Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Księżycowa księzniczka 6
— Sądzisz, że będzie bunt?
— Teraz już wiem.
— Kiedy się to stanie?
— Zaraz po wschodzie.
— Czy twój ojciec wie? Ile macie ludzi zdolnych do walki?
— Wielu, prawie tylu co was. Ale ty mi nie wierzysz!
— Wierzę, tylko nie rozumiem. Może powinienem pojechać i powstrzymać bunt.
— Nie pojedziesz.
— Jestem dowódcą.
— Czekają na ciebie. Chcą cię zabić. I zrobią to jeśli pojedziesz teraz. Chcesz, to jedź.
— A co z Terlachem?
— Jest związany. Jeśli pojedziesz, on zginie również.
— O co im chodzi?
— O to zo zawsze. Złoto i kobiety.
— Kto im przewodzi teraz?
— Herdyk.
— Jak wiesz jego imię. Ja powiedziałem tylko, że jeden z nich jest mądry, ale zły. Może nie mądry, tylko przebiegły.
— Gaja mi powiedziała.
— To dziwne, wierzę ci. Ale jeśli Terlach jest związany, nie zatrąbi.
— Zatrąbi ktoś inny. Ale ty i tak nie pojedziesz.
— Jeśli nawet będzie jak mówisz, jak się wytłumaczę?
— Miej ufność. Jeśli coś będzie inaczej niż wiem, powiem ci natychmiast. Ale jeszcze nigdy się to nie zdarzyło, żebym została zawiedzona.
Gruther wracał z Kaliją. Te kilka godzin zmieniło jego serce. Poczuł inność życia w tym miejscu. Gdyby nie obowiązki i to, że dowodził setką ludzi, zostałby w tym dziewiczym miejscu. Kiedy byli już blisko osady otoczyło ich kilku uzbrojonych ludzi. Nie byli tak wielcy jak synowie Mitrusa, ale i tak więksi niż niektórzy z jego ludzi. Sam Gruther był średniego wzrostu. Natura obdarowała go siłą i sprytem. Był też szybki, a jego zdolności w mieczu obrosły legendą.
— To my — powiedziała Kalija.
— Wybacz umiłowana — odrzekł jeden z ludzi.
Dopiero teraz Gruther sobie coś uświadomił i mało go to nie powaliło.
— Kalijo. Twój ojciec zna mój język, ale ty cały czas rozmawiałaś w swoim języku. Dopiero teraz sobie uświadomiłem, kiedy powiedziałaś do straży, że to my. Jak to się stało, że wszystko rozumiem?
— Nie wiem. Może się nauczyłeś.
Kalija roześmiała się serdecznie.
— Powiedz mi. To przecież niemożliwe.
— Dobrze, powiem ci. Ja mówię w tym samym języku co ojciec i wszyscy. Ty i Terlich słyszeliscie swój język. To się już zdarzyło.
— Nie powiesz, że Słowo o tym pisze.
— Dokładnie. Bóg działa jak chce i kiedy chce. Jak sądzisz, skąd znam jego słowo.
— Czytałaś?
— Ja nie potrafię czytać i pisać. Przynajmniej w takiej formie jak ty.
— To jak to wiesz? Gaja ci mówi?
— Nie tylko. Czasem On sam.
— Tylko nie mów tego jeśli pojedziesz ze mną.
— Postaram się.
— Ja nie wiem już sam. Może nie powinniśmy jechać. Przecież mógłbym zginąć. I kto by o tym wiedział?
— Ty i reszta co zostanie. Prawda jest najważniejsza.
— Czy nie można byłoby tego zmienić?
— Nie wiem czy to pojmiesz. Kiedy Bóg coś czyni, on robi najlepiej jak może. Człowiek może to czasem zmienić, ale nigdy na tym dobrze nie wychodzi. I tak w końcu jest jak miało być, tylko jest więcej łez i cierpienia.
Doszli do osady. Bracia czekali przy bramie.
— Runa pokozają złe rzeczy. Czy wiesz o tym, siostro?
— Wiem. Ale to nie są złe rzeczy. To jest to, co się stanie.
— Jesteś pewna, że nic ci nie będzie. Ojciec zabrał matkę do podziemi.
— Do tej pory was nie zawiodłam, dlaczego wciąż jesteście pełni obaw.
— Kochamy cię — odrzekł Lubrigan.
— Dobrze, bracie. Rozumiem.
— Czy Gruther zna plan?
— Tak, powiedziałam mu, ale nie w szczegółach.
— To pewne, że jutro będzie ulewa?
— Tak jak tu stoję. Ale macie nie atakować. Tylko tych którzy przedrą się przez błoto. Ten na łaciatym koniu nie może zginać. Niech nikt nie waży się do niego strzelać. On ma być mężem Rauli.
— O czym mówisz, Kalijo. Jaka ulewa. Skąd wiesz, że Rudrik jeździ na łaciatym koniu. To bardzo dobry rycerz. Jest ze mną od początku. Och, pewnie wiesz i to. Ciężko mi to wszystko pojąć.
Gruther zaczął się obawiać o Kaliję. Nie tu. To co robiła tutaj było szanowane i uznane. Na jego ziemi skąd przybył... uznanoby to za kontakty z diabłem. Co do tego miał pewność. Nie wiedział, że Kalija zna wiekszość jego myśli.
— Chodź, musisz wypocząć. Przygotowano dla ciebie łoże.
— O jakich podziemiach mówił twój brat?
— Jesteśmy przygotowani lepiej niż sądziłeś. Tu były kiedyś sakralne podziemia i korytarze. Prowadzą dalej niż byliśmy. Spij już. Ja będę opodal. Jeśli będziesz musiał wyjść w nocy pokażesz to.
Kalija zdjęła srebrny pieścień z kamieniem o kolorze miodu.
Zniknęła za kotarą. Gruther chciał pójść za nią. Ale coś go powstrzymało.
Kalija nie mogła zasnąć. Pierwszy raz w życiu czuła zmaganie. Do tej pory bez najmniejszych zastrzeżeń robiła wszystko co szeptała jej tajemnicza Gaja. Kalija wiedziała dokładnie kim jest przeznaczona dla Gruthera. Ale w jej ciele odbywała się teraz walka. Powiedziała prawdę Grutherowi, ale miała mała nadzieję, że jego męska natura zwycięży. Bo gdyby on ja wziął z pewnościa by mu się oddała. Nawet Kalija nie pomyślała w swoim secu, że coś czuwa nie tylko nad nią.
Gruther długo rozmyślał o wszystkim co się dzisiaj wydarzyło. Obawiał się o Terlacha. Jeśli jednak Kalija się myli? Ale miał do niej zaufanie. Podała mu już tyle dowodów. W końcu zasnął.
Obudził się w środku nocy. Ile mógł spać? Nie miał pojęcia. Równie dobrze mogła być to chwilka jak i pół nocy. Wyszedł na zewnątrz, ale tylko za drzwi. Niebo było czarne. Nie dostrzegał ani gwizd, ani księżyca. Skierował się do łóżka. Już miał się na powrót położyć, kiedy zmienił zdanie. Wszedł przez kotarę. Zobaczył śpiącą twarz Kaliji. Wiedział, ze jeśli zatrzyma się, żeby pomyśleć, nigdy tego nie zrobi. Podszedł do jej łoża. Pochylił ciało i pocałował jej pół otwarte usta.
— Kocham cię, Kalijo — szepnął.
Wrócił bezzwłocznie do swojej sypialni.
Kalija otworzyła oczy. Dotknęła wargi palcami. Teraz miała pewność.
— Może kiedyś znowu się spotkamy, mój umiłowany.
Poczuła jak łza toczu się jej po policzku. Gaja stała w kącie pokoju.
— To się kiedyś stanie. Będziesz pamiętać. Wszyscy mamy swoje zadania. Ty, ja i twój umiłowany.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania