Ksiądz Perlin. Zagadka pieczęci Chrystusowej. Rozdział 2
Rozdział 2. Perlin i nawiedzony profesor.
- Niech będzie... - mówił, ale rozmówca się śpieszył.
- Z tej strony nadzorca świętego relikwiarzu – przedstawił się z wyższością w głosie. - Czy kontaktował się z księdzem, profesor Utczak?
Perlin, w tej chwili wiedział, że profesor już narozrabiał. Góra już wiedziała. Co teraz w takim razie ?
- Tak. Był zainteresowany konsultacją, ale nie jestem pewien czy jestem w stanie mu pomóc – odpowiedział.
W telefonie zapanowała cisza, która nie zwiastowała nic dobrego.
- Proszę dać znać, jeśli ksiądz się z nim skontaktuję, a w najgorszym wypadku, spotka – mówił. - Jest to osoba pozbawiona skrupułów i etyki. Ksiądz nie możę mu ufać. Nasi bracia z klasztoru św. Tomasza, zaprosili go do siebie na noc. Szukał czegoś w zniszczonej kapliczce, wzniesionej przez dawnych chrześcijan – ciągnął dalej. - Zrobił tam taki rozgardiasz... A na dodatek ukradł z klasztoru notatki św. Pustelnika.
- Proszę się nie obawiać, ojcze relikwiarzu, profesorowi tylko zależy na kwestiach teoretycznych – powiedział ksiądz.
- Niech ksiądz go nie słucha, nie dość, że jest nawiedzony to opowiada, te same brednie o pieczęciach co ten Utczak.
Perlin poczuł gniew, profesor Utczak, był dla niego jak ojciec, którego nigdy nie miał. Wskazał mu drogę życia. Objaśnił terminy archeologiczne i rozjaśnił mu pole widzenia, na rzeczy większe niż materialne.
- Pouczę go, na tyle ile zdołam, ojcze. - powiedział.
- W księdzu nadzieja, żeby ten szarlatan przestał obrażać majestat Kościoła katolickiego. - zakończył rozmowę.
W poniedziałek, po godzinie dziewiątej, wszyscy wierni kościoła, wracali z porannej mszy. Ulice znów tętniły ludźmi. Ksiądz przygotował sernik, który dostał od pani Jadzi. Sernik miał dużo dodatków, ale najlepsze w nim były truskawki, które Perlin uwielbiał.
Pani Jadzia uchyliła drzwi do kuchni i oznajmiła:
- Do Księdza jakiś Einstein. – oznajmiła. - Ale pióropusz ma na głowie, ksiądz się uśmieje.
- A to pewnie profesor. - mówił. - Niech go pani wprowadzi, a ja pokroje sernik.
- Ksiądz to mało kolegów przyprowadza – rzekła. - Może koniaczku przynieść?
- Pani Jadzio! Nie przed 12 godziną – odpowiedział, z lekkim rumieńcem na twarzy.
Do kuchni wszedł, średniego wzrostu staruszek, cały siwy, o pięknej pokrytej włosiem głowie i blizną pod okiem. Oczy czarne, w ich głęiach można było doszukać się erudycji i determinacji.
- Dzień dobry, proszę księdza, tak jak mówiłem, sprawa jest wielkiej wagi – mówił. - Mam wszystko, czego potrzebujemy.
- Kawę czy herbatę? – zapytał się ksiądz.
- Yerba Mate, mógłbym prosić – rzekł w stronę księdza.
- Widzę, że nie tylko szkoła, łączy profesora z Adamem – uśmiechnął się w stronę profesora.
Profesor wyjaśnił:
- W tym samym czasie, zaczęliśmy pić ostrokrzew paragwajski. Pamiętam to jak dziś. Dwóch chłopa w brazylijskiej głuszy. - ciągnął dalej - . Szukaliśmy czegoś o konkwistadorach, jeden z Indianin Guarani podszedł do nas i wręczył nam kubek z wyciągiem z liści. Pamiętam jak wtedy nas pokopało. Profesor Utczak, recytował Wirgiliusza w orignale.
Obaj się zaśmiali. Perlina doskonale znał humor profesora i jego podatność na substancje psychoaktywne.
- Indianie Guarani? Przecież ich plemię wyginęło. - dodał ksiądz.
Tak, ale w książkach o dawnych plemionach. - mówił. - Ale ksiądz nie pojęcia, jakie zjawiska skrywa brazylijska puszcza.
Profesor zaczął:
- Jestem tu, bo panu ufam. A ufam dlatego, że był pan pod pieczą Utczaka i wiem z autopsji, że on nie wybierał wąskich umysłów.
Ksiądz milczał.
- Proszę księdza, w Egipcie dorwałem się do zapisków kamieniarzy. - mówił. - Zapiski te jasno tłumaczą, że chodzi tu o bramy nieba.
Szarpnął skórzaną torbę z ziemi. Niedbale wyciągnął plik papierów. Papiery położył na stole. Z marynarki, wyciągnął obwiązany przedmiot w ciemne płótno . Ksiądz w tym momencie wstał, zakaszlał, a potem się przeżegnał.
- Czy to jest to... - powiedział ksiądz ale nie dokończył.
Tak? To jest to, o czym ksiądz myśli. - mówił. -. Pierścień św. Piotra.
- Klucznik wrót niebiańskich — ciągnął profesor —Zostawił nam wiadomość...
- A brzmi ona... - powiedział ksiądz.
- W tym miejscu mój trop się kończy, a zaczyna bajanie i ten pierścień. - mówił profesor. - Wiem, że to może być dla księdza trudne, ale czas porzucić miłą plebanię i złapać byka za rogi.
Co profesor ma na myśli ? - zapytał.
- Według tych zapisków pierścień, który leży przed księdzem, ma coś wspólnego z wyprawą profesora Utczaka na Ararat. - ciągnął dalej. - Na górze znajdziemy odpowiedź.
- Profesorze, mam wiedzę teoretyczną, mogę jedynie zdradzić, historię poszczególnych pieczęci, ale to co mam przed sobą – mówił. - To pewnie falsyfikat, prawdziwy zaginął w czasie wojen napoleońskich, która poniekąd była zasłoną, aby go ukryć. Przekaz św. Berdniarza mówi, że pierścień jest ukryty głęboko w jaskiniach Degoree w południowej Francji .Jesli jest autentyczny to potrafi...
Strzelać białym światłem – dokończył profesor. - Arka przymierza też to potrafiła, ale na większą skalę niż ten tutaj.
Tu nastąpiła cisza, księdza ogarnęło przyjemne ciepło. Ciekawość, która rządziła światem księdza, popychała go kiedyś w stronę góry, która swą sławę zawdzięczała Biblii. Profesor wstał od stołu, wziął ze sobą mate i usiadł na fotel. Był zmęczony. Ksiądz był w dalszym ciągu pogrążony w myślach o profesorze.
Po chwili ciszy:
Proszę księdza, zdrzemnę się na chwilę. - mówił. - Potem się pakujemy i lecimy do Armenii.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania