Księżycowa dziewczyna

Pogodna, lecz bardzo chłodna noc.Odnalazł bez trudu Twój dom. Przypłynął bliżej. W blasku swoich promieni, przez uchyloną firankę, zobaczył Twój pokój – lekki półmrok i szepty nocy. Delikatnie popchnął okno i wsunął się do środka. Wziął krzesło od biurka, postawił obok łóżka i przysiadł.Przyszedł, by zabrać Cię na spacer – spacer do gwiazd – wiedząc, że jesteś sama pośród tej chłodnej nocy. Usiądzie obok, popatrzy w Twoje sny, odgoni koszmary. Gdy będzie Ci chłodno, ogrzeje Cię swym ciepłem. A spacer? Może nie dziś? Może innej nocy? Może będzie ich jeszcze wiele?Patrzy na Ciebie – jesteś taka słodka. Jak brzoskwinia na gałązce w rajskim ogrodzie, którą chciałoby się chronić własnym ciałem przed wszelkimi niebezpieczeństwami. Mijają minuty, może godziny. Widzi, jak kołdra zsuwa się z lekka. Wstaje, by ją poprawić i okryć Twe ciało.Przez sen łapiesz go za dłoń. Masz piękne dłonie, takie delikatne, choć trochę zmarznięte. Trzeba je ogrzać. Nachyla się nad nimi, a ciepło jego oddechu rozgrzewa je nieco. Dotyka Twej dłoni ustami.Otwierasz oczy.– Jesteś nareszcie… Tak tu chłodno, proszę, ogrzej mnie – słyszy Twój miękki głos.Wtulasz się w jego ramiona, tak słodko. Uwielbia, gdy to robisz. Czuje zapach Twoich włosów. Bierze Twą twarz w dłonie. Zagląda głęboko w oczy, szuka Twych myśli, Twych marzeń i pragnień. Widzi coś! Wytęża wzrok – na dnie Twoich oczu dostrzega obraz jakże znajomy. O tak, to marzenia, to pragnienia, to ogromna tęsknota. Jakże ona podobna do jego własnej!Zamykasz oczy. Czyżby to znak? Jesteś tak blisko. Dotyka delikatnie ustami ust Twych. Co za smak, co za cudowna rozkosz! Czas zwalnia – liczycie się tylko Ty, on i ta noc. Wasze dłonie splatają się ze sobą, czułym dotykiem szepczą i snują własne opowieści. Wtulasz się znów w jego ramiona i zamykasz oczy. Zasypiasz.Budzisz się rano. Rozglądasz się wkoło.„To był piękny sen” – myślisz, uśmiechając się do siebie.Nagle spogladasz na przysunięte do łóżka krzesło. Przecież wieczorem stało przy biurku…Twoje dłonie odruchowo wędrują do ust, na których wciąż czujesz ledwo zauważalne, ciepłe mrowienie. Serce zaczyna bić mocniej, uderzając o żebra niczym spłoszony ptak. Wstajesz gwałtownie z łóżka, a bose stopy dotykają lodowatej podłogi, boleśnie przypominając o chłodzie rzeczywistości.

Poddajesz się fali sprzecznych emocji – racjonalny umysł podpowiada, że to niemożliwe, ale serce bije rytmem tamtej nocy.

Podchodzisz do krzesła z niepewnością, jakby dotknięcie go mogło sprawić, że zniknie. Na drewnianym oparciu dostrzegasz coś, co natychmiast odbiera Ci dech w piersiach. Leży tam drobna, idealnie gładka brzoskwinia, mieniąca się ciepłymi odcieniami złota i czerwieni. Pachnie letnim słońcem, tak intensywnie i nierealnie pośród tej mroźnej, jesiennej aury, że aż kręci Ci się w głowie. Obok niej, na blacie biurka, ranna bryza lekko porusza firanką – okno, choć pamiętasz, że zamykałaś je wieczorem na klucz, jest teraz milimetr uchylone.

Przez ramy okna wpadają pierwsze, blade promienie porannego słońca. Nie ma w nich jednak tej magii, którą czułaś w nocy. Ten poranny blask wydaje się obcy, surowy i pusty. Dotykasz owocu, a Twoją skórę natychmiast zalewa fala przyjemnego, głębokiego ciepła. Dokładnie takiego samego, jakim emanował jego oddech, gdy ogrzewał Twoje zmarznięte dłonie.

Uśmiechasz się szeroko, a do oczu napływają Ci łzy wzruszenia. To nie była iluzja. On naprawdę tu był. I choć dzień zmusza Cię do powrotu do szarej codzienności, Ty już nie czujesz się samotna. Wiesz, że ta chłodna noc była dopiero początkiem. Zamykasz oczy, ściskając brzoskwinię w dłoniach, i z niecierpliwością zaczynasz wyczekiwać kolejnego zmierzchu.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania