Krzyżyki
Rok 2019 kończy się dziewięćdziesięcioma dwoma krzyżykami. Dwudziestoma czerwonymi, siedmioma niebieskimi i sześćdziesięcioma pięcioma czarnymi. Czarne już zablokowane, poza dwoma, bo choć wpadły do tej grupy, to widzę w nich potencjał.
Czerwone musiałbym podzielić na dwie podgrupy, bo dla części z nich ja nie byłem czerwony. Nie mam jednak tylu długopisów, więc nieposiadane kolory muszę zastępować opisami.
Czerwony to sukces, czerń to przegrana. Niebieski to mój kolor nadziei.
Jestem myśliwym i każdy krzyżyk to jedna zdobycz. Czasem łatwa – pięć minut i bum, czasem płochliwa, ostrożna, nieufna. Tygodnie podchodów, zasadzek, rozsypywania przynęty. Ale skoro postawiłem krzyżyk, to ostatecznie się udało.
To już siódmy kalendarz, który zapełniam moim prostym szyfrem. Wcześniej wydawało mi się, że będę pamiętał każdy pojedynczy krzyżyk, ale z każdym kolejnym zaczęły mi się one wszystkie zlewać, szczegóły mieszać, detale ulatywać. A przecież muszę wiedzieć! Kiedy? Gdzie? I najważniejsze: JAK? To właśnie od tego mam kolory. Przez pierwsze dwa lata wszystko było niebieskie, a opisy dłuższe. Później stałem się leniwy i trójkolorowy.
Przyszły rok będzie wyjątkowy. Nie będzie zwykłego kalendarza reklamowego od któregoś z klientów. Pod choinkę zażyczyłem sobie od rodziców czegoś wyjątkowego i mama się postarała. Sztywna, skórzana oprawa z tłoczonymi literami. Brzeg kart złoty. Format A4. Strony z dobrego papieru, a nie te przezroczyste świstki jak co roku. Każda strona ozdobiona pięknym ornamentem, jakby wyszedł on spod pióra średniowiecznego mnicha, ślęczącego tygodniami w skryptorium nad każdym detalem.
Czy dzięki takiej oprawie krzyżyki będą lepsze? Czy będzie więcej czerwieni? Już wiem, że nie. Tutaj jakość jest stała i nie mam na nią żadnego wpływu. Mimo, z roku na rok, zdobywanego doświadczenia i sukcesywnej eliminacji czarnych krzyży, statystyki są nieubłagane. Zły towar wciąż zastępowany jest złym towarem.
Rodzice pewnie oburzyliby się, że ich prezent nie będzie mi służył do zapisywania umówionych spotkań, adresów klientów, numerów telefonów i list zakupów. Od tego mam telefon. Na papierze zapisuję tylko upolowanych na grindrze facetów i zamieniam ich w kolorowe krzyżyki.
Czarny – nigdy więcej.
Niebieski – dam mu jeszcze szansę.
Czerwony – Taaaak!
W zanadrzu mam jeszcze żółty cienkopis, który czeka w szufladzie biurka od siedmiu lat. Planuję, że będzie jednorazowy, a po nim nie postawię już żadnego krzyżyka. Może w roku 2020? Chyba, że już zasechł.
Komentarze (2)
Całość pisana w konwencji męskoosobowej, na koniec okazuje się, że gość poluje i odznacza facetów.
Dochodzi do tego młynek do suszu i żółty flamaster, który zapewne oznacza - trafiłem to jedyne!
Ale co (kogo), to ja za cholerę nie wiem.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania