Poprzednie częściKsiądz Z Zaświatów cz.1

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Ksiądz z Zaświatów _Pusty Kosciół

Panika wybuchła w kościele z siłą uderzenia pioruna. Krzyki, szlochy i modlitwy mieszały się z narastającymi szeptami i sykiem mazi. Ksiądz Marek, choć jego serce biło jak oszalałe, próbował podnieść głos, by uspokoić przerażonych parafian, ale jego słowa ginęły w kakofonii grozy.

Zjawy, które przed chwilą były eterycznymi kształtami, nagle nabrały przerażającej realności. Ich puste oczy płonęły nienawiścią i głodem. Zaczęły poruszać się szybciej, ich ruchy były szarpane i nienaturalne, jakby były marionetkami pociąganymi przez niewidzialne nici.

Pierwszymi ofiarami były te, które stały najbliżej ołtarza. Zjawy rzuciły się na nich z niespodziewaną furią. Nie było to fizyczne uderzenie, lecz coś znacznie gorszego. Ich eteryczne dłonie przenikały przez ubrania, jak przez mgłę, ale ich dotyk był lodowaty i parzący jednocześnie. Parafianie krzyczeli, gdy ich ubrania, niczym stare, spróchniałe liście, zaczęły rozpadać się i odpadać, odsłaniając nagie, bezbronne ciała. Materiał szeleścił, rozsypując się w pył, a w powietrzu unosił się dziwny, elektryczny zapach.

Nagość nie była tu powodem do wstydu, lecz kolejnym elementem przerażenia. Ludzie, pozbawieni ostatniej bariery, stali się jeszcze bardziej bezbronni, wystawieni na widok i dotyk niewidzialnych oprawców. Ich krzyki stawały się coraz bardziej rozpaczliwe, gdy zjawy, niczym drapieżne bestie, zaczęły ich otaczać.

Wtedy rozpoczął się prawdziwy horror. Zjawy nie biły, nie raniły w sposób fizyczny. Zaczęły pochłaniać. Ich eteryczne ciała zdawały się stapiać z ciałami parafian, wnikać w nie, jak dym w porowaty kamień. Ludzie wyginęli się w nienaturalnych konwulsjach, ich twarze wykrzywiły się w niemym krzyku. Ich skóra zaczęła blaknąć, stawać się przezroczysta, jakby ich istota była wysysana.

Ksiądz Marek patrzył na to z przerażeniem, niezdolny do ruchu. Widział, jak stara Jadwiga, której ciało drżało z zimna i strachu, staje się coraz bardziej przezroczysta, aż w końcu zniknęła, pozostawiając po sobie jedynie cichy jęk, który rozpłynął się w powietrzu. Pan Zygmunt, zbrodniarz wojenny, który widział śmierć w wielu postaciach, teraz sam stawał się jej ofiarą. Jego ciało kurczyło się, jakby wysychało, a jego zaciśnięte usta otworzyły się w ostatnim, niemej prośbie o litość, zanim zniknął bez śladu. Anka, prostytutka, której ciało było narzędziem grzechu, teraz stawało się ofiarą niewidzialnych sił, które pochłaniały ją kawałek po kawałku, aż pozostał po niej tylko zapach tanich perfum i łez.

Szepty i krzyki nasilały się, tworząc piekielną symfonię. Maź na posadzce bulgotała coraz gwałtowniej, tworząc wiry, które zdawały się wciągać resztki ludzkiej egzystencji. Kościół drżał w posadach, a z sufitu sypał się tynk i gruz, jakby sama świątynia płakała nad losem swoich wiernych.

Ksiądz Marek, otoczony przez wirujące zjawy, czuł ich lodowaty dotyk. Widział, jak jego parafianie, jeden po drugim, znikają w nicości, pochłonięci przez niewidzialne siły. Ich ciała, ich dusze, ich grzechy – wszystko to stawało się częścią mrocznej substancji, która wypełniała kościół.

W końcu, gdy ostatni krzyk umarł w powietrzu, a ostatnie ciało rozpłynęło się w mazi, kościół zapadł w przerażającą ciszę. Światło, które przed chwilą przygasło, teraz zgasło zupełnie, pogrążając wnętrze w absolutnej ciemności. Zjawy zniknęły, maź przestała bulgotać, a jedynym dźwiękiem był cichy szmer wiatru, który hulał w zrujnowanych murach.

Ksiądz Marek stał sam, w kompletnej ciemności, w pustym kościele. Pozostał tylko on, jego drżące ręce i echo niewypowiedzianych grzechów. Kościół był pusty. Pusty i zimny, jak grobowiec.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania