Labirynt
Wczoraj przyśnił mi się sen. Znajdowałam się ogromnym białym pomieszczeniu. Nie było tu żadnych mebli, ściany wraz z podłogą i sufitem były śnieżnobiałe. Było w nim zimno, nie było słychać żadnych dźwięków, a w powietrzu nie unosił się żaden zapach.
- Czy jest tu kto? – zawołałam, ale odpowiedziała mi cisza. Nie było nawet echa.
- Halo? Czy ktoś mnie słyszy? – nie dawałam za wygraną, jednak wciąż nie uzyskałam odpowiedzi.
Nagle poczułam silną potrzebę pójścia naprzód. Coś wewnątrz kazało mi wyjść z tego pokoju. Zobaczyłam korytarz. Tak jak miejsce, w którym się obudziłam, był on również biały. Na końcu widać było zakręt. Nie mając innej drogi, przeszłam przez nowe pomieszczenie i wyjrzałam niepewnie za zakręt. Tam rozciągał się następny, sporej długości korytarz z kilkoma odnogami. Zajrzałam w każde z nich i doszłam do wniosku, że znalazłam się w labiryncie. Na początku spokojnie, później coraz bardziej chaotycznie, wchodziłam w coraz to kolejne odnogi, usiłując znaleźć wyjście, albo cokolwiek, na czym mogłabym zawiesić wzrok i uciec choć na chwilę przed wszechogarniającą mnie bielą. Nie wiedziałam, ile czasu minęło, ale czułam się coraz bardziej zmęczona, prawie żaden zakręt nie był ślepy, więc zbadanie każdego z nich było bardzo pracochłonne. Wszystkie prowadziły mnie do korytarza, od którego zaczęłam wędrówkę. Gdy po raz trzeci wróciłam do miejsca, z którego zaczęłam szukać, w panice wbiegłam w losowy korytarz i nie myśląc wiele, wybierałam drogę, którą podążałam coraz dalej w głąb labiryntu. Chwilami też próbowałam przywołać kogokolwiek, kto mógłby mi pomóc. Znowu dotarłam do punktu wyjścia. Wyczerpana i spanikowana usiadłam na ziemi i chowając głowę między nogi, zaczęłam płakać. Po chwili jednak wstałam i otarłam łzy, które spłynęły mi po policzkach.
- Tylko spokojnie – wymamrotałam do siebie i ruszyłam dalej. Nie wiedziałam nawet, ile czasu zajęła mi wędrówka, ale czułam się coraz bardziej zmęczona. Z czasem przyszło również dziwne uczucie osłabienia. Powietrze nagle stawało się coraz bardziej duszące, jednak ja dalej dzielnie szłam naprzód. Udało mi się odnaleźć korytarz, który od dłuższego czasu nie zaprowadził mnie do miejsca, z którego zaczęłam szukać wyjścia. Chodzenie sprawiało mi teraz coraz większą trudność. W pewnym momencie musiałam zacząć podtrzymywać się ściany, żeby móc iść dalej. Po chwili i to przestało pomagać i zemdlona osunęłam się na ziemię. Straciłam przytomność. Nie wiem, na jak długo, ale obudziło mnie dopiero dotknięcie w ramię. Nie mogłam jednak otworzyć oczu. Po chwili poczułam, że ktoś podnosi mnie z ziemi i gdzieś niesie. Wtuliłam się w ciało tej osoby, które wydawało mi się dziwnie znajome. Ten uścisk, zapach, przywoływały mi na myśl wspomnienia. Po krótkim czasie zostałam postawiona na ziemi, ale nadal zbyt słaba musiałam usiąść. Po chwili moje oczy w końcu się otworzyły. Na początku oślepiła mnie biel mojego labiryntu. Po chwili wzrok przyzwyczaił się do jasności i udało mi się dostrzec coraz wyraźniej osobę, która tu ze mną była. Twarz, którą ujrzałam sprawiła, że po policzkach spłynęły mi łzy. A On stał, patrząc się na mnie bez żadnych emocji wypisanych na twarzy. Chciałam coś powiedzieć, otworzyłam usta, ale wykonując gest ręką powstrzymał mnie przed tym. Lekko przybliżył się do mnie, zupełnie jak w momentach, kiedy chciał mnie pocałować, ale nagle wszystko przede mną się rozmyło, biel zniknęła, a ja zamiast twarzy ukochanego, zobaczyłam szary sufit. Choć natychmiast zamknęłam oczy usiłując zasnąć i powrócić do snu, nie udało mi się tego dokonać. Czułam się rozbudzona, jakbym już nigdy miała nie zasnąć i już więcej nie ujrzeć wyśnionego labiryntu.
Komentarze (1)
Ode mnie sennie płynie 5 :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania