Kury (miniatura)
Chciałabym hodować kury. Jednak nie mam miejsca. I koguta nie ma.
Mokre od deszczu zraszałyby ziemię, strzepując z piór krople. Takie kury miałyby dobrze, prawie jak na wolności, a nawet lepiej, bo w lesie myśliwi - stare, cwane lisy. Byłam kiedyś kurą, głośną, pikantną. Na śniegu pazurem malowałam uśmieszek. Za uśmieszki trafiłam do szpitala. Więc świat na zewnątrz nie rozumiał. Biedne domowe kury... marzyłam o robakach, larwach, które oczyszczają rany. Chciałam skubać trawę, kolory nadziei. Świat nie rozumiał. Widzę kury. Różne. Sponiewierane przez pijanych albo rodzące małych Januszków, jak z ballady o Januszku. Rodzące mordercze ballady. Kury, kury... na jakiej grzędzie ja siedzę? Nawet nie wiem. Nie umiem liczyć. Czy nadal jestem kurą?
Wczoraj pewien pijak zaczął drwić: - Ubrudziłaś się! - krzyknął i dotknął obrzydliwymi łapskami moich piersi.
Dziś zrobię dobry obiad. Piersi z kamiennym sercem.
Komentarze (7)
Nie trzeba cukrować rzeczywistości, czasem dobrze ją nazwać po imieniu.
"Sponiewierane przez pijanych albo rodzące małych Januszków jak z ballady o Januszku." – tu, zrezygnowałabym z "o Januszku", ballada wystarczy. Choć... może najmłodsze pokolenie portalowe nie zna Ballady o Januszku... To w sumie nie wiem.
W każdym razie – tekst działa.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania