Księżycowa księzniczka 13

— Dawno wstałaś?

— Przed słońcem. Dextra była w lesie. Przyniosła jagód i malin.

Gruther wzdrygnął się na widok owoców. Ale cóż, to były bardzo pospolite owoce lasu.

— Zjem w drugiej izbie. A ty jadłaś?

— Dextra nie jadła. Mało je.

— Będę jeszcze dwa dni. Potem jadę. Moi żołnierze zostaną.

— Dextra wie. Słyszała jak Gruther mówił. Dextra idzie z Gruther.

— Gdzie chcesz ze mną iść?

— Gdzie Gruther, tam Dextra.

— Zostaniesz tutaj. To niebezpieczne.

— Dextra idzie z Gruther. Gruther bronić Dextra. Gruther silny. Dextra nie bać się z Gruther.

Gruther popatrzył na dziewczynę. Była rzeczywiscie nie brzydka, a nawet ładna. Ale on o tym nie myślał. Zastanawiał się, czemu ona jest taka dla niego. Przez chwile przypomniał sobie całą historię z Kaliją. Ona też uparła się, żeby z nim jechać i... zginęła. Teraz była całkiem inna sytuacja, ale mimo to Gruther powiedział.

— Kalija chciała jechać ze mną i zginęła. Nie chcę byś ze mną jechała.

— Kto to, Kalija?

— Kochałem ją. Zabili ją. Ciężko mi na sercu.

Poczuł ból i smutek.

— Dextra rozumie. Serce Gruther płacze. Dextra smutna. Co zrobić?

— Nic nie możesz zrobić. Ludzie żyją i umierają. Nie zdążą cieszyć się życiem.

— Gruther smutny, Dextra smutna. Razem lepiej. Dextra pójdzie z Gruther.

— Dobrze, pójdziesz. Będę cię bronić.

— Dextra umie bronić. Ma nóż. Dextra szybka. Umie złapać królika.

Gruther się uśmiechnął.

— Skąd jesteś. Twoi rodzice żyją?

Dziewczyna popatrzyła na niego dłużej.

— Dextra nie wie. Mieszkała w lesie. Dextra je swieże mięso.

— Mówili mi. Jak się uchowałaś? Wilki cię nie zjadły?

— Dextra nie bać się wilków. Wilki bać się Dextra.

— O tak? A czym je straszysz?

— Dextra wyje, wilki uciekają.

Gruther się roześmiał. Ma fantazje, pomyślał. Dextra wydawała się mówić do rzeczy, ale nie wszystko co mówiła miało sens. Gruther widział już różnych ludzi. Czasami silny strach lub wielka krzywda pozostawiała znak na całe życie.

— Ja boję się wilków. Ale wilki boją się ognia. Palę ogień i wilki nie podchodzą.

— Dextra lubi ogień. Ogień ciepły.

— Muszę iść do moich ludzi. Nie usmol się, masz czysty ubiór.

— Dextra może iść z Gruther?

— Zostań w chacie, albo pomóż matce.

— Dextra pomoże matce. Gruther wróci szybko?

— Nigdzie nie idę. Będę we wsi.

Wyszedł. Zobaczył kilku ludzi na zewnatrz.

— Mili ludzie, dobrze, że przybyliśmy na czas — odezwał się jeden. Nie chcesz zostać, panie?

— Za dwa dni ruszam.

Gruther rozmawiał z nimi normalne, chociaż wiedział, że już praktycznie nie są jego żołnierzami. Byli około stu mil od miasta. Według gwiazd odeszli na zachód. Na północy były niskie góry. Cała okolica była pełna rozlewisk wielkiej rzeki. Gruther wiedział, że daleko na wschodzie jest wielka słona woda.

Następne dni wygladały podobnie. Dextra nie zmieniła zdania. Chciała jechać z nim.

Wszyscy mieszkańcy wsi, zgodnie potwierdzili, że dobrze na nią wpływa. Nigdy nie zachowywałą się tak spokojnie. Nie oddalała się i nie brudziła. Przez trzy dni prawie nic nie jadła. Przynosiła mu co dnia jagody i maliny.

— Kiedy chodzisz je zbierać. Jesteś ze mna cały czas. A w nocy spisz.

— Dextra pokaże. Rosną niedaleko.

Ruszył za nia. W odległości strzału z łuku, za chatami rosło poletko dzikich jagód i malin.

— Dextra jadła. Dobre. Dextra będzie jeść co Gruther.

Gruther przypomniał sobie co mu mówiła.

— Złapiesz dla mnie zajaca?

— Dextra złapie.

— A dzika?

— Dzik mocny. Dextra nie lubi dzika, bardzo twardy.

— Złapałaś dzika?

— Raz.

— Jadłaś?

— Nie. Dzik twardy. Dextra puściła wolno.

— Skąd wiesz, że twardy?

— Dextra słyszała od ludzi ze wsi. Pieką długo, a dzik twardy.

— Jesteś śmieszna, lubię cię. Koisz moje serce.

Dextra usiadła na trawie. Patrzyła na Gruthera.

— Powiedz, Gruther.

Usiadł i zaczął opowiadać. Powiedział jej wszystko. Dextra słuchała. Nie zmieniała wyrazu twarzy.

— Dextra smutna w sercu. Dextra nie powie nic. Nie pamięta. Dextra smutna w sercu.

Przytuliła Gruthera i położyła głowe na jego ramieniu. Siedzieli tak długo.

— Wracajmy, pomogę matce.

— Dextra pomoże co trzeba. Dextra przyjaciel.

— Dextra, jesteś bardzo dziwna. Koisz moje serce.

Tym razem nic nie powiedziała. Patrzyła mu w oczy.

 

Nastapił dzień odjazdu. Mieszkańcy pożegnali Gruthera bardzo serdecznie. Pożegnał się z towarzyszami. Dextra siedziała na koniu i patrzyła w dal.

— Lubi cię — rzekł Siegfried. Może pomoże ci zapomnieć o niej.

Gruther spojrzał na drucha.

— Nigdy nie zapomnę Kaliji. Żegnajcie.

Ruszyli. Nie odwrócili się. Cała wieś patrzyła jak znikają na horyzoncie.

Gruther popadł w smutny nastrój. Ostanie zdanie, które zamienił z druchem dotyczyło jego utraconej miłości. Dextra jechała z jego prawej strony. Trzymała się dobrze na wieszchowcu. Jeden z jego byłej drużyny podarował jej swojego pięknego ogiera. Koń Gruthera był klaczą. Miała czarną sierść i tylko małą czarną plamkę na przedzie głowy. Gruther nazywał ją Gwiazdka. Koń, na którym jechała dziewczyna był szary w białe, drobne łaty. Jego druch nazywał go Książe. Zanim wyjechali Dextra się ucieszyła z tego podarunku. Ale ponieważ, Gruther był pochłonięty tym co usłyszał w ostatnim zdaniu od Siegfrieda, nie zwrócił na to uwagi.

Po przeszło godzinie milczenia, Dextra zagadnęła.

— Gruther, ty nie smutny cały czas. Serce zmęczone.

Młodzieniec nie chciał rozmawiać o tym, ale ponieważ ona zaczęła odpowiedział. Powiedział coś co zupełnie nie dotyczyło jego nostalgii.

— Dextra, czemu nie mówisz dobrze. Przecież pochodzisz stąd.

— Dextra pięć lat. Nikt nie uczył Dextra mówić.

— Masz więcej niż piec lat. Jesteś dużą dziewczyną.

Zamiast odpowiedzieć, dziewczyna zaczęła się smiać.

— Dextra mówić, a Gruther nie słuchać. Dextra nie dziewczyna, Dextra księżniczka. Księżniczka jedzie na książe.

— Jak to jedzie na książe?

— Księżniczka, książe.

Dziewczyna pokazała na siebie, a potem na konia.

— Książe dobry. Dextra lubi.

Gruther lekko się uśmiechnął.

— Rozumiem. Mówi się ,,Ja lubię konia”

— Co to ,,Ja”, Gruther?

— Ty.

— Dextra nie głupia, ale nie rozumieć. Jak to,,Ja jest ty”.

— Dextra jest ty.

— Rozumieć, ,,Ty lubi Książe”.

— Dextra, to proste. Jeśli ty mówisz o sobie, mówisz: Ja. Kiedy ja mówię o tobie mówię: Ty.

— Dextra nie głupia, ale nie rozumieć: mówisz, mówię, Ja, ty.

— Tak, masz rację.

— Gruther, Dextra. Gwiazda, Książe.

Pokazała kolejno na nich i ich konie.

— Tak, masz racje. Tak jest prościej. Ale chcę cię nauczyć dobrze mówić.

— Dextra dobrze mówić. Gruther nie smutny, Dextra uczyć.

— O, będziesz się uczyć jak ja nie będę smutny?

— Tak.

— Nie jesteś głupia i dużo czujesz. Wiesz dlaczego jestem smutny. Nigdy nie będę wesoły.

— Co to wesoły?

— Nie smutny.

Widocznie nie zrozumiała.

— Pokaż, wesoły.

— Cha, cha, cha — zaśmiał się sztucznie.

— Dextra, księżniczka, cha, cha, cha.

Znowu pokazała swoje śliczne zęby.

— Tak. Kiedy człowiek się śmieje, jest wesoły.

— Kalija nie ma. Gruther smutny. Gruther wesoły, Kalija nie ma. Serce zmęczone. Dextra smutna.

— Nie wiem co chcesz powiedzieć...

Dziewczyna popatrzyła na niego.

— Las, spać. Woda. Ogień. Gruther głodny. Nie jechać. Dextra rozmawiać. Trzeba ręce.

— Och, Dextra. Chcesz się zatrzymać na noc. Rozpalimy ogień, żeby nie było wilków. Chcesz rozmawiać. Myślisz, że jest tu woda. Do czego trzeba ręce?

— Rozmawiać, trzeba ręce.

— Człowiek nie potrzebuje rąk do rozmowy. Potrzebuje usta.

Dextra pokazała język.

— Masz rację, trzeba mieć język. Dobrze jedziemy cały dzień. Zatrzymamy się. Wjechali głębiej w las.

— Tam, woda. Nie ma wilki. Maliny, dużo. Królik, Dextra złapać dla Gruther.

— O. Zaraz będzie ciemno. W nocy trudno polować.

— Dextra widzi w nocy. Królik śpi. Biedny królik.

— Jesteś naprawdę dziwna. Żal ci królika?

— Wszystko żal. Dextra dobra.

Gruther pomyślał, że nie spotkał nikogo podobnego do Dextry. Może Kaliję. Może dlatego nie jadła mięsa. Ale sama Dextra mówiła i mieszkańcy wioski mówili pierwsi, że je mięso na surowo. Zabija, ale jej żal.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania