kumulacje
kolejna niedziela wypychana za drzwi
stawia opór już w porze obiadu
pomiędzy parującym rosołem
a stertą ziemniaków
koniecznie w plastrach i z koprem
najgorsze przychodzi później
tuż po szesnastej noc spada na dach
rygluje drzwi usta wtedy zaczynam się dusić
wyciągać zza szaf bezgłowe lalki i misie
z rozprutych szwów sypie pierwszy śnieg albo popiół
więc schylam głowę choć żadnej modlitwy nie pamiętam
niczego co mogło przesunąć horyzont
o tych kilka słów za daleko
dlatego wygrzebuję wyblakłe listy i róże
szeleszczące sreberka zmieniają się w korony
spadajdące z głów przy byle podmuchu
przymykam oczy i lecę poprzez czas szczeliny
pod powiekami skąd widać już niebo
znów wszystko ma twój głos dłonie
przepuszczają przez palce słońca
czasem nawet księżyce
i wtedy zawsze jest pełnia
wsiąka w prześcieradła i ściany podrapane przez gałęzie
wystukują nam rytm zza okna
Komentarze (12)
Bardzo poruszający wiersz. Wydaję mi się, iż o stracie, chyba dziecka, ale mogę się mylić. Emanują z niego emocje i to mi się podoba. Moim skromnym zdaniem, gdyż się nie znam, naprawdę dobry utwór.
Pozdrawiam :).
Shogun - pięknie dziękuję. Emocje, to podstawa. Ale dla mnie ważne jest też tło.
wow !
Wow? :D
IgaIga nie kokietuj ;-)
Jacom JacaM - jaaa? W życiu :P
Dzięki.
Naprawdę dobrze skomponowany i wyważony wiersz. Taki w sam raz do zadumy.
Dziękuję, Maurycy.
Łoj... adekwatny. Dla mnie za wiele tu skumulowałaś. Walą się rekwizyty na łeb na szyję czytelniczą. To ja wolę jednak bez kumulacji.
*tytuł adekwatny
Czasem przychodzi właśnie tak. Kumulacja. Myśli, wspomnień. Emocji. Zatrzymane na zawsze. I nic na to nie można poradzić. Znaczy można. Przeżyć.
Bardzo mnie się podoba
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania