Pokaż listęUkryj listę

Labirynt Bohra – Rozdział 17 – Sukces

”Czy ostateczną konsekwencją rozwoju technologii będzie eliminacja człowieka?"

 

Miesiące żmudnej pracy, miliony symulacji w końcu przyniosły pożądany skutek. Połączenie najnowszych technologii komputerowych z osiągnięciami genetyki pozwoliło na zaprojektowanie idealnego genomu człowieka i stworzenie gotowego produktu zgodnie z zapotrzebowaniem zgłaszanym przez rynek. Maciejowi czasami wydawało się, że każda kolejna symulacja jest bardziej żywa, a jej uczucia prawdziwsze. A przecież były to jedynie twory komputerowe, co prawda oparte na stale modyfikowanym DNA, z którego posklejano geny oraz z silnikiem w postaci uczącego się programu komputerowego, ale jednak nie były niczym więcej niż symulacją, która płynnie dostosowywała się do miejsca, czasu oraz osób. A jednak to wystarczało, by stworzyć ideał.

 

– Panie Macieju, kawał dobrej roboty.

To szef Leopold zaczął go chwalić zaraz po wejściu do pokoju. Maciek poderwał się z krzesła i przywitał.

– Dzień dobry dyrektorze.

– Dzień dobry, dzień dobry – zaśmiał się dobrze zbudowany czterdziestoletni mężczyzna. – Takich ludzi jak pan nam potrzeba. Doskonała symulacja i ile emocjonujących godzin filmu. Gdybyśmy go opublikowali, to pewnie stałby się światowym hitem, a Big Brother byłby jedynie wspomnieniem prymitywnych początków.

– Ja tylko robiłem swoje – odpowiedział Maciek, ale poczuł się, jakby mu przybyło przynajmniej kilkanaście centymetrów do jego niewielkiego wzrostu.

– Gdyby tak każdy robił swoje, to świat byłby doskonały. – Na twarzy szefa pojawił się szczery uśmiech odsłaniający jego idealnie równe zęby. – Pana musimy nieco zmodyfikować, że tak powiem – dodał, krytycznie mu się przyglądając. – Brzuszek i łysina w tych czasach, to jest nie do pomyślenia. Rozumiem noszenie czarnych, luźnych koszulek, one co nieco przykrywają, ale przecież można tak jak ja.

– Tak szefie, można – zgodził się Maciek, jednak jego zdaniem szef był sztuczny. Ten jego uśmiech, blond włosy i opalona skóra zdecydowanie nie były naturalne.

– A nawet trzeba. Ale zrobimy, co trzeba. Dobrze, że chociaż zlikwidował pan tę bliznę na lewym policzku. Źle to wyglądało.

– Staram się dyrektorze.

– I właśnie o to chodzi. A wracając do rzeczy, pańska doskonała symulacja właśnie dojrzewa w komorze. Parę dni i mamy idealnego partnera panny Johnson.

– Właśnie taki był cel.

– Wymagająca była suka, zgodzi się pan?

– Ja bym raczej ją nazwał: "klienta".

 

– No proszę i kultura na najwyższym poziomie. Kto inny mógłby zrobić doskonalsze dzieło? I wychwytywanie wszelkich wad na koniec symulacji, było doskonałe. Podmianka komórek, czy bóg jeden wie, co pan tam zrobił, a mieliśmy rasowego psychopatę. Toż to był majstersztyk.

– Też tak myślę dyrektorze.

– I bardzo dobrze. Symulacja miłości nieco nudna, ale przekonująca, moim zdaniem. Rozumiem, że pani Johnson jest romantyczna.

– Tak mi się wydaje. Starałem się dobrać idealną sekwencję genomu oraz oprogramowania.

– A ten cyrk z tatuażami naprawdę był potrzebny. Nie można ich było jakoś inaczej zaznaczyć?

– Może i można by było, ale tak jest czytelniej. Porównania są bardziej wiarygodne, a kolejność numerów ułatwia wyszukiwanie. To tylko matematyka panie dyrektorze.

– Matematyka – powtórzył. – A ta dziewczyna, Marlena to produkt dla Malkolna, dobrze rozumiem?

– Tak, tylko mam jeszcze pewne wątpliwości. W pewnych momentach jest problem ze stabilnością i czasami wymyka się algorytmom.

– Wymyka mówisz, to ciekawe. Znaczy, program nie prowadzi ją po sznureczku.

– Tak to wygląda – Maciek spuścił głowę.

– Ale zabicie Tomasza było zgodne z algorytmem?

– Tak, oczywiście, nie mogę pozwolić na tak duże błędy – potwierdził Maciej.

– Proszę popracować jeszcze nad nią, a jak produkt będzie gotowy, to wgramy historię nie z tego świata.

– Tak, oczywiście.

 

– Przyznasz Macieju, że wybór pisarzy był doskonały. Historia życia Tomasza zmiękczy każde kobiece serce – zarechotał Leopold.

– Tak, oczywiście, lepszego być nie mogło.

– No właśnie. A zapomniałbym, możesz wziąć wolne na resztę dnia.

– Dziękuję dyrektorze.

– Ależ nie ma za co. Dałbym kilka dni, ale gonią nas terminy. Klientela się niecierpliwi, akcjonariusze, zresztą, co ja mam opowiadać. Każdy wie.

– Zgadza się.

– Miłego popołudnie zatem i do widzenia.

– Do widzenia dyrektorze.

 

Dyrektor wyszedł z gabinetu, a Maciek wyłączył komputer, wrzucił notatki do szafy i poszedł do domu. Po raz pierwszy od wielu miesięcy miał wolne popołudnie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (14)

  • MartynaM 2 miesiące temu
    Że ja na to od razu nie wpadłam... coś czułam, że gra komputerowa, ale takich zabaw nie przewidziałam.

    Świetnie, Józefie!
  • Józef Kemilk 2 miesiące temu
    Miałem nadzieję, że uda się wam rozkminić, teraz będę rzadziej wrzucał i forma się nieco zmieni (kryminał, lub coś koło tego z odrobiną humoru). W poprzednim rozdziale dałem dużo wskazówek, niby życie po śmierci, ale jednak inaczej. Możliwe, że my tak mamy.
    Dzięki za przeczytanie pierwszej części, druga powinna mieć podobną długość, jest jednak w trakcie pisania
    pozdrawiam
  • MartynaM 2 miesiące temu
    Józefie, możliwe że powinniśmy wpaść, ale coś nas zaorało... czekam na cd.

    Pozdrawiam
  • Józef Kemilk 2 miesiące temu
    MartynaM Dzięki, mam nadzieję, że teraz wszystko trzyma się kupy:)
  • MartynaM 2 miesiące temu
    Józefie cały czas się trzymało, w sumie to dobrze, moim zdaniem, że nie jest wyjaśnione od początku, bo to zaciekawia i zmusza do czytania, żeby zobaczyć co dalej i dokąd to zmierza. Gdybyś od razu wyjaśnił, nie byloby tego dteszczyku, który mi towarzyszył.
    Dla mnie więc tak było super.
  • MartynaM 2 miesiące temu
    dreszczyku*
  • Józef Kemilk 2 miesiące temu
    MartynaM To jeszcze raz dzięki. Teraz będzie nieco kryminału, a zacznę od czarnego humoru.
  • MartynaM 2 miesiące temu
    Czarny humor... no to czekam!
  • Marek Adam Grabowski 2 miesiące temu
    To już finał. Jak zwykle w takich sytuacjach wyjaśnienie nieco zawodzi czytelnika, po za tym nie jest oryginalne. Tylko pobocznych wątków nadal nie jest jasne, chociaż może to celowy zabieg. Mimo wszystko daję maksymalną ocenę, gdyż wciągnęło mnie. Pozdrawiam 5
  • Józef Kemilk 2 miesiące temu
    Marku to było testowanie wirtualnego modelu w celu stworzenia idealnego partnera. A więc musi być miłość i dużo testów w zakresie odporności na stres, tak by wyeliminować słabości. Kto wie, czy tacy nie jesteśmy, lub też do tego zmierzamy. Chińczycy pracują by już za parę lat ciąża odbywała się poza macicą. Później prace nad szybszym namnażaniem komórek i mamy rzeczywistość. Idealni karni ludzie bez ciągotek do buntu i idealnie realizujący zadania. Idealny świat
  • krajew34 2 miesiące temu
    Trochę pachniało grą, ale widząc tyle horrorów raczej typowałem kosmitów, jakąś sadystyczną istotę, lubiącą eksperymenty lub bogacza z nadmiarową gotówką, pragnący udowodnić bzdurną teze, bez wzgledu na koszty. Ciekawe, kawał dobrej roboty. Z początku nie miałem zamiaru czytać, myślac że to będzie coś skomplikowanego, ale się myliłem. Naprawdę nie było źle a nie znoszę czytać na ekranie.
  • Józef Kemilk 2 miesiące temu
    Dzięki druga część zmieni klimat i bohaterów (chociaż Tomasz będzie). Raczej kryminał na początku zahaczający o czarny humor.
    Dzięki za przeczytanie i komentarze.
    Pozdrawiam
  • krajew34 2 miesiące temu
    Józef Kemilk czarny humor to niejako obrona przed rzeczywistością.
  • Józef Kemilk 2 miesiące temu
    krajew34 tak, chyba tak

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania