i amunicję.

 

Przeciw oddziałowi majora Kononowicza z Warszawy i Radomia wyruszyła liczna wyprawa odwetowa. Niestety osobiste animozje między naczelnikiem wojskowym województwa sandomierskiego pułkownikiem Dionizym Czachowskim i Władysławem Kononowiczem były przyczyną braku współdziałania między polskimi oddziałami. Kononowicz nie widząc możliwości dalszej walki rozpuścił swój odział, a sam z dwójką adiutantów ukrył się w jednym ze szlacheckich dworów. Schwytany przez kozaków został doprowadzony do Warki przed oblicze generała Mikołaja Muller – Zakamelskiego, który skazał go na rozstrzelanie. Wyrok wykonano 4 czerwca w Warce.

 

W ręce kozaków dostał się również ksiądz Agrypin Konarski. „Gdy przyprowadzono go do Zakamelskiego, ten kazał mu zdjąć krzyż z piersi, czego gdy ksiądz nie chciał uczynić, posłał jenerał po franciszkanina i rozkazał mu zdjąć krzyż z kapucyna. Franciszkanin odrzekł, że nie on go tam kładł, więc i nie on ma prawo go zdejmować. Gdy jednak ulegając przymusowi ksiądz Konarski położył krzyż na boku, wówczas Muller – Zakamelski zaczął go bić po twarzy, targać za brodę, a przywiązawszy do wozu, poprowadził pieszo do Warszawy …”.

 

Agrypina Konarskiego uwięziono w Cytadeli Warszawskiej. Po krótkim śledztwie został skazany na karę śmierci. Ostatniej posługi udzielił skazańcowi ojciec Honorat Koźmiński. Przed śmiercią powiedział: „Spełniłem obowiązek kapłana i Polaka. Choć umrę pod ręką kata, na szubienicy, gdzie mnie już wielu moich braci poprzedziło, przecież to mnie nie zhańbi”. Wyrok wykonano 12 czerwca 1863 roku o szóstej rano w okolicy Bramy Straceń. Księdza powieszonego w habicie, bez wcześniejszego zdjęcia zeń sakry kapłańskiej, ciało pozostawiono przez wiele godzin na widoku publicznym.

 

Ówczesny metropolita warszawski arcybiskup Zygmunt Szczęsny Feliński zaprotestował przeciw takiemu barbarzyństwu, co prawdopodobnie przyczyniło się do przyśpieszenia decyzji wielkiego księcia Konstantego Mikołajewicza o zesłaniu tego kapłana. Arcybiskup jako więzień stanu wywieziony został do Petersburga, a kolejne dwadzieścia lat spędził w Jarosławiu nad Wołgą. Nawet po uwolnieniu otrzymał zakaz powrotu do diecezji warszawskiej.

Średnia ocena: 3.1  Głosów: 14

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (10)

  • kigja 2 tygodnie temu
    Celina,

    Zmieniła avatar.
    Napisała historyczną prozę...
    Chyba nam Celina pomału normalnieje😁
  • Celina 2 tygodnie temu
    Dziękuję bardzo za komentarz. Pozdrawiam.
  • laura123 2 tygodnie temu
    Bardzo dobry tekst, Bogumił. 5
    Pozdrawiam.
  • Celina 2 tygodnie temu
    Dziękuję Lauro, również serdecznie pozdrawiam. Cieszę się, że tekst się podobał. to na razie projekt jednego z rozdziałów, do książki z ilustracjami pt. "Krzyż i miecz."
  • laura123 2 tygodnie temu
    Kolejna książka? Fajnie!
  • Celina 2 tygodnie temu
    Generalnie piszemy aktualnie dwie równolegle, tyle że obie dotyczą powstania styczniowego, jedna strefy czysto cywilnej, wojskowej, a druga właśnie kleru i zakonników, tyle że ta druga obejmuje szerzej praktycznie wszystkie epoki, w których angażowało się duchowieństwo w obronie naszej niepodległości, czyli od czasów wojen szwedzkich i księdza Augustyna Kordeckiego, poprzez konfederację barską, powstanie listopadowe, powstanie styczniowe, powstania śląskie, powstania wielkopolskie, obydwie wojny światowe, kończąc na czasach współczesnych i walce z komunizmem.
  • Serdecznie witamy w drzwiach i zapraszam do wspólnej zabawy, która potrwa do 18 listopada.
    Gdy północ wybije w tym ostatnim dniu oczekiwania na Wasze teksty, zamkną się dębowe drzwi i rozpocznie się głosowanie.
    Pierwszy temat to - „DRZWI”
    Drugi temat to - „DRZEWO”
    Liczymy na Ciebie Autorko! Autorze!
  • Celina 2 tygodnie temu
    Dziękuję za zaproszenie.
  • koniec drogi tydzień temu
    Podziwiam pasję historyczną ! O bohaterach nigdy nie za dużo !
  • Celina tydzień temu
    Bardzo dziękuję za ten komentarz. Piszę bardzo dużo na ten temat. Pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania