Które wino?

Działo się to bliżej początku transformacji, kiedy to wróciliśmy z szefem po podróży po Polsce do Warszawy, żeby podsumować jej efekty i zwyczajnie pogadać. Jak ktoś jest blisko biznesu, wie, że takie sprawy omawia się najlepiej przy kolacji i wtedy też tak być miało. Dla wyjaśnienia, szef był rodowitym Szwajcarem z dziada pradziada, a ja wtedy początkującym pracownikiem szwajcarskiej firmy. Tak czy inaczej znaleźliśmy się w eleganckiej restauracji w centrum stolicy, kelner przyniósł nam kartę, z której coś wybraliśmy, po czym przeszliśmy do głównego punktu programu, czyli wyboru wina. Jako że rolą szefa jest (także) płacenie, a kto płaci – decyduje, czekałem na jego decyzję, co w eleganckiej formie nazywa się propozycją.

- Sugeruję Chianti, a są dwa, tańsze i droższe. Co o nich sądzisz? – spytał i spojrzał badawczo.

- Nie znam żadnego z nich, a jak nie znam, to nic nie sądzę – odpowiedziałem wymijająco.

- Dobrze, to w takim razie zamówimy droższe i zobaczymy co dalej.

- Świetnie – odparłem pojednawczo.

Szef spojrzał jeszcze raz na mnie.

- Coś ci teraz powiem, ale to będzie wyłącznie dla ciebie. Pewnie, że moglibyśmy zamówić te tańsze, a także mógłbym zarezerwować gorszy hotel, który by kosztował pięćdziesiąt franków mniej. Wielu ludzi z firmy zapewne też tak by mogło, i z tego powodu firma by miała jakieś tam oszczędności i więcej pieniędzy, które mogłaby gdzieś zainwestować. Wiem o tym, ale też wiem, gdzie by je zainwestowała, tak, w Chinach. W takim razie wolę przenocować w lepszym hotelu i wypić lepsze wino. Poza tym, więcej pieniędzy zostanie w twoim kraju, co jest zawsze dobre dla gospodarki.

- Dzięki szefie – odpowiedziałem głosem, potwierdzającym zadowolenie z podjętej decyzji.

Ten uśmiechnął się, zadowolony, że bez żadnej trudności udało mu się mnie przekonać do swoich racji. Kolacja przebiegała dalej w miłej atmosferze, a zamówione Chianti było warte swojej ceny.

Wcale nie tak długo potem doceniłem dalekowzroczność mojego szefa i naiwność tych, którzy bezkrytycznie i bez umiaru wszystkie pieniądze firm inwestowali w Chinach, stwarzając potwora, nad którym już nie ma żadnej kontroli.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Pobóg Welebor 2 dni temu
    Pouczające. Taka ciekawostka – Korwin zna chiński, a ja życzę chińczykom władzy nad światem, bo ktoś musi w końcu zatrzymać kulę ziemską...
    Pozdrawiam 🙂
  • Łukasz Jasiński wczoraj o 1:46
    Mszalne
  • rozwiazanie wczoraj o 3:11
    Marek Żak, wytrawny tekst jak wino. Pozdrawiam 🙂

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania