Książę z bajki
Zaniedbany mężczyzna przykuwał swoim nijakim wyglądem uwagę wścibskich sąsiadów, którzy wiedzieli wszystko o wszystkich. Jednak mur, jakim odgrodził się ten lokator od ich wzroku był nie do przeniknięcia. Wyjątkowo złościł ich brak możliwości zaszufladkowania czterdziestolatka i umieszczenia go w przyjętych przez nich schematach. Stale ubrany był w odzież znoszoną, wypłowiałą może nie była ona dobrze doprana, lecz śmierdzący nie był i oszałamiającego zapachu w koło siebie nie roznosił. Najgorzej, że nie był pijący, a po takim to można wszystkiego się spodziewać. Uczciwość też miał zakodowaną, jeżeli znalazł coś zgubionego na klatce schodowej to zawsze odnosił. Nawet próbowali sprowokować go do kradzieży, pozostawiając atrakcyjne fanty i obserwując jego zachowanie. Wszelkie wysiłki okazały się daremne i po kilkunastu razach poniechano. Pozostawiony sam sobie żył samotnie i nigdy nikomu nie opowiedział o swoim życiu, które wiódł zanim nie przyjechał do ich miasteczka.
Społeczność małomiasteczkowa tylko pozornie jest ospała. Zazwyczaj żywi się pikantnymi wiadomościami roznoszącymi pocztą pantoflową. Niestety wszelkie próby unowocześnienia przesyłu informacyjnego i dostarczania nowinek w rodzaju „słyszała pani” drogą elektroniczną się nie sprawdziły. Najbardziej brakowało w nich napięcia i nie przenosiły też emocji związanych z opowiadaniem wyjątkowo ciekawego wydarzenia. Zazwyczaj ciężko jest na początku przekazywania nowinek ustalić głównych bohaterów i tu okazywał się niezbędny kontakt fizyczny miedzy opowiadająca i słuchającą. Tym bardziej, że role narratora często się zmieniał przy omawianiu postaci akcji. Początek dialogu przeważnie przebiegał standartowo.
- Słyszała pani, wczoraj ten od Jezioraków po wcześniejszym powrocie z delegacji, zastał swoją żonę w łóżku z tym, co mieszka w ostatnim budynku pod samym lasem.
- Z którym, tym z parteru czy z pierwszego piętra?
- To nie o młodych chodzi, tylko o ich ojca.
- Przecież on jest w sanatorium.
- Był do przedwczoraj, a jak tylko wrócił to taka chcica go dopadła, że pędem pobiegł do żony Jezioraka.
- Przecież to stary pierdziel, on pewnie już nie może.
- Ponoć w sanatorium jakiś kuracjusz załatwił mu niebieskie tabletki, tam podleczył się i teraz szaleje.
- I co?
Niestety początek akcji, rozwinięcie i zakończenie musimy sobie darować ze względu na oszczędność papieru, pojemności sprzętu elektronicznego i możliwości uśpienia, co mniej zainteresowanego. Jednak streszczenie akcji z pominięciem pikantnych szczegółów tym bardziej niepotwierdzonych, tylko w znacznej części ograniczamy.
Główny winowajca, cwany lis, był przyszykowany na możliwość dekonspiracji jego w roli najlepszego przyjaciela pana domu. Dlatego oprócz niebieskich tabletek zabrał z sobą butelkę dobrej wódki, a na zagrychę zapakowane w plastikowy pojemnik koreczki śledziowe. Gospodarz jak powrócił wcześniej do domu faktycznie zastał niedomagającego kolegę w małżeńskim łożu. Przy nim krzątała się jego małżonka ubrana jedynie w podomkę, ponieważ gość przyszedł wcześnie rano z butelką do jej męża i nieborak po długiej podróży zaniemógł. Pani domu troszcząc się o samopoczucie przybyłego, położyła go na najlepszym i najwygodniejszym posłaniu. Nikogo nie trzeba przekonywać, że najbardziej prestiżowym miejscem w domu jest małżeńska sypialnia.
Gość na widok przyjaciela poczuł się znacznie lepiej, by móc wypić z gospodarzem przyniesiony prezent. Jednak po kolejną butelczynę musiał iść sam pan domu, ponieważ kolega nie czuł się jeszcze na tyle dobrze, żeby dokonać osobiście zakupu nowej flaszeczki. Kiedy rozgrzany małą porcją alkoholu małżonek pobiegł po następną, to przybyły zaopiekował się troskliwie jego żoną, jak robił to zawsze wcześniej w takich i podobnych sytuacjach.
Przypadek, a właściwie sąsiadka sprawiła, że naszemu bohaterowi została przedstawiona jego rówieśnica. Kobieta podobnie jak on wiele przeszła w życiu, los jej nie oszczędzał. Teraz pozbawiona własnego kąta błąkała się po znajomych, w poszukiwaniu ciepłego miejsca do spania, pomimo posiadania własnego mieszkania. Małżonek bił i poniewierał ją przez całe życie teraz, choć nie bije to sąd przyznał mu jeden pokój, oraz prawo do korzystania z kuchni, łazienki, przedpokoju. Była żona przed tyranem ratowała się ucieczką, zostawiając mu wszystko.
Sąsiadka chcąc pozbyć się krewnej, uknuła chytry plan wciśnięcia jej do łóżka samotnego mężczyzny, pod pozorem wynajęcia przez nią pustego pokoju dla kuzynki. Mężczyzna nie potrafił odmówić asertywnej sąsiadce i zaprosił do swojego domu bezdomną kobietę. Początkowo ich relacje były bardzo ostrożne, jedno drugiemu starało się nie wchodzić w drogę. Próbowali unikać wzajemnych kontaktów, lecz wspólne małe mieszkanie skutecznie im to uniemożliwiało. Powoli nieśmiało zbliżali się do siebie i odkrywali podobne pasje, zainteresowania. Wspólne rozmowy z każdym dniem były prowadzone bardziej otwarcie, szczerze i życzliwie. Samotność doskwierająca im dołożyła trochę od siebie i w poszukiwaniu wzajemnego ciepła, umówili się na randkę poza domem. Jednak na tym się nie skończyło i po pierwszej przyszły kolejne, a po nich następne. Niewiadomo dokładnie nawet, kiedy oboje zaczęli o siebie dbać, początkowo robili to dla innych ludzi spotykanych na kolacjach w restauracjach. Potem przerodziło się to w rutynę i stało się codziennością troszczenie nawzajem o siebie.
Kiedy z lokatorki przerodziła się w panią domu, wtedy dopiero ludzie zaczęli sobie na nich używać. Szybko nadrabiali zaległości plotkarskie z przed lat, już nikt nie współczuł poniewieranej i bitej kobiecie. Teraz zaczęto jej zazdrościć i nie było miejsca na litość i dobre słowo. Najgorsze dla kumoszek było to, że chłop okazał się zaradny i troskliwy. Stale doceniał zalety i starania partnerki. Oboje dawali z siebie dla związku wszystko, co najlepsze i przez to czerpali radość pełnymi garściami. Ludzka zawiść i zazdrość dokuczała im coraz bardziej, a jak się pobrali, to nie było dla nich chwili wolnej od plotek.
Mężczyzna chcąc dla nich spokoju podjął decyzję powrotu do zajmowanego przez niego wcześniej domu, poinformował o tym żonę. Kobieta przystąpiła do pakowania wspólnego dobytku, jednak zdziwiła ją prośba męża, żeby niczego nie zabierać. Kolejny raz została tylko z tym, co miała na sobie i kilka drobiazgów w torebce. Sąsiedzi widzieli tylko jak oboje po wyjściu z domu wsiadają na przystanku do dalekobieżnego autobusu. Nikt z gapiów nie słyszał, do jakiej miejscowości wykupił mężczyzna bilet i ta niewiedza musiała im do końca wystarczyć.
Autokar opuścili na przystanku na żądanie w dużym mieście na trasie przejazdu. Chodnikiem poszli wzdłuż głównej ulicy do najbliższego skrzyżowania. Zaraz zanim mieścił się zarośnięty drzewami duży ogrodzony zabytkowym płotem teren przypominający park. Przejście dla pieszych prowadziło wprost do furtki, mężczyzna śmiało podszedł do niej i otworzył kluczem wyciągniętym z kieszeni marynarki. Kiedy oboje przez nią przeszli, starannie zamknął. Dalej poszli żwirową alejką obsadzoną po bokach kwitnącymi różami, ścieżka kończyła się przed ścianą pałacu. Kobieta pomyślała, że budowla swoim przepychem ją onieśmiela, lecz słowa męża jeszcze bardziej namieszały.
- To od dzisiaj jest też i twój dom.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś? – powiedziała z nutką pretensji w głosie.
- Gdyby nasi byli sąsiedzi dowiedzieli się, że jesteśmy tacy bogaci z pewnością zatruliby nam życie jeszcze bardziej.
Szlachetnemu, inteligentnemu, wspaniałemu i dobremu sprawia przykrość, gdy oceniany jest nie po tym, jakim jest człowiekiem, lecz co posiada i jakie ma wpływy.
Komentarze (2)
"Społeczność małomiasteczkowa tylko pozornie jest ospała. Zazwyczaj żywi się pikantnymi wiadomościami roznoszącymi pocztą pantoflową" - perełka :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania