Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

KRZYŻ W PĘDZIE SZYN. (całe opowiadanie mystery)

KRZYŻ W PĘDZIE SZYN.

 

Jak wiadomo: " są miejsca, w których lepiej nie postawić stopy ".. wiadomo o tym od zawsze. Możliwe, że nawet rozszarpywani na strzępy, kończący życia w paszczach dinozaurów, o tym wiedzieli. Jednak: kiedy pcha Cię ku temu brak możliwości protestu, czy nie okaże się zimnym dotykiem śmierci, przyprawić Cię o jedne z ostatnich dreszczy w życiu... przekonaj się zatem osobiście.

 

Przekornie, znak informujący o zwolnieniu biegu przed trudną przeszkodą terenową, zupełnie go nie dotyczył, jakby zbywając parsknięciem zapomnienia, jego rudziejącą odosobnieniem powierzchnię. Zespawany pieczołowicie z rur mechanizmu parowozu, posiadał w miejscu połączenia ramion, krzyżujące się dokładnie w połowie kąta prostego, spawalnicze blizny. Tkwił między biegnącymi wzdłuż siebie stalowymi szynami, co wielu, dosłownie rzucało tuleniem szyby pędzącej lokomotywy, pośród iskrzących zablokowaniem hamulcami kół, mechanicznie piskliwych odgłosów, brzmiących wraz z przerażeniem wybiórczo go spotykających Maszynistów. Tak, masz rację: byli śmiałkowie, którzy tłumacząc własnym bólem życiowym, postanowili nie używać czerwonodźwigniowego zabezpieczenia ludzkiego życia. Przejeżdzali bez szwanku, a notoryczny terkot stalowych kół na kolejnych szczelinach połączeń szyn, kazał im wierzyć, iż " za taką wypłatę?!: Sylwestrowe zwidy?!: no jak za darmo!: kurwamać... ".. Najpierw, wielu wyskakiwało po schodkach, aby ocenić zniszczenia, zawsze zachodząc w głowę, jak kolizja z czymkolwiek, tkwiącym na torach: może nie powodować nawet zarysowania... czyjąc mimowolne dreszcze, zmuszeni byli ruszać... później: już każdy się zatrzymywał, a przynajmniej piskiem hamulców deklarował, iż nie chce postąpić inaczej... najpierw, tylko o tym szeptano didaskaliczne marginesy... później: mówiono, iż pomimo, że " góra " uznaje to za powód ku zwolnieniu z pracy... lepiej hamować. Mimo wszystko. Najczęściej, z dwóch powodów. Słyszano, iż staremu maszyniście, powierzono kiedyś szkolenie " Młodego ". Kurwował on podobno Dyżurnemu Ruchu, przez kwadrans, zanim wgonił siarczystą wiąchą przekleństw, zestresowanego chłopa do bloku kierowniczego... no, niby nic: " ktoś zaczął pracę ", prawda?. Młody także myślał, że nie jest inaczej... jak później wyjąkał Policji: no, ściemniało się już, jechali przepisowo... do momentu, aż na torach w oddali, spostrzegli nieruchomy kształt. Dźwięk syreny ostrzegawczej... nic. Prośby z jego strony... nic. Znowu syrena... nic. Po kilku sekundach nie wytrzymał, niemal musząc dokonać bójki z przełożonym, odpychany od czerwonej dźwigni hamulca... udało się, pośród przeciągłości zgrzytu, która jeszcze dzisiaj brzmi echem w jego umyśle. Puszczając sweter kolegi, ujrzał przelotnie, że tłumiony pęd, ciągnie wypełniony pasażerami skład, na niewzruszenie stojący między szynami... krzyż. Upadając na konsole, rzucony bezwładnością masy pociągu: już go nie widział... pamiętał natomiast, że " Stary " kurwując zawzięcie, szarpnął za klamkę drzwi, jeszcze w milknącym biegu i sam nie wie: czy aby paląc, sprawdzić, co to było za cholerstwo, możliwe, żeby to wypierniczyć za skrajnię, aby móc przejechać, czy zwyczajnie: żeby nie zacząć go okładać pięściami na śmierć. Gdy tylko wyszedł, " Młody " zaciągnął z pneumatycznym sykiem całkowitą blokadę kół, a mimo wszystko, pociąg zaczął się toczyć. Usiłując utrzymać równowagę, jego uszu dobiegła kakafonia krzyków, połączona z odgłosami pękania czegoś mokrego... więc gdy skład zatrzymał się ponownie, usiłował ujrzeć, co je właściwie powodowało... a jedynym, co mógł zrobić, było paniczne wybieranie roztrzęsionymi dłońmi numeru alarmowego, podczas bezwiednych, katatonicznych mamrotów. Mówiono także o postaci, stojącej za krzyżem na torach. Faktycznie: jeden z Maszynistów ją spotkał, niedługo po wcześniejszym wypadku, gdy tylko rozszedł się wśród Kolejarzy, za przykładem kolegi, oznajmiających, że nawet koniecznością wyjebania Młodego przez okno w biegu, nawet nie zwolnią. On tak zrobił... jednak: widząc człowieka, stojącego przed jego pędzącą lokomotywą, na środku torów... już musiał. Jeździł od kilku dekad, a nie wiedział, dlaczego tylko wówczas, wszystkie hamulce jednocześnie... przestały działać. Masz rację... no przecież zgłosił to przez radio. Przestawiono zwrotnice, czekając, aż pęd wyłączonego silnika wygaśnie... nastąpiło to wybuchem przeciążonego mechanizmu. Ranni, opóźnienia... postępowanie Policji... i wiesz co? Wkurwieni Gliniarze, szli kilka godzin, w kierunku uprzedniej stacji... nie znajdując zwłok kogokolwiek. Żadnych śladów krwi, przeszkód na torach... absolutnie: nic. Przyjazd drezyny Utrzymania Ruchu, także okazał się bezpodstawnym, ponieważ: zgodnie z ich ekspertyzą: cały układ hamulcowy, był zupełnie sprawny i nawet pomimo zniszczeń silnika... pracował normalnie. Nie to jednak jest najbardziej przerażającym, zapewniam.

 

Z czasem, zaczęto się zastanawiać: co to w ogóle jest, po co... i skąd się wzięło. Legendarna odpowiedź, padła z ust chylącego się ku wiekowi emerytalnemu Konduktora. Paląc okropnego, zawierającego chyba tyle smoły, co kilometr autostrady, papierosa, opowiadał, że gdy sam był " Młody ", jeden " po fachu ", ale z innej brygady, jechał z pracy... no wiadomo: Kolejarz, to pociągiem... który, jak na ironię: musiał kogoś przejechać, tkwiwszy, razem z gorączkowo pytającymi ludźmi... on sam, spieszył się do żony, mającej niebawem urodzić jego dziecko... W sumie, dobrze, iż tam tkwił, ponieważ: po powrocie do mieszkania, zastał na drzwiach naklejone plomby Prokuratury i Policji... musieli mu powiedzieć, że jego żona, zatruwszy się spalinami z junkersu, zmarła... czego nie wytrzymał nawet do jutra. Wracając z Komisariatu, poczekał na przejeżdzający pociąg, rzucając się pod jego koła... co dziwi do dzisiaj: widywana postać, uznawana jest za kobietę... mówi się więc, że to dusza jego żony staje na torach, aby zatrzymywać pociągi, zawsze wówczas, gdy wiozą kogokolwiek, kto zdąrzywszy na czas... umrze.

 

Ile w tym prawdy?.. Powiem Ci za kilka sekund, gdy przekonam się ciągnąc za hamulec, czy tamta postać jest duchem... a może... to zwyczajny samobójca...

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania