Poprzednie częściKsiądz Z Zaświatów cz.1

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Ksiądz z Zaświatów _Mroczny Rytuał i Mroczna Piesn

Ksiądz Marek patrzył na znikający w lesie korowód, a zimny dreszcz przebiegł mu po kręgosłupie. To nie był sen, to był kolejny, obrzydliwy element układanki, która w Wodzisławiu stawała się coraz bardziej przerażająca. Serce biło mu jak oszalałe, a umysł gorączkowo szukał wyjaśnień, podczas gdy lęk ściskał mu gardło. Nie mógł pozwolić, by dzieci zmierzały w stronę nieznanego zła.

Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, Marek narzucił na siebie płaszcz i czym prędzej wybiegł z plebanii. Noc była ciemna, a jedynym światłem były migoczące w oddali pochodnie, które wskazywały drogę pochodu. Biegnąc ścieżką wiodącą do lasu, czuł pod stopami chłód ziemi i słyszał jedynie szum wiatru w koronach drzew, który zdawał się szeptać starożytne, zapomniane zaklęcia.

Kamienny Krąg i Pieśń Ciemności

Marek, ukryty za gęstymi krzewami, w końcu dotarł na polanę. To, co tam zobaczył, wprawiło go w osłupienie. W samym jej sercu znajdował się pradawny kamienny krąg, złożony z ogromnych, omszałych głazów, które wyglądały, jakby stały tam od zarania dziejów. W jego centrum paliło się wielkie ognisko, rzucając migotliwe cienie na okoliczne drzewa.

Dzieci z Wodzisławia, wciąż nagie i z twarzami zasłoniętymi dziwacznymi nakryciami, stanęły wokół ogniska w perfekcyjnym kręgu. Ich ciała, pokryte czerwonymi symbolami, lśniły w blasku płomieni. Marek zauważył, że ruchy dzieci były powolne, niemal hipnotyczne.

Nagle rozległa się pieśń. To nie była pieśń ludzka, a raczej syczenie, szept, który zdawał się wypływać z samej ziemi, z kamieni, z powietrza. To był monotonny, gardłowy śpiew, pozbawiony słów, ale pełen pierwotnej mocy i mroku. Dzieci zaczęły poruszać się w powolnym, rytmicznym tańcu, ich kroki były miarowe, a ramiona unosiły się i opadały w zgodzie z melodią. Marek rozpoznał w tym coś, co przypominało ruchy widm z poprzedniego kościoła – szarpane, nienaturalne, jakby były marionetkami kontrolowanymi przez niewidzialne siły.

Nie było tu żadnego kapłana ani przewodnika, żadnego dorosłego. Jedynym, co kierowało rytuałem, była sama pieśń i niewidzialna energia, która emanowała z kamiennego kręgu i ogniska. Blask płomieni zdawał się wibrować w rytm pieśni, a cienie tańczyły na ścianach lasu, tworząc fantasmagoryczne kształty.

Marek poczuł, jak jego wewnętrzny spokój rozsypuje się w pył. Ten rytuał, ta pieśń, ta hipnotyczna energia, wszystko to było przerażająco obce, pierwotne i nieprzystające do niczego, co znał z kościelnych obrządków. Czuł, że to, co działo się na polanie, było czymś więcej niż tylko aktem bluźnierstwa. To było otwieranie bram, wzywanie czegoś, co powinno pozostać ukryte w najmroczniejszych zakamarkach ludzkiej historii.

Obserwując dzieci, Marek zauważył, że ich oczy, widoczne spod dziwnych nakryć, były puste i szklane, pozbawione życia, podobne do tych, które widział w krypcie. Czyżby ta sama siła, która pochłonęła jego parafian, teraz zawładnęła duszami dzieci Wodzisławia?

Marek stał tam, sparaliżowany strachem i obrzydzeniem. Co mógł zrobić przeciwko tak potężnej, pradawnej mocy? Czy w ogóle miał szansę powstrzymać ten koszmar, zanim pochłonie całą wioskę?

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania