Labirynt Bohra – Rozdział 6 – Razem, ale osobno

"Gdy nie możesz wierzyć samemu sobie, to co ci zostało?"

 

Tomasz patrzył na wrogo mu nastawioną trójkę i zastanawiał się, co ma im powiedzieć. W końcu wiedział niewiele więcej. Dodatkowo nie chciał, by to z jego winy coś im się stało, a każda jego wskazówka mogła do tego doprowadzić. Brak wskazówek – również.

 

– Musicie opuścić ten pokój, a więc wyjść do lasu – zaczął ostrożnie. – Tam będą czyhać wahary i bóg jeden wie, co jeszcze. Wszędzie będą pułapki i fizyczne i psychiczne.

– To kurwa wiemy – ostro przerwał mu Mati. – I to, aby się trzymać z dala od czarnego pokoju też.

– Lepiej się trzymać razem.

– Kurwa, człowieku! – Mati ponownie przerwał Tomaszowi. – My chcemy jakieś wskazówki, a nie pierdolenia.

– Tych nie mam – odpowiedział Tomasz.

– Może faktycznie nie wie? – wtrąciła się Marlena.

– Wie – pewnym siebie głosem powiedział Henryk. – Nie widzicie, że on tu jest jakimś kluczem!

– Pierdolonym kluczem! – dodał Mati. – Od którego trzeba się trzymać z daleka!

– I od którego musimy wydusić prawdę. – Henryk wrogo spojrzał, na Tomasza, ten zaś wytrzymał jego wzrok.

– Wydusić prawdę powiadasz? – sucho odpowiedział i dodał. – Nie radziłbym.

– To się kurwa okaże.

 

Mati ruszył w kierunku Tomasza i pewnie zaraz rozpoczęłaby się regularna bijatyka, gdyby nie pukanie do drzwi.

– Co, kurwa? – odezwał się Mati.

– Ktoś puka – odpowiedziała Marlena i na potwierdzenie jej słów, ponownie usłyszeli pukanie.

– Proszę wejść.

To Henryk postanowił nie przedłużać niepewności. Drzwi powoli się otworzyły i pojawił się w nich starszy mężczyzna z siwą brodą, ubrany w białe szaty. Wyglądał niemal jak Gandalf z Władcy Pierścieni.

 

– Dzień dobry – przywitał się, a na jego twarzy pojawił się delikatny, dobroduszny uśmiech.

– Dzień dobry – odpowiedział jedynie Henryk, gdyż pozostała trójka jeszcze nie otrząsnęła się z szoku.

– Jestem przewodnikiem Tomasza Błęka – powiedział.

– Jak to kurwa jego? – wyrwało się Matiemu.

– Mam za zadanie przeprowadzić go przez las.

– A my? – dociekał Mati.

– Wy możecie robić, co chcecie. Dołączyć do niego i znaleźć się w czarnym pokoju, iść samemu i znaleźć się w tym samym miejscu. Wasze przeznaczenie mnie nie interesuje.

 

Mówiąc to, na jego twarzy wciąż odmalowywał się delikatny uśmiech, a z oczu jak to mówią, dobre mu patrzyło. Niestety słowa temu przeczyły.

– Że niby nie jesteśmy ważni? – rzucił pytaniem zszokowany Henryk.

– Tak właśnie jest – potwierdził nieznajomy. – To jak Tomaszu, możemy ruszać?

– A moi przyjaciele? – Pierwszy raz tak się wyraził o towarzyszach niedoli.

– Raczej nie są twoimi przyjaciółmi, czyż nie tak? I chyba nie chcą mieć z tobą nic wspólnego.

– Dalej nie chcemy! – hardo odpowiedział Mati. – A co kurwa, sami nie damy sobie rady?

– Dla mnie to nieistotne. Zrobicie, jak chcecie – miękko odpowiedział przewodnik.

– Sami pójdziemy – Henryk potwierdził zamiary Matiego.

– I niech tak będzie. Poproszę wahary, by was nie atakowały.

– To twoje kurwa potwory?

– Służą mi i owszem. Bardzo karne i posłuszne. – dobrotliwy uśmiech nie znikał z twarzy przewodnika, jednak ledwo widoczny błysk w jego oczach pokazywał, że jest on zdolny do największych okrucieństw.

– Dziękujemy. – Henryk postanowił zatrzeć złe wrażenie pozostawione po Matim, bo co by było, gdy staruch się rozmyślił?

– Ależ nie ma za co – zaśmiał się przewodnik. A ty Marleno? Idziesz z nimi, czy też z Tomaszem.

 

Marlena zamarła i czuła jak cały świat pulsuje, utrudniając jej odpowiedź. Wydawało jej się, że już zaprzeczyła, ale chyba jednak nie. Patrzyła po przyjaciołach, ci jednak wydawali się odległym wspomnieniem, chociaż byli tutaj! Na pewno byli!

– Idę z Tomaszem – powiedziała w końcu, co wyraźnie zdziwiło pozostałą dwójkę.

– Ale jak? – spytał Mati.

– Tak zdecydowała – przerwał mu wyraźnie już zniecierpliwiony przewodnik. – Musimy już iść. Do zobaczenia panowie.

 

Przewodnik obrócił się w kierunku drzwi, otworzył je i wyszedł. Za nim podążył Tomasz i Marlena, która nawet nie zauważyła zmiany na lewej ręce. A tam już nie widniała liczba jeden, a sto dwadzieścia trzy.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • MartynaM 2 tygodnie temu
    To ja, melduję posłusznie, że przeczytalam. 🙂
  • Józef Kemilk 2 tygodnie temu
    Dzięki🌞
  • Marek Adam Grabowski ponad tydzień temu
    Na wstępie przepraszam, że tak późno komentuję, ale w piątek miałem pogrzeb babci, w sobotę jakiś dzień do d..., a w niedzielę byłem u rodziców, po za tym rzadko kiedy komentuję cudze w dzień święty. Ten epizod wyróżnia się na tle pozostałych tym, że został ożywiony dzięki naturalnym dialogom. Pozdrawiam 5
  • Józef Kemilk ponad tydzień temu
    Wyrazy współczucia Marku.
    Dzięki za komentarz
    pozdr.
  • krajew34 3 dni temu
    Nieunikniona przyszłość, mitologia grecka przychodzi do głowy, gdzie wielu spotkał gorzki koniec, mimo próbowania zmiany losu. Może to i dobrze, że my niemamy wiedzy o tym, co będzie?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania