Poprzednie częściKsiądz Z Zaświatów cz.1

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Ksiądz z Zaświatów _ Koszmar Powraca

Noc w Wodzisławiu nie przyniosła Markowi ukojenia. Obraz tajemniczej ołowianej kuli i pusta komora w jej wnętrzu wwiercały mu się w umysł, budząc w nim stłumione lęki. Przewracał się z boku na bok, a każdy szmer wiatru za oknem wydawał mu się zapowiedzią czegoś znacznie gorszego niż zwykła burza.

Następnego ranka, jeszcze zanim słońce wzeszło nad horyzont, zadzwonił telefon. To był wuj Edgar. Jego głos, zazwyczaj opanowany, drżał z niedowierzania i przerażenia.

"Marku... musisz tu natychmiast przyjechać. To... to niewiarygodne."

Marek zerwał się z łóżka, serce tłukło mu się w piersi. Wiedział. Wiedział, że to nie będzie zwykłe archeologiczne odkrycie.

Gdy dotarł do kościoła, wokół wejścia do krypty panowało poruszenie. Kilku robotników stało z otwartymi ustami, ich twarze były blade i przestraszone. Wuj Edgar i ciotka Konstancja stali w milczeniu, zapatrzeni w otwartą, nowo odkrytą wnękę. Powietrze było ciężkie, przesiąknięte zapachem stęchlizny i czegoś jeszcze – czegoś, co Marek rozpoznał z najgorszego koszmaru swojego życia: zapach śmierci i rozkładu, ale też słodkawej woni, która przypominała mu miazgę z Zaświatów.

Odkrycie

Marek podszedł bliżej, czując, jak jego żołądek się ściska. To, co zobaczył, na zawsze wryło mu się w pamięć, przeskakując nawet obrazy z pustego kościoła. W odkrytej komnacie, która rozciągała się poza wcześniej znaną kryptą, panował przerażający widok.

Na całej jej długości, wbite w ziemię niczym makabryczny las, stały pale. A na nich... na nich nabite były nagie męskie ciała. Nie były to szkielety, ani rozkładające się zwłoki. Były to ciała pozbawione życia, ale wciąż przerażająco nienaruszone, jakby czas zatrzymał się dla nich w chwili niewyobrażalnego cierpienia. Ich skóra była blada, woskowa, oczy szeroko otwarte i puste, skierowane ku sufitowi, a usta wykrzywione w niemym krzyku. Nie było na nich śladów krwi, jedynie suche, ciemne plamy w miejscach, gdzie pale przebijały ich torsy.

W komnacie panował chłodny, nieruchomy spokój, który tylko potęgował grozę. Nie było tu wiatru, który szumiałby między ciałami, ani pęknięć w ścianach. Było to miejsce, stworzone z premedytacją, by być wiecznym świadectwem niewyobrażalnej tortury.

Wuj Edgar, który zwykle był ostoją spokoju, chwycił Marka za ramię. Jego dłoń drżała.

"Marku... co to jest? Kim byli ci ludzie? I dlaczego... dlaczego są tak zachowani?"

Marek milczał. Rozpoznał w tych ciałach coś znajomego, coś, co łączyło je z tamtą, straszną nocą. Ta sama nienaturalna bladość, ta sama przerażająca cisza. Nie były to typowe ofiary. Były to naczynia. Naczynia, z których coś zostało wyssane.

Spojrzał na ołowianą kulę, która teraz wydawała się jeszcze bardziej złowroga. Czy to ona była źródłem tego koszmaru? Czy to w niej spoczywała odpowiedź na to, co widział w swoim poprzednim kościele?

Teraz, w nowej parafii, Marek wiedział, że ucieczka okazała się iluzją. Zło podążyło za nim, a może nawet było tutaj od dawna, czekając na odpowiedni moment, by się ujawnić. Pytanie brzmiało: co teraz? Czy jego wiara, już raz wystawiona na najcięższą próbę, zdoła sprostać nowemu, jeszcze bardziej przerażającemu wyzwaniu?

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania