Lakiernik

Wracam właśnie z przeglądu samochodu, zły jestem na siebie za wyrzucenie w błoto stu złotych. Mogłem spodziewać się odmowy, doskonale zdaję sobie sprawę jak wygląda moja Łada Niva. Teraz mam siedem dni na pozbycie się dziur w karoserii i polakierowanie auta, inaczej zapłacę kolejną stówę. Stan techniczny auta nie budził zastrzeżeń tylko wygląd. Naprawiam swój samochód sam, od początku jego posiadania. Części zamienne są wyjątkowo tanie, a bardzo prosta konstrukcja pozwala na omijanie warsztatów naprawy szerokim łukiem. Dodatkowo auto pozbawione jest rozbudowanej elektroniki, gwarantuje to użytkownikowi bezawaryjność. Niestety tym razem same dobre chęci nie wystarczą, nie obędzie się bez odpowiedniego sprzętu. Naprawy blacharsko-lakiernicze są kosztowne i jeszcze muszę znaleźć dobrego fachowca. Odwiedzam kolejno warsztaty i wszędzie wołają minimum dwa i pół tysiąca, o tysiąc więcej niż wartość auta. Terminy wyznaczają odległe i prace określają, jako długotrwałe. W końcu trafiam na zakład, gdzie zapłacę o tysiąc mniej. Gwarantują, że auto po naprawie wyglądać będzie jak nowe. Mogę teraz zostawić samochód i za cztery dni mam się zgłosić po odbiór. Mija wyznaczony termin, przychodzę po Ładę i oczom nie wierzę, szpachla położona wyjątkowo nieprofesjonalnie. Moim skromnym zdaniem, ktoś po prostu dopiero się uczył. Polakierowany został z zaciekami. Wołam szefa i pokazuję wszystkie mankamenty lakierniczo-blacharskie, majster spogląda, drapie się po brodzie i mówi.

- Faktycznie trochę nam nie wyszło, ale jesteśmy najtańsi.

- Trochę, chyba pan żartuje, wygląda okropnie – odpowiadam zły jak osa.

Cholera pozamykali szkoły zawodowe, teraz jak mówi przysłowie „ Uczy Marcin Marcina, a sam głupi jak świnia”. Nie ma sensu drzeć ryja na faceta, on zrobił jak umiał najlepiej. Brakuje ręki mistrza, który wyuczyłby młodego, przekazując mu swoją wiedzę.

Myślami wędrowałem po podniebnych obłokach, szukając wyjścia z sytuacji. Popatrzyłem w kierunku ulicy, przy której ulokowano warsztat. Zobaczyłem idącą chodnikiem, wyjątkowo zadbaną kobietę. Przeprosiłem na chwilę majstra i podszedłem do pani z pewną prośbą.

- Dzień dobry, czy mogę prosić panią o pomoc. Staram się wyjaśnić właścicielowi warsztatu problemy, z jakością jego usługi, a nie potrafię.

Obydwoje podeszliśmy do szefa, dopiero teraz potrafiłem mu wyjaśnić jak ma przygotowywać pojazdy do lakierowania. Pokazałem twarz tej pani, jak doskonale położony jest podkład i makijaż. Majster dokładnie pooglądał i z zachwytem powiedział.

- Mistrzowska robota.

Nieznajoma kobieta bardzo się na mnie zdenerwowała i słownie wyjątkowo dobitnie wyraziła, kim jestem i jakim to ja jestem synem. Nawet pracownicy serwisu byli bogactwem słownictwa tej pani zaskoczeni, z pewnością swój wyjątkowo kwiecisty język wzbogacili, o epitety usłyszane od ślicznotki.

Początkowo miałem duże wyrzuty sumienia, za wykorzystanie w taki sposób kobiety. Tylko po tym incydencie naprawa blacharsko-lakiernicza przebiegła wyjątkowo sprawnie, usunięto wszystkie niedoróbki. Szef dotrzymał w końcu słowa, samochód wygląda jak nowy, jestem bardzo zadowolony z mojego autka. Przegląd przeszedł „śpiewająco” i już kilku chętnym podałem adres warsztatu.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Anonim 12.06.2015
    Aż się dziwie, że nie dostałeś propozycji - wódeczka w łapę i pieczątka się znajdzie :) 5
  • Chris 12.06.2015
    Życie... I umiejętność wybrnięcia z sytuacji ;) 5.
  • hehehe dobre
  • Grilu 12.06.2015
    Ach te panie :) Bardzo fajnie, nie mam do czego się przyczepić, daję 4

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania